Psychologia i szachy

Blog Krzysztofa Jopka

25 września 2016
by krzysztofjopek
0 comments

Poznajemy bliżej nasze "Sreberka" – Mariola Woźniak.

Czas zaprezentować kolejną olimpijską gwiazdę, debiutantkę, Mariolę Woźniak. Tuż przed turniejem w Baku byłem zaniepokojony jej nierówną grą, docierały do mnie informacje, że jest słabsza dyspozycja wynikała z pewnych problemów zdrowotnych, co z kolei w jakimś stopniu uspokajało mnie (znałem przyczynę!). Ogólnie rzecz ujmując, obawiałem się startu Marioli Woźniak najbardziej. Zależało mi, żeby najmłodsza polska reprezentantka dobrze weszła w turniej i nie zdarzyła jej się żadna poważniejsza wpadka. Tymczasem sposób w jaki Mariola zagrała w Baku, przerósł moje najśmielsze oczekiwania! Okazuje się, że nasza debiutantka wykosiła wszystkie przeciwniczki do zera (!!), grając bez żadnych kompleksów, bardzo ciekawie atakując. Pojawiała się i znikała niczym jakiś legendarny rewolwerowiec z Dzikiego Zachodu: wpadała, robiła totalną zadymę nie pudłując ani razu, wreszcie znikała w tylko sobie wiadomym kierunku. Teraz możecie ją spotkać na Mistrzostwach Świata juniorów w Chanty-Mansyjsku. Tam, po 4 rundach jest w czołówce i ma realne szanse na podtrzymanie fantastycznej passy ze stolicy Azerbejdżanu. Jej start w Baku był jak jej ranking uzyskany – po prostu kosmiczny! Gratulujemy Marioli i trzymamy kciuki za start na MŚ juniorów na Syberii! Powodzenia!
Wozniak Mariola WIM 2246 POL Rp:2891
Rd SNr Nazwisko Rg Fed Rp Pkt Wyn. Szach
1 386 Zairbek kyzy Begimay 1836 KGZ 1745 1,5 s 1 4
2 351 Mahmutbegovic Nadina 1908 BIH 1987 3,5 w 1 4
4 301 WIM Jule Alexandra 2000 AUS 1863 5,5 w 1 4
8 158 Keetman Maaike 2221 NED 2062 2,0 s 1 4
9 163 WIM Gutmakher Olga 2216 ISR 2323 8,0 w 1 4
11 67 IM Gara Anita 2355 HUN 2277 5,0 w 1 4

Mariola Woźniak. Foto: Łukasz Turlej.
Kto był twoim pierwszym trenerem i ile miałaś lat gdy zaczęłaś grać w szachy?

Mariola Woźniak: Moim pierwszym trenerem był pan Kamil Makówka, który również prowadził kółko szachowe w mojej szkole. Miałam osiem lat.

Który z podręczników szachowych przestudiowałaś jako pierwszy?

M. W: Początkowo interesowały mnie jedynie zbiory kombinacji i pierwszym, który przerobiłam były „Motywy kombinacyjne” M. Blokha.

Które z książek szachowych pomogły ci najbardziej w szachowym rozwoju?

M. W: „Gra pozycyjna” M. Dworeckiego i A. Jussupowa.

Którego szachistę uważasz za „Szachistę Wszechczasów” i dlaczego?

M. W: Sądzę, że byłby to Anatolij Karpow.

Który szachista najbardziej cię zainspirował?

M. W: Do mnie najbardziej przemawia twórczość Michaiła Tala, pomimo tego, że wiem, że w starciu z komputerami nie miałby szans.

Najbardziej zabawna scenka, anegdotka, która cię się przydarzyła w czasie twojej szachowej kariery?

M. W: Kiedy miałam 8-9 lat, grałam na turnieju pod Krakowem. Podczas jednej partii bardzo długo czekałam na ruch przeciwnika, chodziłam po sali, wierciłam się, oglądałam dookoła. Byłam późnej bardzo zdziwiona, kiedy podeszła do mnie jego mama i zwróciła uwagę, że to ja jestem na ruchu, a on tyle czeka :).

Najbardziej nieprzyjemne zdarzenie, które cię spotkało podczas gry?

M. W: Podczas gry szczęśliwie jeszcze nie przytrafiła mi się żadna naprawdę przykra przygoda, ale gdy miałam 9 lat, przypadkowo wyszłam na obiad jedną rundę za wcześnie. Zorientowałam się już po chwili od wyjścia z sali gry, ale  niestety były to mistrzostwa Polski do lat 10 w… blitzu.

Wymień partię, z której jesteś najbardziej dumna.

M. W: Partia, którą zagrałam z Iwetą Rajlich na IMPK w Poznaniu 2016 r.

Twój największy turniejowy sukces.

M. W:  Srebrny Medal Olimpiady Szachowej w Baku 2016 r.

Wymień najmocniejszą oraz najsłabszą stronę w twojej grze.

M. W: Mnie samej dość ciężko to wskazać.

Jak spędzasz wolny czas?

M. W: Spędzam czas z przyjaciółmi, słucham muzyki, czytam książki, rysuję, lub uprawiam sporty.

Wymień kilka ulubionych książek.

M. W: A. Sapkowski „Król Elfów”, Jo Nesbo „Czerwone Gardło”, Mario Puzo „Ojciec Chrzestny”, Trudi Canavan „Trylogia Czarnego Maga”.

Jaki jest twój ulubiony rodzaj muzyki, zespół.

M. W: Rock n’ roll: The Beatles, The Rolling Stones.

Rodzaj kuchni, którą lubisz, ulubione danie.

M. W: Kuchnia indyjska: kofta.

Wymień miejsce na Ziemi, które najbardziej ci się spodobało.

M. W:  Egipt.

Kim chciałaś zostać, zanim zostałaś zawodową szachistką?

M. W:  Architektem.

Jakie są twoje marzenia.

M. W: Przede wszystkim chciałabym już zawsze móc robić to co lubię, czyli grać w szachy!

22 września 2016
by krzysztofjopek
0 comments

Poznajemy bliżej nasze "Sreberka" – Karina Szczepkowska.

