Psychologia i szachy

Blog Krzysztofa Jopka

1 lutego 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Radosław Wojtaszek specjalnie dla "Psychologii i Szachów" analizuje swój występ w Tata Steel Chess!

Krzysztof Jopek: Przygotowania do superturnieju Tata Steel Chess zajęły ci kilka miesięcy. Jakim aspektom treningu poświęciłeś najwięcej uwagi?
Radosław Wojtaszek: Akurat mój start w Wijk aan Zee zbiegł się z faktem, że ostatnio zmieniłem trochę swój trening, staram się wprowadzać do niego nowe elementy. Na pewno więcej czasu poświęciłem na praktyczną grę, rozwiązywanie kombinacji i trening ogólno szachowy, czyli tym razem trochę mniej uwagi poświęciłem debiutom. Bardzo mocno też popracowałem nad kondycją i chyba w tej sferze najbardziej się poprawiłem, fizycznie wytrzymałem ten turniej bardzo dobrze. Niestety, jak to czasem bywa z wprowadzaniem nowości, odbyło się to trochę kosztem moich wcześniejszych silnych stron, czyli debiutów. Tutaj też chciałem wprowadzić kilka nowych rzeczy, najbardziej radykalną zmianą dla mnie było zagranie dwóch partii po 1.e4 e5. Uważam, że debiuty dalej stały na wysokim poziomie, ale niestety kilka razy też zapomniałem swoich analiz co drogo mnie kosztowało w partiach z Wesleyem i Magnusem. Obaj zagrali ze mną warianty, które miałem przeanalizowane wcześniej, ale ostatnio akurat jakiś czas ich nie powtarzałem. Mimo wszystko liczę, że te zmiany w treningu i otwarcie się na nowe rzeczy jakoś uda mi się połączyć z ciągle dobrym przygotowaniem debiutowym i na dłuższą metę da to dobre efekty.
K. J: Kto ci pomagał w rozpracowaniu rywali przed turniejem oraz w jego trakcie?
R. W: Jak zawsze wspierali mnie w przygotowaniach Mateusz Bartel i Grzesiek Gajewski. Tym razem pomagali mi także Marcin Dziuba oraz Kamil Dragun, jeszcze przed wyjazdem do U.S A na studia. Bardzo pomógł mi też Bartosz Soćko, mobilizując mnie cały czas do wysiłku fizycznego i to głównie dzięki niemu tak dobrze to wyszło od tej strony. Wszystkim im chciałbym bardzo podziękować za pomoc. 
K. J: Zanim przyjrzymy się bliżej twojej grze warto, tytułem wstępu, spojrzeć na rezultaty twoich przeciwników. Który z uczestników holenderskiego „Wimbledonu” zaskoczył cię bardzo dobrą postawą? Po kim spodziewałeś się dużo lepszego startu?
R. W: Na pewno na plus wszystkich zaskoczył Adhiban, niestety po części  dlatego, że otrzymał prezent ode mnie… In minus, hmm… ciężko powiedzieć, nie zastanawiałem sie nad tym kto jakie będzie miał oczekiwania.
K.J: Rzeczywiście, Adhiban był rewelacją tego turnieju. Jakoś podświadomie dzielę twój start na „do i od” tej niezwykle emocjonującej partii z Hindusem, którą przegrałeś. To była bardzo dziwna partia. Tuż po kontroli czasu wypuściłeś całą przewagę, wydawało się jakby zabrakło  ci sił, mówisz jednak, że z kondycją było o.k. Co się właściwie działo z tobą podczas tego meczu?
W. R: Myślę, że ta partia idealnie podsumowuje mój cały turniej: brakowało mi w tym turnieju stabilności. Nie był to problem fizyczny, bo przecież potem także grałem długie partie, a partia z Wei Yi była ostatnią, zakończoną w całym turnieju. Od początku partii z Adhibanem miałem problemy z czasem, popełniłem w grze środkowej kilka błędów i dostałem dość nieprzyjemną pozycje. W niedoczasie to przeciwnik popełnił jednak dwa grube błędy i w rezultacie, mimo przeciętnej gry, po kontroli, otrzymałem wygraną pozycję. Przeoczyłem jednak łatwą wygraną i pozycja się dość mocno skomplikowała. W środku byłem bardzo poirytowany tym i zacząłem popełniać kolejne błędy co w końcu skończyło się przegraną. Za wolna gra to problem, który prześladował mnie w wielu partiach. Do tego w tej partii doszły bardzo poważne podstawki, które normalnie mi się raczej nie zdarzają, a na pewno juz nie w takich ilościach. Bardzo głupia przegrana, która w dużej mierze zaważyła na ocenie mojego turnieju – jeśli przegrywa się z najniższym rankingiem to ciężko uznać takie zawody za udane…

Radek Wojtaszek w remisowym pojedynku z Anishem Girim. Foto: Organizatorzy.

 R. W (kontynuując): Z drugiej strony nie dzielę turnieju na „przed i po” tej partii. Była to ogromna wpadka ale nie jest tak, że przed nią grałem dobrze, a po niej źle.  Przez cały turniej, wydaje mi się, że grałem ciekawie, walecznie, dużo bardziej otwarcie niż wcześniej. Z drugiej strony ilość popełnianych przeze mnie błędów też była większa niż jestem przyzwyczajony. Myślę, że taka właśnie gra to trochę pokłosie zmian jakie wprowadziłem. Przy tylu nowych zmianach trochę posypała się gra, tzn. odchylenia od normalnej formy były większe niż normalnie, było trochę fajnych rzeczy, ale niestety dużo też złych. Mam nadzieję, że to kwestia czasu i wszystko zacznie działać jak najszybciej. Mimo słabszego wyniku ten turniej dał mi wiele nadziei i będę chciał zrobić wszystko (pracować jak najwięcej), żeby ustabilizować  trochę swoja grę, ale już z nowymi aspektami, czyli na wyższym poziomie. Tak jak już wspominałem, chodzi o to, żeby wcześniejsze pozytywy czyli np. dobre przygotowanie debiutowe połączyć z tymi nowymi takimi jak przygotowanie fizyczne czy wprowadzenie do repertuaru nowych otwarć.