Przed nami kolejna srebrna prezentacja: Karina Szczepkowska. Nasza arcymistrzyni z Baku, miasta, które od Olimpiady będzie nam się tylko dobrze kojarzyć, przywiozła nie jeden, a dwa srebrne krążki. Pierwszy medal Karina dostała za występ drużynowy, drugi medal z tego samego kruszcu zdobyła na III szachownicy. Karina Szczepkowska należy do żelaznego szkieletu polskiej reprezentacji (wraz z Moniką Soćko i Jolą Zawadzką), a w bakijskim występie na zagranym przez siebie 8 rundowym dystansie, pozwoliła swoim przeciwniczkom urwać tylko trzy remisy! Mogła ugrać więcej, jednak Karina jest szachistką zespołową i nie podejmowała niepotrzebnego ryzyka, gdy mieliśmy wygraną w kieszeni. Pamiętacie mecz z Holandią? Karina ma czarne z Lanchavą Tea, mecz zbliża się ku końcowi, wygrywa Klaudia Kulon, wygrywa Mariola Woźniak, Monika Soćko ma dużo gorszą z Haast. Karina w dużo lepszej pozycji podpisuje remis, nie myśląc o swoim wyniku, tylko o wygranej Polski. Rozsądek, odpowiedzialność. Bardzo mi się spodobała jej decyzja. Monika wtedy przegrała z Haast jednak cały mecz wygraliśmy 2,5-1,5. W tym momencie dziękuję Karinie za ten fantastyczny olimpijski występ, nasza sportsmenka była dla zespołu wielkim skarbem, ostoją.
Szczepkowska-Horowska Karina WGM 2409 POL Rp:2547
Rd SNr Nazwisko Rg Fed Rp Pkt Wyn. Szach
1 374 Omurbekova Diana 1868 KGZ 1902 5,5 s 1 2
2 162 WIM Boric Elena 2216 BIH 2227 6,0 w 1 2
3 96 WGM Mammadova Gulnar 2304 AZE 2559 7,0 w ½ 3
5 120 WIM Llaudy Pupo Lisandra 2269 CUB 2280 7,0 w 1 3
6 89 WGM Nguyen Thi Mai Hung 2316 VIE 2442 8,0 w 1 3
7 15 WGM Goryachkina Aleksandra 2475 RUS 2328 4,5 s 1 3
8 129 IM Lanchava Tea 2258 NED 2401 6,5 s ½ 2
10 9 GM Zhao Xue 2522 CHN 2345 3,5 w ½ 3

Foto: Łukasz Turlej. Obróbka graficzna: Ewa Przeździecka.
Kto był twoim pierwszym trenerem i ile miałaś lat gdy zaczęłaś grać w szachy?

Karina Szczepkowska: Moim pierwszym trenerem był Sławomir Ulak. A przygodę z szachami rozpoczęłam w wieku 6 lat, w przedszkolu.

Który z podręczników szachowych przestudiowałaś jako pierwszy?

K. SZ: Z tego co pamiętam były to różnego rodzaju książki z kombinacjami.

Które z książek szachowych pomogły ci najbardziej w szachowym rozwoju?

K. SZ: „Moi wielcy poprzednicy” Kasparowa, a ostatnio końcówki Dworeckiego.

Którego szachistę uważasz za „Szachistę Wszechczasów” i dlaczego?

K. SZ: Kiedyś był to Garri Kasparow. A od niedawna dołączył M. Botwinnik za niezwykłe zamiłowanie do studiowania szachów. Za tą jego pasję.

Który szachista najbardziej cię zainspirował?

K. SZ: Od zawsze inspirował mnie Michaił Tal. Jego spektakularna gra i zmysł kombinacyjny.

Najbardziej zabawna scenka, anegdotka, która cię się przydarzyła w czasie twojej szachowej kariery?

K. SZ: Na jednym z moskiewskich openów grałam z zawodniczką z Mongolii. Powstała pozycja wieża + goniec + król na wieżę + króla. Ja byłam stroną silniejszą. Po 40 ruchach moja przeciwniczka postanowiła zareklamować remis, była tak bardzo przekonana, że jest remis, że jej próba reklamacji w języku mongolskim trwała bardzo długo i w pewnym momencie zwątpiłam czy przypadkiem nie ma racji. Oczywiście sędzia odrzucił reklamacje a ja zmieszana jej zachowaniem nie zauważyłam, że w 2 ruchy daję mata i partia zakończyła się remisem w już prawidłowo zareklamowanych 50 ruchach.

Najbardziej nieprzyjemne zdarzenie, które cię spotkało podczas gry?

K. SZ: Ostatnio na lidze czeskiej mój przeciwnik był tak zestresowany, że zaczął tak nieprzyjemnie obgryzać paznokcie, że nawet sędzia zainterweniował. Niestety upomnienie na nic się nie zdało, więc musiałam szybko grać partię, którą na szczęście wygrałam.

Wymień partię, z której jesteś najbardziej dumna.

K. SZ: Są dwie takie partie. Wygrana z V. Guniną w Reykjaviku w 2015 roku na Drużynowych Mistrzostwach Europy oraz wygrana z A. Goryachkiną na Olimpiadzie w Baku 2016 roku.

Twój największy turniejowy sukces.

K. SZ: Obecnie trwa :). Nie da się ukryć, że medal olimpijski to największy sukces.

Wymień najmocniejszą oraz najsłabszą stronę w twojej grze.

K. SZ: Myślę, że moją najmocniejszą stroną jest taktyka i dobra pamięć. Gorzej niestety z końcówkami.

Jak spędzasz wolny czas?

K. SZ: Ostatnio mam go bardzo mało, ale jak już coś wygospodaruję to głównie na odpoczynek na przykład jazda na rowerze albo od czasu do czasu pozwalam sobie na słodkie lenistwo i leżenie na kanapie – zwłaszcza po męczącym turnieju :).


Wymień kilka ulubionych książek.

K. SZ: Nie mam ulubionych. Czytam różne typy książek np. kryminały, romanse i różne bestsellery.

Jaki jest twój ulubiony rodzaj muzyki, zespół?

K. SZ-H: Pop.

Rodzaj kuchni, którą lubisz, ulubione danie.

K. SZ: Najlepsza kuchnia to kuchnia mojej mamy. Zupa pomidorowa oraz kluski śląskie, rolada i czerwona kapusta.

Wymień miejsce na Ziemi, które najbardziej ci się spodobało.

K. SZ: Najoryginalniejszym miejscem gdzie byłam na turnieju, a zarazem wymagającym najdłuższej podróży były Chiny, gdzie odbywały się Drużynowe Mistrzostwa Świata kobiet. Wspominam te miejsce, jako bardzo ciekawe, ale jednocześnie ze względu na kuchnię – mocno specyficzne. Ale najbardziej podoba mi się moje rodzinne miasto Rybnik i nie zamieniłabym go na żadne inne :).

Kim chciałaś zostać, zanim zostałaś zawodową szachistką?

K. SZ:  Zawodową szachistką :), były plany jeszcze o dziennikarstwie ale szachy to całe moje życie!


Jakie są twoje marzenia?

K. SZ: To zostanie moją słodką tajemnicą :).

20 września 2016
by krzysztofjopek
0 comments

Poznajemy bliżej nasze "Sreberka" – Jolanta Zawadzka.

Przed nami kolejna przedstawicielka elitarnego grona „Sreberek”. Rozpoczynając prezentację medalowego dorobku Joli Zawadzkiej warto uzbroić się w cierpliwość – jej kariera jest niekończącą się serią medalowych zdobyczy, zarówno na krajowym podwórku jak i na arenie międzynarodowej. Teraz arcymistrzyni dokłada do swojej imponującej kolekcji srebrny medal olimpijski, który, jak sama stwierdza w poniższej ankiecie, jest dla niej medalem najważniejszym. W Baku Jola była najbardziej bezkompromisowo grającą Polką, w żadnym z jej pojedynków nie padł remis! Warto też nadmienić, że Jola Zawadzka zagrała fantastyczną końcówkę Olimpiady. W pokonanym polu pozostawiła między innymi bardzo silną Chinkę Ju Wenjun. Wszystkie jej zwycięstwa na finiszu bakijskiego turnieju walnie przyczyniły się do srebrnego, kosmicznego wyniku Biało Czerwonych. Dla polskiej kadry jest zawodniczką niezastąpioną i nikt, absolutnie nikt, nie wyobraża sobie zespołu bez Joli Zawadzkiej. 
Zawadzka Jolanta WGM 2429 POL Rp:2450
Rd SNr Nazwisko Rg Fed Rp Pkt Wyn. Szach
1 266 Samaganova Alexandra 2048 KGZ 2015 4,5 w 1 1
3 64 WGM Mammadzada Gunay 2361 AZE 2387 5,5 s 0 2
4 225 WFM Nguyen Thu Giang 2119 AUS 1932 4,5 w 1 2
5 114 WGM Linares Napoles Oleiny 2276 CUB 2246 6,0 s 1 2
6 82 WGM Hoang Thi Bao Tram 2325 VIE 2309 5,5 s 0 2
7 10 GM Gunina Valentina 2520 RUS 2643 8,0 w 0 2
9 87 WIM Efroimski Marsel 2322 ISR 2318 5,5 w 1 2
10 2 GM Ju Wenjun 2583 CHN 2501 7,5 s 1 2
11 56 IM Lazarne Vajda Szidonia 2372 HUN 2311 5,0 w 1 2
Jolanta Zawadzka. Foto: Andreas Kontokanis.

 Kto był twoim pierwszym trenerem i ile miałaś lat gdy zaczęłaś grać w szachy?

Jolanta Zawadzka: Moim pierwszym trenerem był Krzysztof Krupa, a pierwszy turniej zagrałam w wieku 5 lat.

Który z podręczników szachowych przestudiowałaś jako pierwszy?

J. Z: Nie pamiętam konkretnego tytułu, ale była to rosyjska książka z matami w 2 ruchy :).
Które z książek szachowych pomogły ci najbardziej w szachowym rozwoju?

J. Z: Za czasów juniorskich zawsze jeździłam na turnieje z kolekcją partii Tala, by przed rundą zobaczyć jego jedną wygraną partię dla inspiracji, co przynosiło zazwyczaj dobre rezultaty :).

Którego szachistę uważasz za „Szachistę Wszechczasów” i dlaczego?

J. Z: Za najlepszego uważam Garriego Kasparowa. Gdy ogląda się jego partie to czuć energię, która bije z każdego ruchu. Nic dziwnego, że czasem kompletnie zmiatał przeciwników z szachownicy.

Który szachista najbardziej cię zainspirował?

J. Z: Michaił Tal – oglądanie jego partii przynosiło mi niesamowitą radość.

Najbardziej zabawna scenka, anegdotka, która cię się przydarzyła w czasie twojej szachowej kariery?

J. Z: Najbardziej zabawną historią, która mi się przydarzyła było gdy mając białymi gońce na b1 i b2, chciałam zbić skoczka na d4, niestety z rozpędu nieświadomie chwyciłam nie tego gońca, zrobiłam nieprawidłowy ruch i przełączyłam zegar. Moja przeciwniczka była mocno zdziwiona i popatrzyła na mnie jak na wariatkę i dopiero wtedy zorientowałam się co się stało :).

Najbardziej nieprzyjemne zdarzenie, które cię spotkało podczas gry?

J. Z: Najgorzej wspominam grę podczas jednej z rund Mistrzostw Świata juniorek do lat 10 z Cannes 1997, gdy była taka burza, że barak, w którym graliśmy cały się trząsł. Do teraz pamiętam uczucie, że zaraz dach zwali nam się na głowy.

 Wymień partię, z której jesteś najbardziej dumna.

J. Z: W tej chwili jest to partia 10 rundy Olimpiady z Ju Wenjun. A ogólnie chyba największą satysfakcję sprawiła mi partia przeciwko Jovance Houskiej z turnieju Isle od Man 2004.

Twój największy turniejowy sukces.

J. Z: Srebro Olimpiady z Baku 2016.

Wymień najmocniejszą oraz najsłabszą stronę w twojej grze.

J. Z: Myślę, że moją najmocniejszą stroną jest umiejętność łączenia gry taktycznej ze strategią. Najsłabszą natomiast technika gry w końcówkach.

Jak spędzasz wolny czas?

J. Z: Lubię obejrzeć jakiś dobry film a także śledzę różne wydarzenia sportowe (tenis, piłka nożna).  Niesamowitą przyjemność sprawia mi także gotowanie.

Wymień kilka ulubionych książek.

J. Z: Większość kryminałów Agaty Christie, a także literatura fantasy – ostatnio „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” Roberta M. Wegnera.

Jaki jest twój ulubiony rodzaj muzyki, zespół?

J. Z: Rock i Heavy Metal – zespół Iron Maiden.

Rodzaj kuchni, którą lubisz, ulubione danie.

J. Z: Wszystko, co ugotuje moja mama :).

Wymień miejsce na Ziemi, które najbardziej ci się spodobało.

J. Z:Nowa Zelandia, miasteczko Queenstown.

Kim chciałaś zostać, zanim zostałaś zawodową szachistką?

J. Z: W liceum zastanawiałam się poważnie nad pójściem na psychologię, aby zostać psychologiem sportowym.

Jakie są twoje marzenia?

J. Z: Podobno jak się o nich mówi to się nie spełniają. :)

19 września 2016
by krzysztofjopek
0 comments

Poznajemy bliżej nasze "Sreberka" – Monika Soćko.

Rozpoczynam krótki, mam nadzieję fajny cykl: „Poznajemy bliżej nasze Sreberka”. W tym projekcie nasze srebrne medalistki olimpijskie z Baku odpowiedzą na kilkanaście pytań z różnych dziedzin. Są pytania o szachy, literaturę, kulinaria itd. Dzięki odpowiedziom na pewno będziemy wiedzieć o naszych mistrzyniach znacznie więcej! Jako pierwszą, zaprezentuję Monikę Soćko, która już teraz, można spokojnie napisać, jest żywą legendą polskich szachów. Bez niej nie stałoby się nic, a z nią współczesne polskie szachy kobiece świecą mocniejszym blaskiem. Na Olimpiadzie w Baku Monika Soćko tradycyjnie grała na pierwszej desce:


Socko Monika GM 2437 POL Rp:2410
Rd SNr Nazwisko Rg Fed Rp Pkt Wyn. Szach
2 132 WGM Dimitrijevic Aleksandra 2254 BIH 2266 5,5 s ½ 1
3 100 WGM Mamedjarova Zeinab 2295 AZE 2329 4,5 w 0 1
4 174 WIM Richards Heather S 2199 AUS 2150 5,0 s 1 1
5 108 WGM Marrero Lopez Yaniet 2281 CUB 2122 3,5 w 1 1
6 74 IM Pham Le Thao Nguyen 2338 VIE 2422 6,5 w 1 1
7 6 GM Kosteniuk Alexandra 2538 RUS 2523 6,0 s ½ 1
8 93 WGM Haast Anne 2306 NED 2339 5,5 w 0 1
9 38 WIM Shvayger Yuliya 2408 ISR 2386 6,0 s 1 1
10 1 GM Hou Yifan 2658 CHN 2547 5,5 w 0 1
11 19 GM Hoang Thanh Trang 2467 HUN 2484 6,0 s ½ 1
Monika Soćko. Foto: Łukasz Turlej.