K. J: Trzymajmy się konsekwentnie przegranych. Jakie były kulisy twoich dwóch spotkań z prawdziwymi gigantami, czyli Magnusem Carlsenem i zwycięzcą turnieju Wesleyem So?
 R. W: Przegrane z Magnusem i Wesleyem są bliźniacze: zaskoczony w debiucie, czego mogłem uniknąć (oba warianty miałem przygotowane jakiś czas temu) potem wolna gra i w kluczowych momentach nie miałem czasu. W obu partiach nie nawiązałem walki i tego mi szkoda. Z takimi zawodnikami przegrać można, ale nie tak jednostronnie. I w obu partiach byłem mocno zdeprymowany. Myślałem, że ten problem mam za sobą, ale jednak znowu w partiach z tymi najlepszymi stresuje mnie stawka. Co ciekawe, w partiach z Karjakinem czy Girim tego nie było. Jest to następny problem do wyeliminowania. A te zmiany w treningu – uznałem, że to jedyny sposób, żeby zrobić jeszcze jeden krok do przodu i rozwijać się.
K.J: Dużo mówisz o zmianach, a zwykle wprowadzanie nowego, pójście inną drogą, wynika z pewnego niezadowolenia z aktualnej sytuacji. Co w takim razie najbardziej ci przeszkadzało w twojej grze do teraz i jak to będzie wyglądało po zmianach?
R. W:  Przede wszystkim chcę być bardziej elastyczny i być w stanie grać więcej debiutów. Na przykład do tej pory na 1.e4 grałem głównie Najdorfa, co sprawiało, że było na mnie się stosunkowo prosto przygotować. Na Wijk aan Zee przygotowałem także Partię Hiszpańską. Trzeba jednak zrozumieć, że na tym poziomie odpowiednie przygotowanie debiutu to cały proces: analiza, ale potem zrozumienie struktur wynikających z danego debiutu, partie treningowe. To wszystko jest bardzo czasochłonne, ale liczę, że na dłuższą metę wyjdzie mi to na dobre. Najważniejsze dla mnie będzie zachowanie równowagi między wprowadzaniem zmian, a nie utraceniem wypracowanych do tej pory silnych stron. W uproszczeniu liczę, że za jakiś czas mój repertuar debiutowy będzie równie dobry jak do tej pory, ale po prostu bogatszy. Grając nowe debiuty automatycznie powstają inne struktury, co przekłada się na większą wiedzę w grze środkowej i potem w końcówkach. Do tego planuję dalej poprawić kondycję fizyczną.

Medytacje przed walką. Foto: Organizatorzy.
K.J: Wspomniałeś, że w partiach z Magnusem i Wesleyem byłeś mocno zdeprymowany, że stare błędy się odezwały. Problem dostrzegłeś, a znasz jego przyczynę? Masz pomysł w jaki sposób wyeliminować tą przypadłość tak, aby bez żadnych kompleksów siadać naprzeciwko tych najlepszych?
R. W: Przyczyna jest jasna – nie gram z nimi codziennie, dlatego przy każdej takiej sytuacji może pojawić się myślenie typu „teraz jest szansa, teraz jest okazja się pokazać”, a to tylko dodatkowy stres, presja. Myślę, że znajdę odpowiednie nastawienie przed takimi partiami, czyli żeby traktować je jak każde inne. Skoro nauczyłem się już normalnie traktować partie np. z Karjakinem i Girim to myślę, że uda mi się to także w przyszłych partiach z Wesleyem i Magnusem.
K. J: Znasz chyba moją ocenę twojego startu w Wijk aan Zee, sądzę, że to nie były udane zawody w twoim wykonaniu, choć mając już świadomość, że turniej ten był dla ciebie swoistym poligonem, gdzie testowałeś nowości pod ostrzałem najmocniejszych armat, byłbym skłonny nieco złagodzić ocenę (ale tylko nieco). Czy mógłbyś ty sam ostatecznie ocenić i podsumować twój występ w Holandii?
R. W: Jedenaste miejsce na czternastu startujących zawsze będzie porażką. Ok, zrobiłem -1, co nie wygląda tak źle jak to 11 miejsce, ale też nie jest żadnym powodem do dumy. Nawet nie było tak, że nie trafiłem z formą, po prostu na dzień dzisiejszy odstaję od najlepszych na świecie. Były rzeczy z których byłem zadowolony, jak wcześniej wspomniana kondycja czy walka do końca. Zdecydowanie jednak brakowało mi stabilności i popełniłem za dużo błędów, a na tym poziomie to niewybaczalne.
K.J: Za kilka dni lecisz do Zjednoczonych Emiratów Arabskich zaproszony przez tamtejszą federację na treningowy mecz z Salemem. Opowiedz jak to będzie wyglądało…
R.W: Zagramy mecz treningowy złożony z 4 partii klasycznych i 12 błyskawicznych. Mecz nie będzie liczony do rankingu i partie z niego nie zostaną opublikowane. Salem będzie grał w Grand Prix, które odbędzie się za około 3 tygodnie także w Sharjah i federacja chciała, żeby dobrze się do niego przygotował. Dość szybko się zgodziłem. Dla mnie to też dobre rozwiązanie, bo będę mógł przetestować nowe debiuty w poważanych partiach, a jednocześnie nie zostaną one pokazane.
K. J: A czemu ty nie grasz w Grand Prix?
R. W: Do GP można było się zakwalifikować na podstawie średniego rankingu bodajże wszystkie listy czerwiec 2015 – czerwiec 2016, co dla mnie było zabójcze bo obejmowało listy po fatalnych dla mnie DME w Reykjaviku. Z obecnym rankingiem raczej bym uzyskał kwalifikację. Do tego 9 miejsc zostało przeznaczonych dla zawodników i federacji, którzy opłacą wpisowe (z tego właśnie punktu gra Salem). Wiem, że do PZSzachu trafiła taka oferta, ale kwota wpisowego była po prostu horrendalnie wysoka. Na dzień dzisiejszy w polskich szachach takich pieniędzy po prostu nie ma, dlatego nie winię nikogo, że takie pieniądze się nie znalazły.
K. J: Kolejne twoje starty w tym półroczu to…
R. W: Jestem w trakcie ustalania swojego kalendarza. Ogólnie chciałbym zagrać jak najwięcej partii w tym roku. Pod koniec marca są Mistrzostwa Polski, ale jeszcze nie podjąłem decyzji o udziale. W tym samym czasie są dwa openy w Emiratach z bardzo dobrymi warunkami i wysokimi nagrodami, które mogą się okazać bardzo dobrze obsadzone, a to zawsze okazja do partii z 2700+. Z ciekawszych planowanych startów mogę wymienić Drużynowe Mistrzostwa Świata, Puchar Świata i Drużynowe Mistrzostwa Europy. DMŚ są dla nas o tyle ciekawe, że zadebiutujemy na nich, należy pochwalić PZSach, że udało się wywalczyć miejsce, co na początku wcale nie wydało się oczywiste. Nie do końca wiadomo w jakich składach przyjadą najlepsze drużyny, bo w tym samym czasie odbywają inne ważne turnieje i np. Amerykanie mogą przyjechać osłabieni. Mimo tego drużyny jak Rosja czy Ukraina na pewno przyjadą w najsilniejszych zestawieniach i będzie to dla nas bardzo wymagający(i przez to też ciekawy!) turniej.
K.J: Przed tobą wiele pracy i wyzwań. Na twoim poziomie jeśli chodzi o trening więcej się dokłada niż ujmuje, dlatego życzę ci wytrwałości. Bardzo dziękuję za rozmowę!
R. W: Dziękuję!

30 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

W zakończonym Tata Steel Chess pewnie wygrywa So Wesley! Radek Wojtaszek na odległej, jedenastej pozycji! Rozstrzygnięcie konkursu Psychologii i Szachów!

So Wesley bierze Wijk aan Zee odrywając się od drugiego Carlsena na cały punkt! Faktycznie, ostatnia partia z „Nepo” była swoistym kuriozum, zdarzającym się niezwykle rzadko na arenach sportowych wśród szachistów tak wysokiej wiedzy. Poziom demoralizacji grającego fatalne zawody Rosjanina musiał być niemały jeśli nie potrafił ustawić czegokolwiek grywalnego na desce, a wpadł niczym roztrzepany dziesięciolatek w potrzask już w debiucie tuż przed dziesiątym posunięciem. Taki finał Wimbledonu to swoisty zgrzyt, ciekawa intryga załamała się na początku ostatniej rundy, która zapowiadała się bardzo interesująco. Gdybym był kibicem „Nepo” (A nie jestem, choć lubię człowieka) z całą pewnością zahaczyłbym o szynk i nie wychodził z niego do późnych godzin wieczornych…

Pojawiają się już pierwsze oceny występu naszego reprezentanta i ja pozwolę sobie dorzucić kilka słów od siebie. Trzeba mi też ustosunkować się do kilku teorii czy ocen innych internautów. Na serwisie http://turnieje.chessbrains.pl/2017/01/13/wijk-aan-zee-2017/, „januszasj” napisał tak:

Pan Krzysztof Jopek, którego poetyzujące komentarze bardzo cenię, zauważył onegdaj, że oglądając na żywo partie naszego arcymistrza potrafi przewidzieć jego posunięcia. I to jest clou problemu: jeśli potrafi przewidzieć, to znaczy – myśli szybciej niż Wojtaszek ! 

Panie Januszu nie ma takiej możliwości żebym myślał szybciej od Wojtaszka. Podczas transmisji stosuję zasadę aktywnego kibicowania, mianowicie nie siedzę i nie czekam na rozwój wydarzeń, a sam oceniam pozycję, wybieram ruchy kandydaty, coś tam przeliczę, jest to według mnie bardzo fajna forma treningu, którą można nazwać: „Trenuj z arcymistrzem podczas jego gry”. Inne partie również mam otwarte i nie patrząc na oceny komputera oceniam je i dopiero potem patrzę co mają do powiedzenia krzemowe monstra. Pisząc, że z dużą regularnością przewiduję ruchy jakie zagra Wojtaszek, mam na myśli sam wybór ruchów kandydatów. Powiedzmy stoi pozycja, są trzy, cztery sensowne kontynuacje i wtedy często bez liczenia wariantów intuicja mi dobrze podpowiada co zagra nasz arcymistrz. Chodziło mi o wybór posunięć w pozycji do przyszłego liczenia, a nie samo liczenie. Wojtaszek w partii swój wybór musi poprzeć dokładnymi obliczeniami, ja w domowym zaciszu mam sytuację komfortową. A to, że udaje mi się przewidywać ruchy Wojtaszka, które zostaną zagrane nie jest niczym dziwnym, w końcu od wielu lat wiszę przyczepiony do niego jak, nie przymierzając, rzep do psiego ogona to i przychodzi mi to coraz łatwiej ;).

Wielu komentujących nagminnie powtarza zdanie kalkę-zarzut, mianowicie chodzi o bardzo popularny pogląd, że Wojtaszek doszedł do 2750 w oparciu o pojedynki ze słabszymi zawodnikami. Ciekawe, czy ktoś w ogóle zastanawia się co pisze? Jeśli Wojtaszek ma od ładnych paru lat ranking ponad 2700 elo, a ponad nim jest od dłuższego czasu dwudziestu paru szachistów z rankingiem wyższym, to jeśli w ogóle chce grać, musi grać ze słabszymi bo jest ich więcej. Sekretem osiągnięcia 2750 elo to utrzymanie dużej skuteczności z szachistami niżej notowanymi i minimum nie przegrywanie z lepszymi, a to Wojtaszkowi się od wielu lat udaje. Poza tym co złego w graniu ze słabszymi jeśli się ma takie elo? Droga do owego słynnego nabijania rankingu na słabszych przecież jest wolna dla każdego, dlaczego więc arcymistrzowie nie korzystają z niej? Nie chcą mieć 2750 elo, że tego rankingu nie nabijają? Mocny żart. Może to zrobić każdy, jednak mało komu to się udaje, do tego potrzebna jest klasa gry. Daleko nie szukając: Kacprowi Piorunowi niedawno brakowało kilkanaście elo do 2700 + i gdzie teraz jest? Wypadł z setki, wrócił do niej ale jest w jej dole, gra teraz w Gibraltarze, kibicujemy mu mocno, ale z tymi 2700 elo przegrywa, odkuwając się na słabszych. Można by przytaczać tutaj każdą indywidualną historię arcymistrza pretendującego do 2700 elo, który odbija się głową od niewidzialnej bariery. Poza tym Wojtaszek grał ze ścisłą światową elitą, co prawda spadł mu ranking, ale nie na tyle, żeby mówić o jakiejś katastrofie, nadal mocne 2740 plus ma. Teoria nadmuchanego rankingu wskazywałaby, że Wijk aan Zee powinno się zakończyć katastrofą, ale czy ten turniej był katastrofą? Dla jasności, bo się zacznie zaraz idiotyczne łapanie za słowa: uważam, że to był zły turniej Wojtaszka, to nie podlega dyskusji, ale katastrofy nie było. Dalej, idąc takim tokiem myślenia, Carlsen w ogóle powinien zrezygnować z gry w Wijku bo byli zawodnicy, którzy mieli od niego blisko 200 elo mniej itd. Kompletny absurd. Ranking jest wypadkową gry z szachistami gorszymi, równorzędnymi i lepszymi. Magnus musiałby tylko stawać do obrony tytułu w takim razie i nic poza tym. Nie ma chyba sensu ciągnąć tego wątku dłużej…

Absolutną rewelacją turnieju był Hindus Adhiban, który zajął trzecie miejsce. Tego szachistę wielu do tego turnieju nie rozpoznawało, teraz już wszyscy o nim wiedzą. Adhiban zagrał naprawdę kapitalne zawody, a jego szachy również mogły się podobać.