Kto był twoim pierwszym trenerem i ile miałaś lat gdy zaczęłaś grać w szachy?

Monika Soćko: Moim pierwszym trenerem był mój tato, Piotr Bobrowski, a zaczęłam grać w szachy w wieku 5 lat.

Który z podręczników szachowych przestudiowałaś jako pierwszy?

M. S: Pamiętam, że pierwsze książki z których korzystałam to była seria pani Mirosławy Litmanowicz.

Które z książek szachowych pomogły ci najbardziej w szachowym rozwoju?

M. S: Polecony mi przez mojego męża, też szachistę :-) zestaw tomów Botwinnika.
Choć nie powiem że były moimi ulubionymi…

Którego szachistę uważasz za „Szachistę Wszechczasów” i dlaczego?

M.S: Ciężko wskazać jednego… Kasparow za dążenie do celu za wszelką cenę, Tal za niesamowity zmysł kombinacyjny, Carlsen – geniusz z niesamowitą łatwością pokonywania swoich przeciwników, to na pewno moja ścisła czołówka.

Który szachista najbardziej cię zainspirował?

M. S: Niesamowita Judit Polgar, która pokazała, że kobieta też potrafi nieźle grać w szachy!

Najbardziej zabawna scenka, anegdotka, która cię się przydarzyła w czasie twojej szachowej kariery?

M. S: Na jednym z turniejów międzynarodowych rozgrywanym stosunkowo niedawno zabrakło zapisów do partii, musiałyśmy znaleźć sobie zwykłe kartki, podzielić na białe i czarne i tak prowadzić zapis.

Najbardziej nieprzyjemne zdarzenie, które cię spotkało podczas gry?

M. S: Podczas turnieju szachów szybkich, mój przeciwnik myśląc że dostanie mata w następnym posunięciu poddał partie i podał mi rękę. Ja się zdziwiłam ponieważ przestawiłam posunięcia i mata faktycznie nie było i zaraz mu o tym powiedziałam. On wezwał sędziego i stwierdził, że się nie poddaje i musiałam kontynuować partię, którą oczywiście przegrałam…

Wymień partię, z której jesteś najbardziej dumna.

M. S: Wygrana z Mistrzynią Świata Hou Yifan białymi w drugiej partii dogrywki w Chanty-Mansyjsku 2012. Dało mi to awans do kolejnej rundy i wyeliminowało Chinkę z gry o mistrzostwo świata.

Twój największy turniejowy sukces.

M. S: Teraz trwa! Srebrny Medal Olimpijski w Baku! Choć do niedawna uważałam za jeden z moich największych sukcesów wygranie silnej kołówki, też w Baku!

Wymień najmocniejszą oraz najsłabszą stronę w twojej grze.

M. S: Gram do końca, staram się wykorzystywać nawet najmniejsze szanse. Natomiast debiuty chyba nie są moją silną stroną. Końcówki też mogłabym poprawić…

Jak spędzasz wolny czas?

M. S: Mam trójkę dzieci, więc czasu mam niewiele, ale jak już się to zdarzy to lubię czytać książki i jeździć na rowerze.

Wymień kilka ulubionych książek.

M. S: Ostatnio wszystko Nory Roberts.

Jaki jest twój ulubiony rodzaj muzyki, zespół.

M. S: Nie mam jednego. Od tegorocznej Eurowizji non-stop słucham młodego człowieka ze Szwecji, Fransa.

Rodzaj kuchni, którą lubisz, ulubione danie.

M. S: Uwielbiam zupy. Mój ulubiony zestaw to śląski, niedzielny obiad : rosół, kluski śląskie, rolady i oczywiście do tego czerwona kapusta.

Wymień miejsce na Ziemi, które najbardziej ci się spodobało.

M. S: Rybnik w Polsce, a na Świecie Rio de Janeiro.

Kim chciałaś zostać, zanim zostałaś zawodową szachistką?

M. S: Nauczycielką W-F.

Jakie są twoje marzenia?

M. S: Zloty medal olimpijski i hymn polski na Olimpiadzie!

13 września 2016
by krzysztofjopek
0 comments

Cudowny dzień polskich szachów!! Nasze reprezentantki srebrnymi medalistkami Olimpiady Szachowej Baku 2016 r !! Gratulacje!!

Nawet nie wyobrażacie sobie jak wspaniale się teraz czuję! Jest to rodzaj uwolnienia, nastąpiła wewnętrzna katharsis, bo bardzo, ale to bardzo, byłem spragniony sukcesu polskich szachów. I wreszcie jest, długo oczekiwany, wyglądany, srebrny medal naszych rewelacyjnych pań, które nigdy nie pękają i nikogo się nie boją. W dodatku medal olimpijski, który już od kilku godzin widnieje w annałach polskich oraz światowych szachów. Choć z wyobraźnią u mnie wszystko w porządku, to mam teraz jeden kłopot: nie potrafię sobie do końca wyobrazić jak nasze arcymistrzynie, wraz z trenerem Matlakiem, wraz z całą polską ekipą, cieszą się z z tego medalowego występu. Bardzo chciałbym tam się teraz znaleźć, teleportować do Baku chociaż na pół godziny, aby to zobaczyć. Chciałbym wypić z zespołem szampana, wyskakać się i drzeć na całe gardło. Drogie Lwice 64-pól: cieszę się waszym szczęściem, bawcie się, świętujcie, bo to są jedne z najpiękniejszych chwili w życiu zawodowego sportowca! Cóż jeszcze mogę powiedzieć? Wynik Polek stał się w moim przypadku antidotum na bolączki szachowego blogera. Nie da się ukryć, że brak wyników ostatnich miesięcy podkopał nieco mój optymizm, a teraz z dużą lekkością zanurkuję znów w szachopisanie.

Ciekawe jak nasze arcymistrzynie spędzą ten magiczny wieczór? Na początku relacji z Olimpiady przepisałem cytat ze Swietłany Aleksijewicz, w którym jedna z bohaterek opowiada o tym, jak piękne są noce w Baku, usiane miriadami gwiazd, jak przyjemnie jest spacerować brzegiem morza. Byłoby cudownie, by wicemistrzynie olimpijskie zabrały swojego trenera na taki wieczorny spacer. Takie coś pamięta się potem latami!