Wojtaszek nie zagrał tego turnieju dobrze. Jestem przede wszystkim ciekaw tego co on sam powie o swoim występie. Najprawdopodobniej kluczową była przegrana partia z Adhibanem, choć Radek jednak zaskoczył mnie pozytywnie w końcówce turnieju, chodzi o wolę walki. Chyba jednak nie chodziło o kondycję. Z Adhibanem zabrakło mu pary, następne partie z kolei grał długo i wytrzymał, kończąc turniej bardzo cenną wygraną z Wei Yi. Jeśli nie kondycja to co? Co więc było przyczyną jego słabego występu w Wijk aan Zee? Wojtaszek generalnie jest defensorem, ceni w czasie gry bezpieczeństwo, wybiera raczej spokojne, pozycyjne kontynuacje. Jego poziom gry wystarcza na tych szachistów, na których nabija ranking ;), jednak ze ścisłym topem potrzeba chyba czegoś więcej. Ten turniej nie dostarczył mi zbyt wiele radości, męczyłem się bardzo, zależało mi na tym by nasz arcymistrz się przełamał. Poprzednia edycja była znacznie bardziej barwna, wygrana z Magnusem i Fabiano eech… był czasy, co nie? Zapraszam was do dyskusji. Co sądzicie o występie Radka Wojtaszka? Jak oceniacie innych graczy?

Na koniec pozostało nam rozstrzygnięcie konkursu. Według moich obliczeń wygrał Oskar Włodarczyk, który wytypował, że nasz arcymistrz zajmie miejsce dziesiąte, a z TOP 5 zdobędzie 1,5 pkt. Oskar ma najmniej ujemnych punktów z wszystkich, czyli wygrywa płytę Stashki. Drugie miejsce zajął Łukasz Majchrowski, który również podał, że Wojtaszek zajmie 10 pozycję, a z TOP 5 zdobędzie 1 pkt. Nikomu się nie udało trafić w sam środek tarczy. Łukasz wygrywa nagrodę drugą. Obu typujących proszę o przesłanie mi na priv dokładnego adresu, na który wyślę nagrody. Gratulacje!



26 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

So Wesley o krok od wygrania szachowego Wimbledonu! Wojtaszek nie wykorzystał szansy zawiązanej z występem w Tata Steel Chess!

Komentuje się taki turniej niezwykle trudno: widząc sportową niemoc reprezentanta Polski autor tych słów czuje się podobnie, bez mocy, totalnie rozładowany. A najgorsza jest bezradność, uczucie, którego nienawidzę. Rzeczywiście, chyba najbardziej dla mnie atrakcyjny był czas oczekiwania: analizy tabeli turniejowej, profilowanie przeciwników Polaka, szacowanie szans, ów nastrój podniecenia, po którym nie został nawet ślad…

Z szachistów Top 5 Radkowi Wojtaszkowi pozostał tylko, grający jak na razie bardzo dobre zawody, Lewon Aronian, następnie Dima Andrejkin (obaj zagrają czarnymi), a na końcu fantastyczny Wei Yi. Nie będę już więcej pisał o nadziejach związanych z ostatnimi rundami, gdyż nadzieja na ten moment jest u mnie towarem deficytowym, chcę po prostu na to wszystko popatrzeć możliwie chłodnym okiem. Według mnie Wojtaszek posypał się mentalnie po partii z Adhibanem, zresztą pisałem o tym, ta partia była dramatyczna w przebiegu i nasz arcymistrz musiał odczuć ją boleśnie. Już nie chodzi o to, że zamiast 1-0 w tabeli wpisano wynik odwrotny, chodzi raczej o świadomość niewykorzystania szansy na wygranie wygranej partii. To musiało mocno podkopać pewność siebie Polaka, bo na kolejnych partiach naszego arcymistrza już widać cień porażki z Hindusem. Wcześniej jeszcze jakoś to szło, ale to i tak nie było to, czego ja bym chciał. Z elitą wynik Wojtaszka jest bardzo zły – przegrane z Carlsenem i So, remisy z Karjakinem i Girim, punkt z czterech, jutro dowiemy się pełnego wyniku z całą Top 5. W korzystny obrót spraw w meczu z Aronianem nie wierzę, Aronian jest na fali, ostatnio pokazał fenomenalne taktyczne kopyto z Rapportem, ma nawet szansę wygrać turniej, Wojtaszek duchem chyba jest już w domu.

Poprzednia edycja szachowego Wimbledonu, w której uczestniczył Radek Wojtaszek, dała mi wiele radości, choć wyniku nasz najlepszy szachista nie zrobił, jednak wygrana z Magnusem, a za dwie rundy z Caruaną to było naprawdę coś. Nie jest niczym dziwnym, że odbiło się  to szerokim echem w rodzimych oraz światowych mediach. Tym żyliśmy, to nas w jakiś sposób uskrzydliło. Tymczasem turniej obecny nie dał, bo nie mógł, zbyt wielu okazji do radości. Jedyna wygrana z L. van Welym to dla kibica żadna rewelacja. Pewnie jeszcze będzie okazja przeanalizować to bardzo dokładnie, niechże ten turniej jednak się zakończy, jakoś straciłem ochotę do kilkugodzinnych nasiadówek przed komputerem.

 Coraz częściej spoglądam na Gibraltar, gdzie Kacper Piorun wydaje się wiedzieć po co tam pojechał, jednak odzyskanie wrodzonego optymizmu po Tata Steel Chess zajmie mi pewnie jakiś czas. Nie ma za bardzo czego się uchwycić, człowiek łaknie sukcesu, radości, dobrze się przecież życzy wszystkim naszym zawodnikom, szkoda, że w zamian dostaje tak mało kaloryczny wikt. Czekamy na końcówkę Tata Steel Chess. Radek Wojtaszek, oczywiście jeszcze teraz ma szansę w pewnym stopniu zatrzeć niekorzystne wrażenie, jednak jestem zdania, że cudu w Holandii nie zobaczymy… 

22 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Po wygranej z Wojtaszkiem Adhiban wciąż szaleje! Carlsen przegrywa z Rapportem i spada na piątą pozycję!