 Trener Marek Matlak. Różne słychać było o nim głosy, mówiło się (sam o tym napomykałem), że potrzebna jest kadrze odmiana, powiew świeżości, tymczasem selekcjoner na tej Olimpiadzie odstawił klasyczny trenerski majstersztyk! Wprowadzenie Marioli Woźniak do drużyny było mądre. Roszady na poszczególnych deskach w czasie całej Olimpiady, wyważone. No, nie sposób się do czegokolwiek doczepić jeśli chodzi o jego rolę.
 Na porządną analizę występu naszych szachistek jeszcze przyjdzie pora, sam się bardzo chętnie za to zabiorę, ale jeszcze nie teraz. Teraz trwa magiczna noc z naszymi srebrnymi medalistkami olimpijskimi. Niech ten wieczór i noc się nie kończy. Wielkie gratulacje, podziw, oraz podziękowania za ten start składam na ręce trenera oraz całego zespołu. Jesteście niesamowite!! POLSKA! POLSKA! POLSKA!!

Polacy w tylko sobie wiadomy, ekwilibrystyczny sposób, powrócili na pozycję wyjściową z listy startowej, choć byli bardzo daleko. Zanotowali naprawdę doskonały finisz, wygrywając w ostatniej rundzie z Hiszpanią (oraz wcześniejsze mecze z Singapurem oraz Islandią) z którą przed Olimpiadą symulowałem hipotetyczny mecz. Tymczasem Polacy okazali się jednak zespołem z charakterem, obudziła się w nich sportowa złość, a to, że ocknęli się trochę za późno? Jest to dla drużyny nauczka na przyszłość. Wypadałoby też cały zespół przeprosić (dla mnie to nic trudnego, jeśli się w czymś mylę, coś knocę, przepraszam, taką mam naturę , nie spada mi od tego czapka z głowy), za nadmiar malkontenctwa. Zbyt dużo niepotrzebnych słów padło z mojej strony, choć wynikało to z wielkiego pragnienia, aby drużynie tak samo się udało, jak naszym mistrzyniom. Tyle się znam na szachach, że nie zdawałem sobie sprawy z faktu, że można z czwartej dziesiątki w szwajcarze, po kilku wygranych z rzędu jednak wskoczyć do „dziesiątki”. Malkontenctwo zakradało się powoli, nie potrafiłem się kontrolować, pomimo, że byłem świadomy tego, co piszę. Nie zdawałem sobie sprawy, że ten start będzie tak właśnie wyglądał, czyli zapaść, pogrążanie się, a następnie odrodzenie i imponująca pogoń. To prawda, jest nad czym pracować, ale perspektywy naprawdę są dla tego zespołu. Tutaj znów jestem zdania, że nie czas i miejsce na głębszą analizę. Teraz jest czas radości ze wspaniałego sukcesu Polek. Minie kilka dni i zacznę rozbierać ten turniej na czynniki pierwsze, lecz nie teraz.

A jak wy, czytelnicy, kibicowaliście dzisiaj? Musielibyście widzieć mnie z rana i potem, gdy Polki kończyły swój mecz z Węgierkami, wreszcie podczas kibicowania Chinkom, które w pewnym momencie grały na nasze srebro (chodziło nam o to, żeby Chinki wygrały z Rosjankami). Nikt tego nie widział, w domu byłem sam, możecie mi wierzyć na słowo – było na co popatrzeć!


 Teraz udaję się w kierunku pewnego zasobnika domowego w wiadomym celu: otóż naleję sobie lampkę wina, aby wznieść srebrny toast!! JESZCZE RAZ – GRATULACJE DLA POLEK, SREBRNYCH MEDALISTEK OLIMPIADY SZACHOWEJ BAKU 2016 r. !!

12 września 2016
by krzysztofjopek
0 comments

Wszyscy kibicujemy Polkom w jutrzejszym meczu o olimpijski medal!!Biało Czerwone do przodu, wygrajcie i wracajcie do Polski z medalami!!

Komentujący zawody arcymistrz Sergiej Szypow na początku dzisiejszej relacji stwierdził, że Chinki są poza zasięgiem naszych reprezentantek i kwestia medalowych rozstrzygnięć znajdzie swoje rozwiązanie jutro. Choć ostatecznie jego rokowania się sprawdziły, to z samego meczu przez dość długi czas jego trwania, nie wynikało, że Chinki ten mecz wygrają. Był to kolejny, bojowy mecz naszych reprezentantek jakże typowy dla szachów kobiecych. Ulegliśmy w tym meczu ale nic nie jest stracone, naprawdę nic! Trzeba szybko się po tym meczu pozbierać i ogłosić pełną mobilizację na Węgry. Z tak grającymi Polkami jestem jeśli chodzi o jutrzejszy mecz, pełen nadziei i wiary w końcowy sukces. Mamy szansę na dwa krążki. Brązowy medal zależy tylko i wyłącznie od naszej gry i możemy go zdobyć bez oglądania się na kogokolwiek, srebro uzależnione jest od spotkania Chinek z Rosjankami. Jeśli Chinki ograją Rosjanki, a my wygramy z Węgierkami wracamy do Polski ze srebrem. Robi mi się gorąco na myśl o jutrzejszych emocjach. Nasze lwice i tak są wielkie, pięknie się biją w każdym meczu i ich gra może porwać każdego, oby jutro były skuteczne!

 Biało Czerwone, jeśli czytacie mój post – bardzo, bardzo was proszę: walczcie ze wszystkich sił i wygrajcie ten mecz, Węgierki są absolutnie do ogrania trzeba tylko zagrać mądrze i nie ulec emocjom!

 Myślę, że to odporność psychiczna jest tutaj podstawowym elementem, który może przechylić szalę zwycięstwa na którąś ze stron. Nasze szachistki grały z wszystkimi najlepszymi zespołami, są zaprawione w ogniu bitewnym i myślę, że będą mocniejsze od Węgierek! Tak właśnie myślę! W ogóle wierze w was moje Panie i życzę sukcesu oraz szczęścia w jutrzejszym meczu! Wszyscy kibicujemy naszym arcymistrzyniom w walce o medal olimpijski!!