Niestety, nie wygląda to dobrze. Przeciwnicy Radka Wojtaszka kompletują jak mogą cenne punkty, tymczasem nasz reprezentant wydaje się nadal pozostawać w blokach startowych. Jedna wygrana z outsiderem, Loekiem wan Welym, nie jest tym, czego po nim oczekiwałem, a zbliżamy się niepostrzeżenie do finałowych rund turnieju mistrzowskiego Tata Steel Chess. I jeszcze ta wczorajsza „wygrana-przegrana” partia z Hindusem Adhibanem! Zaryzykuję stwierdzenie, że była to jedna z najbardziej dramatycznych partii w karierze sportowej arcymistrza z Kwidzyna. Każda przegrana w jakimś stopniu podkopuje pewność siebie szachisty, jednak przegrana w kompletnie wygranej pozycji, taka przegrana, to naprawdę mocny cios, to cios-nokaut. Mnie przegrana Wojtaszka mocno przybiła, co tu będę owijał w bawełnę. I jeszcze w jakich okolicznościach o tym się dowiedziałem! Mając inne obowiązki oddaliłem się od ekranu komputera na jakiś czas (byłem wielce rad, wyobrażając sobie wysokie miejsce Polaka po dopisaniu mu w tabeli punktu) tymczasem właśnie wtedy w partii nastąpił straszny kolaps. Nie chcę się nic odzywać, ale wydaje mi się, że zaczynają się pojawiać problemy kondycyjne. No, bo jak wytłumaczyć tak straszną niemoc, zwłaszcza gdy doliczono wystarczającą ilość czasu? U mnie takie partie z powodu kondycji też szły do wora nie raz i nie dwa razy. Ten stan wygląda mniej więcej tak, że mózg odmawia posłuszeństwa, po prostu człowiek gapi się na deskę jak gapa w gnat i nie jest w stanie podjąć obliczeń. Nie sądzę, że Radek Wojtaszek nie liczył ale wyglądało to tak jakby grał na totalnie rozładowanych akumulatorach. Jeśli było tak istotnie, to wesoło nie jest, bo mamy dopiero okolice końca tradycyjnego szwajcara, a gdzie tam do końca turnieju!

Jutro wolne i dobrze. Trzeba ochłonąć. Jest jeszcze szansa na uzyskanie przyzwoitego wyniku, jednak musiałaby nastąpić w Radku Wojtaszku jakaś kolosalna przemiana, śmiem jednak wątpić (choć życzę mu tego z całego serca!), że to nastąpi. Zobaczmy kto następny czeka w kolejce na naszego szachistę. Po dniu wolnym Polak zagra z Karjakinem białymi i czarnymi z aktualnym liderem, So Wesleyem, czyli ścisły światowy top w obu pojedynkach. So ostatnio bardzo się wzmocnił, on naprawdę gra fantastyczne szachy, a jego passa bez przegranej będzie trudna do pobicia przez kogokolwiek. Po tych dwóch meczach znów mamy dzień wolnego i potem trzy partie do końca. Radek zagra dwa razy białymi z Aronianem i Andrejkinem, a na koniec czarnymi z Wei Yi. Gdzie szukać punktów? Szukać punktów należy w każdej partii i walczyć do samego końca. Kiedyś Radek Wojtaszek powiedział, że jest w stanie rywalizować z czołówką światową. Do tego momentu ten turniej pokazuje, że nasz arcymistrz ma poważne kłopoty z punktowaniem ścisłego topu, tutaj wygrane należą do rzadkości. Remisy ze światową czołówką owszem, są, zdarzają się dość często, ale o jakichś passach, czy wygranych zdarzających się z pewną regularnością nie może być mowy. Ale jeszcze przecież nie koniec. Ja zawsze wierzę, zawsze mam nadzieję na odmianę turniejowego losu i kibicuję do końca.

Magnus przegrał z Rapportem i znów ta jego predylekcja do gry czarnym pionem po linii „a”. Mistrz Świata będzie musiał teraz mocno się napracować, żeby wygrać te zawody, jednak w jego przypadku nie ma rzeczy niemożliwych. To wielki mistrz, oszałamiające zjawisko na szachowym firmamencie, człowiek absolutnie nie do podrobienia. U niego cuda zdarzają się znacznie częściej niż u reszty szachowej społeczności…

20 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Breaking News!! Giri wygrywa swój pierwszy mecz w Tata Steel Chess!! Radek Wojtaszek powraca z dalekiej podróży w spotkaniu z Harikrishną!

Gdyby szachy były medialne na tyle, żeby światowe media donosiły o wynikach poszczególnych rund w ważnych turniejach, z całą pewnością informacja o wygranej Giriego szłaby na dole ekranów telewizorów podświetlona na czerwono. Giri zapracował sobie na miano „króla remisów” już bardzo dawno temu, a do kanonu przeszły jego nie doszlifowane, wygrane pozycje. Giri jest jednym z najtrudniejszych do przebicia szachistów współczesnej doby, przegrywa niezwykle rzadko, ale jego wygrane spokojnie można rozpatrywać w kategoriach „breaking news”: „Przerywamy na chwilę wiadomości, bardzo ważna informacja napłynęła do nas z Rotterdamu – Anish Giri wygrał partię rundy szóstej turnieju Tata Steel Chess.”;). Z szachistów przedwojennych, którzy grali solidnie, często remisując, przychodzi mi na myśl postać arcymistrza stosunkowo rzadko wspominanego (A niesłusznie!) Carla Schlechtera. Schlechter, piszę teraz do szachistów nie przepadających za historią naszej dyscypliny, wygrał mecz z Laskerem o tytuł MŚ w stosunku 5,5 – 4,5 pkt. (Wróć: Schlechter zremisował mecz Laskerem, a nie wygrał! Ależ bzdury nieraz ten Internet wyrzuca! Sypę głowę popiołem, następnym razem postaram się dokładniej wszystko sprawdzać. Tak to jest, gdy się chce dużo napisać między rundami!;)) jednak dawniej mistrzowie świata ubezpieczali się jak mogli, żeby nie stracić korony. Jedni chcieli zaporowych kwot od ewentualnych Pretendentów, gdzie znalezienie mecenasa w czasach mocno niepewnych graniczyło z cudem, inni unikali rywali (Alechin!), jeszcze inni, jeśli już dochodziło do meczu zmuszali śmiałków do gry na nierównych warunkach. Reguły meczu Lasker – Schlechter były takie, że aspirujący do korony szachowej Schlechter musiał wygrać dwoma punktami. Schlechter to ciekawa postać – jak na tamte czasy mocno stawiał na strategię, grał manewrując, jakoś tak rozminął się ze współczesnymi, ze współczesną mu modą na szachy kombinacyjne, ostre, taktyczne. Anish Giri – współczesny Carl Schlechter. Brzmi bardzo ładnie.