Polacy walczą już tylko o honor. Nie wiem co w tym momencie znów w tym zespole nie zagrało. Myślałem, że przynajmniej powalczymy o pierwszą dziesiątkę w okolicach numeru startowego, gdyż walka o piątkę, czy medal była poza zasięgiem Polaków mniej więcej już od połowy bakijskiej rywalizacji. Gdy Polacy spadli w pewnym momencie poza trzecią dziesiątkę uznałem, że moje ambicje w relacjonowaniu ich startu kończą się. Jest mi smutno, że tak się to wszystko potoczyło. Męski zespół zapamiętany zostanie na tej Olimpiadzie jako drużyna z ogromnym potencjałem, jednak absolutnie niewykorzystanym. Zespoły znacznie słabsze w sensie rankingu były zdecydowanie bardziej widoczne. W tej drużynie coś jest bardzo nie tak. Co, tego nie wiem, sprawa jest niesamowicie skomplikowana, nie czuję się kompetentny, by przeanalizować to, nie znając wszystkich czynników, które miały wpływ na ten, nazwijmy sprawy po imieniu, fatalny start Polaków. Kto wie, może uda mi się naciągnąć któregoś z kadrowiczów na dłuższą rozmowę po Olimpiadzie i będziemy wiedzieć znacznie więcej?

Teraz koncentrujemy się tylko na jednym – na kibicowaniu naszym niezawodnym szachistkom, które jutro stają przed niepowtarzalną szansą zdobycia olimpijskiego medalu, brązowego lub, kto wie, przy korzystnym układzie, może nawet srebrnego. Nie możemy się jednak oglądać na nikogo, musimy walczyć ze wszystkich sił, zdobyć się na ten ostatni wysiłek, bo sukces jest bardzo, bardzo blisko! Biało Czerwone – wszyscy kibice są z wami!! Walczcie i wygrajcie!!

9 września 2016
by krzysztofjopek
0 comments

Bojowy remis Polek z odwiecznymi rywalkami, Rosjankami! Pewna wygrana Polaków z Australią!

Nasze mistrzynie zatrzymały mnie na całe popołudnie przy transmisji. Miałem kilka załatwień tu i tam, jednak nie były to sprawy z tych nie cierpiących zwłoki. Gdy partie dojrzewały, postanowiłem szybko zmienić plany i pozostać do samego końca spotkania Polek z Rosjankami. Cóż można powiedzieć o tym meczu? Walka, walka i jeszcze raz walka oraz wielki bojowy duch zarówno naszych zawodniczek jak i Rosjanek. Wspaniale się na coś takiego patrzy, gdy na wszystkich stołach spodziewamy się potężnych eksplozji, obserwujemy pojedynki pełne treści, co krok spotykamy się z gwałtownymi zwrotami akcji, a wynik nie jest przesądzony do ostatnich chwil meczu…

 Jestem bardzo zbudowany bojowością Polek. Przyznam szczerze, że gdyby naszym reprezentantkom ten mecz nie wyszedł, a był zagrany tak jak ten, który się zdarzył w olimpijskiej Cristall Hall w Baku, nie miałbym żadnych pretensji, niczego bym się nie doszukiwał. Nasze szachistki po prostu nie pękają i za to tę drużynę należy cenić. Gdy spojrzymy na dzisiejsze wyniki, zarówno w grupie open jak i turnieju kobiecym, łatwo zauważymy, że wiele drużyn, wydawałoby się skazanych na porażkę (przynajmniej z rankingu) świetnie sobie radzi. Zobaczmy, więc: Łotwa z Szyrowem na pierwszej desce wysoko wygrała z Holandią Anisha Giriego, choć w tym meczu faworytem, może nie murowanym ale jednak, była drużyna Oranje. Spoglądamy dalej – Anglia rozbiła wielkich szachowych potentatów, Chińczyków, w stosunku 3-1. Anglicy „podarowali” przeciwnikom tylko dwa remisy! Jestem ciekawy jak się nawzajem Brytyjczycy motywowali przed tym meczem, nie ulega jednak wątpliwości, że musieli siadać do Chińczyków bez cienia kompleksów oraz na pełnym powerze. Świetnie gra Gruzja Baadura Dżobawy – ta drużyna zawsze imponowała mi bojowością, na większości rozgrywek drużynowych są bardzo widoczni. To niezwykle wyrównany i groźny zespół. I jeszcze spójrzmy na koniec: Holenderki ograły po zaciętym meczu faworytki, Gruzinki. Praktycznie co rundę mamy do czynienia z wielkimi niespodziankami, każdy może wygrać z każdym i tak się właśnie dzieje. Drużyny mają świadomość faktu, że Olimpiada nie odbywa się co roku, zespoły czują, że druga szansa na zaistnienie może się już nie powtórzyć. Za dwa lata, wszyscy znajdziemy się w innym miejscu oraz w innym czasie, trzeba spełnić mnóstwo wymagań, utrzymać formę, trafić na dobry skład, by móc ponownie o coś skutecznie rywalizować. I chyba coś takiego czują nasze lwice, które tu i teraz grają bojowe, ładne dla oka mecze. W tym miejscu chciałem naszym szachistkom pogratulować fantastycznego spotkania, w którym, jak to określił GM Sergiej Szypow w komentatorskim studio, Rosjankom cudem udało się ujść spod gilotyny. Wielkie brawa! Walczcie tak do samego końca!

Kilka słów o Polakach i moim ostatnim, bardzo emocjonalnym wpisie. Zdaję sobie sprawę, że temat kryteriów powoływania kadry, nie był jeśli chodzi o czas, na miejscu. Jednak widząc grę Polaków, którym przecież bardzo kibicuję, poddałem się zbyt dużej nerwowości. Skąd się ona u mnie wzięła? Chodzi o to, że nie jeden raz zdarzało mi się czekać do ostatnich rund na przebudzenie naszych i nic z tego czekania nie wynikało. Teraz coś mnie bardzo zapiekliło, żeby jakoś zareagować, spróbować przerwać ten proces przed jego końcem, chciałem odwrócić jakoś ten los póki jeszcze czas. Oczywiście jeśli chodzi o samą merytorykę artykułu, w dalszym ciągu podtrzymuję pogląd, że kryteria powoływania kadry nie są najlepsze, ponieważ dają zbyt duże bezpieczeństwo zawodnikom, niespotykane w innych dyscyplinach sportowych. W sporcie tylko ciągła rywalizacja oraz niepewność dają szansę na to, że sportowiec będzie zmuszony stale podnosić swój poziom. Fakt, że działałem w afekcie spowodowanym wyższą koniecznością, jest tutaj z całą pewnością okolicznością łagodzącą, prawda Wysoki Sądzie ;). 

Czy Polacy mogą się jeszcze odkuć w Baku? Dziś pewnie wygrali z Australią, awansowali o kilka miejsc, jednak wciąż są poza drugą dziesiątką. Nasi szachiści musieliby grać do samego końca bezbłędnie. Przegrana dyskwalifikuje ich już w przedbiegach, remisy nieznacznie oddalają od głównego celu, więc tak naprawdę mowa jest tylko i wyłącznie o wygranych. Jutro gramy mecz południowymi sąsiadami, Czechami i będzie to mecz trudny, jednak tutaj, może was lekko zdziwię, jakoś myśli mi się dobrze o tym, co jutro zobaczymy. Gdyby udało się odprawić z kwitkiem zespół Dawida Nawary, wskakujemy do „dwudziestki” i zabawa jeszcze trwa.