Pozwoliłem sobie zanurkować nieco w przeszłość coby ciutkę ochłonąć po partii Radka Wojtaszka, który sobie tylko znanym sposobem umknął spod gilotyny w pojedynku z Pentalą Harikrishną. To była typowa partia Wojtaszka, czyli wielogodzinna bitwa w złożonej końcówce. Mnóstwo energii kosztuje taki pojedynek, trzeba też oddać sprawiedliwość naszemu arcymistrzowi, że bronić to on się potrafi jak mało kto, w tej materii nie ustępuje ścisłej czołówce światowej, szkoda jednak, że mówimy tutaj o obronie. Radek tej partii w żaden sposób nie mógł wygrać, mógł tylko się uratować i to zrobił. Wielki szacun za nieustępliwość. A debiut? Jak zobaczyłem hiszpankę strużka zimnego potu potoczyła się po mojej lewej skroni, zaschło mi w gardle, a ręce od razu zrobiły się wilgotne, naprawdę bałem się tego wyboru i tej partii od samego początku.

Jutro Wojtaszek zagra z szalejącym na całego Adhibanem. Hindus zagrał wczoraj po raz pierwszy „francuza” i zainkasował cały punkt u Karjakina, dziś zobaczyliśmy w jego wykonaniu gambit królewski przeciwko So, który nieźle się musiał w tym pojedynku tłumaczyć. Radek ma białe i jestem zdania, że powinien jednak powalczyć o cały punkt z przeciwnikiem z Indii.

Miły dla oka mecz rozegrali Rapport z Wei Yi, lepszym w tym starciu okazał się Chińczyk. Na koniec wreszcie trzeba nam zauważyć, że Magnus znów się w partii z Aronianem nie nasiedział przy desce. Wygląda to tak, jakby kumulował energię na końcowe rundy.  Bardzo mnie te zawody wciągnęły, oglądam je z naprawdę dużym zainteresowaniem. Chciałbym, żeby Radek Wojtaszek sprawił nam prezent, idąc po cały punkt w starciu z Adhibanem. Jak będzie – dowiemy się już jutro!

Mała, a właściwie całkiem duża poprawka, na którą mi zwrócił, całkiem słusznie, uwagę pan Jerzy Konikowski z Dortmundu – Schlechter mecz z Laskerem zremisował 5-5, a nie wygrał. Zgadza się, i jeszcze raz dziękuję za uważne czytanie moich tekstów!!:).



19 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Pierwsza wygrana Radka Wojtaszka w Tata Steel Chess! Karjakin przegrywa w miniaturze z najniżej notowanym Adhibanem Baskaranem z Indii!!

To zwycięstwo było nam wszystkim bardzo potrzebne. Już nie chodzi o to, żeby jakoś mega-optymistycznie spoglądać w przyszłość turniejową naszego arcymistrza, jednak zgodzimy się co do tego, że zrobiło się nam nieco lżej na duszy, prawda? Trzeba zakładać, że najgorsze za nami. Każda wygrana uskrzydla, nawet z zawodnikiem niżej notowanym, myślę, że możemy spokojnie przyjrzeć się kolejnym przeciwnikom Polaka.

 Jutro Wojtaszek zagra z Pentalą Harikrishną, który dzisiaj przegrał z So Wesleyem. To jest dość szczególna sytuacja: białymi zagra Hindus po porażce, a czarnymi Polak po wygranej, obaj gracze mają tyle samo punktów, zwycięstw, remisów i przegranych. Harikrishna, z tego co widziałem, białymi intensywnie gra 1.e4 dlatego możemy się spodziewać „sycyla” (Nie zakładam, że Radek Wojtaszek wybierze inne otwarcie, powiedzmy „Caro-cann”, który też wchodzi w skład jego repertuaru debiutowego czarnymi w odpowiedzi na pierwsze posunięcie pionem sprzed monarchy). Po Harikrishnie Wojtaszek spotka się z kolejnym Hindusem, Adhibanem, którego śmiało możemy nazwać bohaterem dnia. Karjakin wpadł mu w analizę, poza tym Pretendent zagrał tę partię… nie jak Pretendent! Jak widać, każdemu zdarzają się gorsze dni. Radek będzie miał w pojedynku z Adhibanem białe bierki. Następnie, przed dniem wolnym Polak dysponując czarnymi, spróbuje sprostać zawsze niebezpiecznemu Eljanowowi, który dziś poległ z Aronianem.

Przydałoby się się z wyżej wymienioną trójką zapunktować, na przykład wygrać białymi z Adhibanem i wziąć dwa remisy czarnymi z Harikirshną i Eljanowem. Niegłupi scenariusz na najbliższe trzy mecze, w ten sposób można sukcesywnie piąć się w górę w turniejowej tabeli. Jestem ciekaw jak to się wszystko potoczy. Magnus dobrze gospodaruje w tym turnieju siłami – gdzie trzeba tam szybko partię zakończy, gdzie się da, pociśnie. Myślę, że już teraz ma zaplanowane z kim i jak grać, gdzie się nie szarpać bez potrzeby, a gdzie wygrywać.

Czekam na kolejny pojedynek Radka Wojtaszka i liczę na jego bardzo dobrą postawę. Czasu co prawda jeszcze dużo, jednak nie chciałbym, żeby ten turniej przeleciał mu przez palce. Byłoby bardzo szkoda, bo ten turniej jest idealny, żeby się świetnie zaprezentować, pokazać wolę walki, a przede wszystkim siłę gry.

18 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Doskonały początek Eljanowa w Tata Steel Chess, Wojtaszek daleko i jeszcze bez wygranej!

Rozmawiałem ostatnio z moim kolegą Karolem, szachistą rzecz jasna, który skonstatował, że Radek Wojtaszek tak naprawdę pływa w zbiorniku z rekinami. Co fakt, to fakt. Lubię te przyrodnicze porównania, których ostatnio specjalnie nie nadużywałem, jednak dochodzę do wniosku, że jest zasadnym porównywanie turnieju kołowego do watahy wygłodniałych wilków z wyraźnym podziałem na role. Podobieństwa są uderzające. Samcem alfa jest tutaj niewątpliwie Eljanow z Ukrainy, który gra aż miło, po prostu piłuje niczym piła tartaczna, charakteryzuje go bezkompromisowość oraz brak kompleksów. W rzeczonej watasze jest miejsce na osobniki pośrednie, wreszcie na końcu wloką się samce omega. Znalazłem dość interesującą definicję osobnika omega na stronie: Wilki – pedia, opis wygląda dość humorystycznie jeśli przeniesiemy go na ludzi, jednak dobrze pasuje do okupujących ostatnie miejsca zawodników:

„Omega stoi na najniższym szczeblu wilczej hierarchii. To na nim pozostałe osobniki wyładowują swoją agresję, on je ostatni lub w ogóle nie jest dopuszczany do jedzenia. Osobnik alfa traktuje osobnika omegę z pogardą i zupełnie się z nim nie liczy. Można rozpoznać go po wystraszonej postawie ciała: spłaszczonych uszach i sierści oraz podkulonym ogonie. W relacjach z innymi wilkami okazuje uległość…”

W Tata Steel Masters ostatnia trójka, czwórka musi znosić parszywy los samców omega, dopóki owej turniejowej karmy nie odwróci, co nie jest rzeczą łatwą. Hierarchia już się powoli klaruje w tym turnieju, choć to dopiero początek i czeka nas jeszcze niejedno przetasowanie.