Polki jutro zagrają z Holenderkami i na tym spotkaniu chciałbym się skoncentrować. Nic nie mówię, no nic. Nie chce po prostu zapeszyć. Na sam koniec już – Ależ ta nasza Szczepcia pruje, ależ dziś pięknie wysadziła z siodła Gorjaczkinę, no majstersztyk! Palce lizać i w ogóle! Na Klaudii Kulon również można polegać jak na Zawiszy, a i Monika Soćko z rundy na rundę coraz lepiej. Dobra. Już buzia w ciup. Kibicujemy jutro Biało Czerwonym!!

7 września 2016
by krzysztofjopek
0 comments

Remis Polaków z Mołdawią jak przegrana! Polki gromią Kubę i już są w pierwszej dziesiątce!

Ktoś próbuje iść w taką oto narrację, że nic wielkiego się nie stało, w końcu nie przegraliśmy, nie katastrofa itd. Może najpierw zorientujmy się, na którym miejscu znajdują się Polacy. Są w okolicach końca trzeciej dziesiątki. Czy mamy jakieś szanse na włączenie się do walki o wysokie miejsca na Olimpiadzie? Jasne, mamy. Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe, tak mawiał nieodżałowany Kazimierz Górski. A czy ja, wierzę w to, że jeszcze zamieszamy na tej Olimpiadzie? Otóż, nie wierzę. Myślę, że poszalejemy, poszalejemy i wylądujemy na jakimś tam, strzelam, piętnastym miesjcu. Mam pełną świadomość, że szachiści mnie czytają i może te gorzkie słowa w jakiś sposób obudzą w nich sportową złość na te ostatnie, decydujące rundy. Piszę to wszystko z pełną premedytacją. Chciałbym, żeby zawodnicy udowodnili mi, jak bardzo się mylę, zmiatając kolejnych przeciwników, jednak intuicja podpowiada mi coś zupełnie innego.

 Gramy z Mołdawią, nie powiem, pod względem scenariusza, napięcia, bardzo fajny mecz, cóż z tego jeśli Bartel jest poza grą i rozkłada wszystko na łopatki. Gra się cztery stoły na cztery, pytam więc: jakie mamy szanse, mówię teraz o szansach czysto statystycznych, by wygrywać mecze nie mając jednej szachownicy z silnymi reprezentacjami, Ukraińcami, Hindusami, z kimkolwiek z pierwszej dziesiątki?

Według mnie pies, a może nawet diabeł, pogrzebany jest w samych kryteriach powoływania kadry, które dają zbyt duże bezpieczeństwo zawodnikom. Pytam się dlaczego zawodnicy mają być w ogóle czegoś pewni, gdzie tak w ogóle jest, w którym sporcie? Zawodnicy tłumaczą, że ów automat do powołań dobrze działa: „Zrobię to i to, otrzymuję powołanie, wszystko jasne i klarowne, a tak trener pomimo moich wyników, jeśli mu się nie spodobam z jakichś względów, mógłby mnie nie zabrać na ważne zawody”. W piłce nożnej, w wielu innych dyscyplinach o wszystkim decyduje trener, który obserwuje ligi, jeździ na mecze, analizuje i na podstawie tego robi listę powołań. Taki trener patrzy przede wszystkim na to, co się dzieje tu i teraz i nie wraca myślami do formy danego sportowca sprzed kilku miesięcy, to jest dla niego zupełnie bez znaczenia. Szachista w takim wypadku ciągle czułby niepewność, musiałby konkurować, rywalizować, jeździć na turnieje i jeszcze mocniej trenować. Lepiej, że jedzie na turniej ktoś bez formy, bo dostał powołanie „z automatu”, a nie zawodnik, który jest w fantastycznej formie? Kto tutaj cierpi – zawodnik? Nie! Reprezentacja Polski! Na tym turnieju powinien grać Grzegorz Gajewski, który wygrał Najdorfa wspaniale finiszując, jednak nie gra, a grają zawodnicy, którzy w ostatnich turniejach nie zaprezentowali nic, co by mogło dawać choć mały błysk nadziei, że na Olimpiadzie stanie się inaczej. To jak działa ten automat doboru kadrowiczów? Dobrze, czy źle? To ostatnie wyniki są wyznacznikiem formy sportowej, sprzed miesiąca, góra dwóch. Grzegorz Gajewski na MP nie istniał, dlaczego, wiemy, ale potem sprężyna formy została zwolniona i pojawił się mega-power. W Baku Grzegorz byłby teraz nam bardzo ale to bardzo potrzebny. Myślę też, że ma znaczenie, że czołówka jest małym środowiskiem, bardzo zżytym. Ten automat doboru kadrowiczów powoduje, że nie ma prawa być większych niesnasek między zawodnikami, co kto sobie ugrał to ma, jednak na kogo spada wina za to, że zawodnicy bez formy jadą na ważne zawody? Wiem co chcecie powiedzieć – na automat ;). Wyskoczyłem teraz jak Filip z konopi z tymi rozważaniami, ale poszedł mi nerw po krzyżu i musiałem się wygadać. Nie wiem, może ja źle to wszystko myślę? Generalnie widzę, że zawsze na takich turniejach dusi nas jedna i ta sam strzyga – jeden, dwóch zawodników, którzy są bez formy. Potem paradoksalnie wracamy z medalami indywidualnymi na deskach, ale lądujemy na odległych pozycjach.

Myślę, że gdyby na Kraterze Kopernika na księżycu ustawić szachownicę i bierki i wysłać tam Janka Dudę, żeby grał, również możemy się spodziewać wyniku w okolicach 100%. Wydaje się, że tego chłopaka kompletnie nie interesuje gdzie gra z kim gra i o co gra. Wczoraj pięknie rąbnął na „c6” i dostał za jakość takiego samograja, że mało kto byłby w stanie to ustać. Ręce same składają się do oklasków!

A Polki mnie zaskoczyły swoją grą. Myślałem, że w wielkim trudzie i znoju będą forsowały mecz z Kubankami, tymczasem przeciwniczki szybko zostały sprowadzone do parteru, mamy cenną wygraną i jesteśmy w pierwszej dziesiątce. Wielkie brawa! Jutro nasze mistrzynie spotkają się z bardzo silnym zespołem z Wietnamu. To już na sto procent będzie straszna przeprawa, jednak nasze fighterki są zaprawione w bojach i przygotowane na każdą ewentualność. Gdy wygramy, no to zaczyna się unosić zapach kruszcu z okolic „pudła”, jednak turniej ma dopiero wkroczyć w decydującą fazę. Jakie są wasze odczucia po tej pierwszej odsłonie Olimpiady w Baku?

5 września 2016
by krzysztofjopek
0 comments

Runda IV Olimpiady w Baku: polskie zespoły wygrywają i stopniowo pną się w górę! W prestiżowym meczu na szczycie Ukraina lepsza od Rosji!