Młodego Chińczyka Wei Yi wielu kibiców upatruje jako przyszłego króla globu, tymczasem dla aktualnie urzędującego norweskiego monarchy jest zwyczajnym klientem. Partia z Magnusem pokazała, że jakość gry szachisty z Kraju Środka drastycznie spada, jeśli zaciągnąć go w grę pozycyjną, pełną skomplikowanych manewrów. W takich pozach to już nie jest ten zawodnik. Wei Yi potrafi liczyć piękne rzeczy, jest klasycznym kopyciarzem, ale w strategii po prostu się nie orientuje tak jak powinien kandydat do tytułu MŚ.

Interesujące są statystyki turnieju „Masters”. Rozegrano już 28 partii z czego 64, 3 procent pojedynków zakończyło się wynikiem remisowym. Pozstały procent to wygrane białymi, bądź czarnymi (Stosunek wygranych białymi do czarnych 25 % – do 10,7%).

Po czterech rundach dotarliśmy do pierwszej przerwy. Radek Wojtaszek nie może być na razie zadowolony z wyniku, wszyscy czekamy na jego pierwszą, zwycięską partię, mam nadzieję, nie jedyną. Generalnie bardzo ciężko mi się ogląda jego szachy w Tata Steel Chess. Nasz arcymistrz stara się grać maksymalnie bezpiecznie, kończy się to wszystko, jak na razie trzema remisami i jedną porażką. Turniej jest długi, nie licząc tego co już zostało zagrane przed nami jeszcze dziewięć rund. To jest ogrom gry i cała moc możliwości! W pojedynku z Rapportem, pod sam koniec, miałem ochotę wskoczyć do tego kompa i zagrać ruch, który dawał Radkowi przewagę. Czasami człowiek czuje się naprawdę bezradny, a to jedno z najgorszych doznań w życiu. Jutro Radek białym kolorem zagra z gospodarzem, Loekiem Wan Welym. Holender to typowy samiec omega, jest idealnym przeciwnikiem na zapunktowanie, na odegranie się. No u kogo w tym turnieju można jeszcze szukać punktów? Czekam z wielką niecierpliwością na kolejną rundę i partię naszego reprezentanta!

15 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Druga runda Tata Steel Chess – Wojtaszek nie sprostał Carlsenowi, jutro zagra białymi z Anishem Girim!


Nic dwa razy się nie zdarza 
i nie zdarzy. Z tej przyczyny 
zrodziliśmy się bez wprawy 
i pomrzemy bez rutyny. 

Choćbyśmy uczniami byli 
najtępszymi w szkole świata, 
nie będziemy repetować 
żadnej zimy ani lata. 

Żaden dzień się nie powtórzy, 
nie ma dwóch podobnych nocy, 
dwóch tych samych pocałunków, 
dwóch jednakich spojrzeń w oczy. 

Wisława Szymborska fragment wiersza „Nic dwa razy”.


Przed meczem naszego arcymistrza trochę sobie powspominałem, pomyślałem, że byłoby czymś kapitalnym móc jeszcze raz zobaczyć wygraną Polaka nad aktualnie urzędującym mistrzem. Niestety, nie udało się nam wejść do tej samej rzeki, wszystko jest inne, nie ma dwóch takich samych rysunków chmur, dwóch identycznych uśmiechów,  wszystko płynie…

To nie była ładna partia w wykonaniu Polaka, w sporcie można przegrać i przegrać. Pojedynek ten można rozpatrywać raczej w kategorii egzekucji z ręki białych. Dla potrzeb statystyki bardzo łatwo policzyć ile czarne przeprowadziły jednofigurowych dywersji na połowie białych. Był wypad czarnopolaka na „b4”, dwa razy dama wskoczyła na „f4” i „b4” i to wszystko. Nasz szachista zdaje się od początku marzył tylko o remisie, a granie na stanie jest wodą na młyn dla Wikinga. Ta partia jest dość podobna do tej z meczu o MŚ, gdzie jednym i chyba jedynym ruchem na połowie rywala był wypad wieżą na „c7” Karjakina (o czym potem napisał arcymistrz Grzegorz Gajewski). Nie ma szans, no nie ma, na zwycięstwo, jeśli Magnus nie jest poddany mocnej presji na desce, włącznie z presją czasową i psychologiczną. Radek Wojtaszek podszedł do partii bardzo odpowiedzialnie, może nawet za bardzo, tracąc ogrom czasu na małą ilość posunięć i to też miało wpływ na wynik tego starcia. No stało się – dziś mamy taki słodko-gorzki wspomnień czar…

Paweł Ejanow, wielki fighter, nie ma litości dla swoich przeciwników. Ukrainiec jest wojownikiem, choć swego czasu wieszano na nim psy za taktyczny remis w ostatniej rundzie, który zabezpieczał mu pierwszą nagrodę na turnieju na Islandii. Wziąłem go wtedy w obronę i nadal sądzę tak samo. Jeśli Eljanow bojową grą zapewnił sobie możliwość zremisowania i wygrania turnieju, czyli de facto mógł „zwolnić” przed metą z racji jego wcześniejszej ciężkiej pracy, to mógł to zrobić. Kibice nawet by się nie zająknęli o nim, gdyby w ostatniej rundzie zaryzykował i pięknie zginął. Wtedy nazwisko Eljanowa nie pojawiłoby się na ich ustach jak i na pierwszych stronach portali szachowych, na pierwszych stronach gazet szachowych byłby zwycięzca. Facet nie miał tendencji autodestrukcyjnych, postąpił rozsądnie i spadły na niego za to gromy. Obecny turniej tylko potwierdza jaką naturę ma Paweł Eljanow, czy jest wojownikiem, czy spokojną naturą.