Cena przegranej w turnieju olimpijskim jest straszna. Nie ma nic gorszego niż przegrana, koszty powrotu do miejsc wcześniej zajmowanych są ogromne. Potrzeba, przy pomyślnych wiatrach, nawet dwóch rund, by wejść na dawny pułap! Mam ochotę na małą rekonstrukcję zdarzeń po przegranej Polaków z Kuba, hipotetyczną, rzecz jasna. Myślę, że bardzo zdenerwowani Bartel oraz Świercz chcieli szybko się odkuć, na co przystał trener Soćko, oczywistym było też, że musi już wejść do gry Piorun. Zespół wpadł na pomysł, że nie ma sensu, by Radek Wojtaszek spalał się w grze z gorszą drużyną, nasz nr. 1 zgodził się na pauzę, aby chłopaki jak najszybciej zapomnieli o tych bolesnych porażkach. I choć udało nam się odprawić z kwitkiem Czarnogórę, to Bartel wraz ze Świerczem smaku zwycięstwa nie zaznali. Mam ochotę powiedzieć, że znów obudziły się zmory sprzed lat – czyli mamy dwie słabsze deski. Sprawa Kacpra Pioruna nie jest jeszcze jasna, wszedł w turniej fajnie, ale miał słabszego rywala i jeszcze musi trochę minąć zanim będzie można powiedzieć na jego temat coś wiążącego. Skład na następne mecze wyłania się sam. Radek Wojtaszek – pierwsza decha, grający bajecznie, wspaniały, cudowny i porywający Janek na drugiej, Piorun i jednak Bartel, który miał w swoich meczach więcej praktycznych szans, Darek Świercz grzeje ławę.

Pomimo dzisiejszej wygranej nie ma we mnie jakiegoś hurraoptymizmu. Miejsce, które zajmujemy po przegranej jest nadal mało satysfakcjonujące, liczę, że jutro ogramy zespół Bołogana i nastąpi podejście numer dwa, by wskoczyć w strefę okołomedalową. Może nie będzie tak źle – ufam Radkowi Wojtaszkowi, wszystko powierzam Jankowi, Piorun ma u mnie kredyt zaufania na start, jednak co z czwartą deską? Czas pokaże, czy w obecnej dyspozycji jesteśmy w stanie skutecznie powalczyć z zespołami z pierwszej dziesiątki. Na razie trwa akcja „Mołdawia”, tutaj nie możemy już stracić punktów.

Panie rozgromiły Australię. W ich przypadku również przegrana kosztowała krocie, teraz zajmują miejsce dopiero pod koniec drugiej dziesiątki, a jutro trafiamy na Kubę. Boję się tego meczu i nie dam się zwieźć niższym rankingiem naszych przeciwniczek. Przeczuwam, że czeka nas straszna przeprawa, mam nadzieję, że dla naszych szachistek zwycięska. Mamy Klaudię Kulon, prawda? Taki odpowiednik Janka Dudy w żeńskim zespole. Oni oboje są jakby obok tego wszystkiego, wydają się nieprzemakalni, nie przeżywają „cierpień młodego Wertera” jak inni, tylko robią swoje – jadą na piątym biegu, a na pedale gazu trzymają cegłówkę. Czysta fantazja w połączeniu z drapieżnością. Mój Boże, żeby tak reszta grała!

Czekamy na kolejne mecze, modlę się po cichu, by już nie zdarzyła się nam żadna kraksa, by nastąpił ciąg wygranych, by wróciła radość oraz kibicowska pewność siebie…

5 września 2016
by krzysztofjopek
0 comments

Pierwszy poważny olimpijski test oblany przez polskie zespoły. Jutro trafiamy na rywali wagi lżejszej!

Trwa Olimpiada, więc wypadałoby zachować olimpijski spokój, jednak bardzo mi trudno przyjąć porażkę z Kubą, chodzi o sam styl tej przegranej. Mecz z Kubańczykami nie wciągnął mnie swoją dramaturgią. Spotkanie liderów obu drużyn tak sobie właśnie wyobrażałem: spokojne manewry, wymiany i w miarę szybkie zawinięcie do remisowej przystani. Partia Janka Dudy była kapitalna, natomiast trochę trwało zanim doszedłem do siebie po zobaczeniu końcowych, dość irracjonalnych wydarzeń z partii Mateusza Bartla i Darka Świercza. Tam po prostu wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, rozpadło się w pył. To był jakiś gwałtowny kolaps! Nasi szachiści do pewnego momentu bardzo ładnie budowali swoje partie, by w pewnym momencie dokonać na sobie trudno wytłumaczalnego aktu autodestrukcji. Oba te spotkania były pod tym względem bliźniaczo podobne.
 Myślę, że nie ma powodu otwierać narodowej dyskusji w związku z nie wystawieniem w kolejnym meczu Kacpra Pioruna przez trenera Soćkę. Dwa pierwsze mecze nie budziły żadnych podejrzeń, że w meczu numer trzy spotka nas to, co spotkało. Styl tych dwóch pierwszych pojedynków był niezły, Polacy byli dość dokładni i skutecznie punktowali. Tutaj nie upatrywałbym jakiegoś rażącego błędu, jakie jest jednak podłoże takiego samoujarzmienia? Teraz przypomniał mi się mecz Polaków z Chińczykami, byliśmy wtedy na kamerach praktycznie cały czas. Chińczycy walczyli o złoto, byli wystraszeni, choć zachowywali pokerową twarz, nie pokazując tego po sobie. Nasi reprezentanci nie mając w sumie nic do stracenia, zachowywali się jakby mieli zaraz wstać i wyjść, odnosiłem wrażenie, jakby chcieli mieć już ten mecz za sobą. Było wtedy widać, że nie byli mocno w sobie osadzeni, wystarczyło nawet spojrzeć na to jak siedzą na swoich fotelach. Wszystko ma swoją przyczynę, ale nie czas i miejsce by się w to zbytnio zagłębiać, zwłaszcza w czasie turnieju, gdy słychać świst przelatujących pocisków.

Mecz Polek wyglądał dość podobnie, zaczęliśmy od zdobycia przewagi, jednak należało jakoś ustać w dwóch ostatnich pojedynkach, jednak nie udała się ta sztuka. Jutro, dla odzyskania części pewności siebie, potrzebne są polskim zespołom dwa pewne zwycięstwa, które są najlepszym balsamem na obolałą duszę i skołatane głowy. Przeciwnicy są do tego odpowiedni: Polacy spróbują swoich szans w meczu z wyraźnie słabszą Czarnogórą, a Polki spróbują odkuć się na szachistkach Australii.

I tak oto zakończył się mój kibicowski, olimpijski spokój, który trwał zaledwie dwie rundy, pozostało po nim tylko wspomnienie. Teraz spodziewam się jutrzejszego wzlotu, jednak nie jestem w stanie określić co się dalej wydarzy. Wiem jedno: dla zdobycia pewności siebie potrzebne są nam wygrane z naprawdę silnymi zespołami, okazuje się jednak, że w praktyce nie jest to takie łatwe.