Wrócę jeszcze na moment do partii Radka Wojtaszka, bo przecież nie daje mi to wszystko spokoju. Wczoraj udało mi się przewidzieć scenariusz tej partii i jestem tego pewny, że nasz arcymistrz też się spodziewał takiej reakcji Mistrza Świata, jednak ta wiedza nie ustrzegła go od przegranej. We współczesnych szachach przygotowanie na konkretnego przeciwnika jest czymś bardzo skomplikowanym. To się teraz odbywa trochę tak jak w jednej z piosenek kebaretu OT.TO:

On wie, że wiem.
Ja wiem, że on wie.
On wie, że ja wiem, że on wie.

Ja wiem, że wiem.
On wie, że ja wiem.
Ja wiem, że on wie, że ja wiem.
Wiemy o sobie wszystko, może prawie wszystko, jednak zwycięzca może być tylko jeden, Na serwisie https://vk.com/wall-24839153_144228 głosowano nawet na pojedynek Carlsena z Wojtaszkiem. Oddano prawie 300 głosów, ponad 70 procent zagłosowało na wynik jaki zdarzył się w partii, dziesięć procent uznało, że wygra Polak, prawie siedemnaście procent obstawiło wynik remisowy.

Magnus Carlsen po kojarzeniach dopiekł Loekowi van Welemu, który na turnieju Tata Steel Chess gra już 25 raz, że szkoda na niego białego koloru. Wielu może uznać takie słowa ze pewnego rodzaju arogancję, jednak jeśli przyjrzeć się bliżej temu oraz wielu innym podobnym zachowaniom Norwega, można dojść do wniosku, że bycie królem nie jest w końcu dla grzecznych chłopców. Parafrazując znaną książkę: grzeczni chłopcy w szachach idą do nieba, a niegrzeczni zdobywają najwyższe tytuły. Magnusa przeciwnicy się boją, czują przed nim respekt. On roztacza wokół siebie zupełnie inną aurę niż, na przykład, Garri Kasparow, jednak ma w sobie to coś, co mu pomaga podczas gry. Wielu przeciwników już w swojej karierze paraliżował, odbierał im wolę walki. Trafił nam się na tronie wspaniały mistrz co tutaj będziemy dużo gadać.

Jutro z Girim. Arcymistrzowie po przegranej często biorą szybki remis, żeby jak najszybciej zatrzeć złe wspomnienia, jakoś oddalić się w czasie i myśleniu od tego zdarzenia jednak w takim turnieju wychodzić na partię z myślą o remisie jest, według mnie złą taktyką. Giri to ciężki przeciwnik, rzadko wygrywa, ale i ograć go jest piekielnie trudno. Trzeba grać, trzeba walczyć. Cały turniej jeszcze przez Radkiem Wojtaszkiem. Mam nadzieję, że jutro Radek będzie w stu procentach gotowy do gry!


14 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Pierwsza runda szachowego Wimbledonu za nami, Paweł Eljanow z Ukrainy jako jedyny wygrywa swój pojedynek!

Ogary poszły w las. Pierwsza runda zawsze jest wielką niewiadomą i dobrze jest zacząć przynajmniej bez przegranej, mówię teraz nie o Radku Wojtaszku, a o każdym z uczestników tego elitarnego turnieju (nie udała się ta sztuka młodemu Rapportowi z Węgier!). Pierwsze rundy w superturniejach to rozpoznanie i wyłuskanie najsłabszego osobnika w stadzie, trwa to zwykle 3-4 rundy. Potem wszystko się klaruje, są więc samce alfa, jest reszta stada i ci, którzy się wloką. Ci, którzy nie nadążają za grupą są sukcesywnie degradowani, tępieni, trwa na nich nagonka, a odmiana ich turniejowego losu zdarza się nieczęsto…

 Radek Wojtaszek, myślę, że zaczął dość dobrze, podczas przebiegu całego pojedynku z Janem Niepomniaszczim nie był nawet na chwilę zagrożony. Fakt, miał białe i ktoś może zechce zauważyć, że w kilku miejscach była szansa na wywarcie większego pressingu na Rosjaninie. Może. Ja jednak jestem zadowolony z takiego obrotu sprawy – jutro na Radka Wojtaszka czeka sam Magnus Carlsen i nawet przed początkiem pojedynku Polaka pomyślałem sobie, że byłoby zasadnym nie wplątywać się w jakąś wielogodzinną drakę, ponieważ jutro będzie się liczyła świeżość i otwarta głowa. Styl gry Radka Wojtaszka ma wpływ na długość jego pojedynków. On najczęściej toczy epickie boje w złożonych końcówkach w czasie gdy jego przeciwnicy najspokojniej w świecie zasiadają do wieczerzy. Taka gra jest bardzo wyczerpująca w związku z tym względnie szybki, niskoenergetyczny remis jest jak najbardziej do zaakceptowania w przypadku naszego reprezentanta.

 Warto też nadmienić, że to właśnie mieszkaniec krainy pełnej urwistych fiordów grał dziś najkrócej w pojedynku na szczycie z So Wesleyem. Wygrał Paweł Eljanow z Ukrainy z Richardem Rapportem z Węgier. Temu ostatniemu zapewne najtrudniej będzie teraz zasnąć spośród całej czternastki.

 My jednak musimy zogniskować swoją uwagę na Radku Wojtaszku, którego czeka bardzo ważny mecz z samym Mistrzem Świata. Radek ma czarne, w związku z tym jako kibic remis brałbym w ciemno. Naprawdę bardzo trudno przewidzieć scenariusz jutrzejszej wojny. Magnus wie, że był u naszego reprezentanta „na warsztacie” przez wiele miesięcy i analizy z dwóch meczów z Anandem raczej nie ujrzą światła dziennego. Wszystko wskazuje na to, że Magnus zechce wybrać w swoim duchu w miarę szybko coś niestandardowego, aby zmusić naszego szachistę do samodzielnego myślenia. Tasiemca nie spodziewam się, raczej czegoś oryginalnego ze strony białych we wczesnym stadium partii. Myślę też, że i nasz szachista miał na ten temat głębokie przemyślenia i jest przygotowany na wczesną, samodzielną grę. Ale dość tych przepowiedni. Czekam na jutrzejszy mecz z rosnącym podnieceniem, które w moim przypadku charakteryzuje się rodzajem długotrwałego ucisku w dole brzucha (przypominającego początki skrętu kiszek) wraz z uciskiem w okolicy żołądka i splotu słonecznego. Jak widać, na mecze Polaka na szczycie reaguję zmianami somatycznymi ;).


Wreszcie na sam koniec chciałbym z siebie wyrzucić to co mi leży na sercu, czyli pragnienie wsparcia naszego szachisty: Radek nie daj się!! Walcz z całych sił, a my tu w Polsce mocno trzymamy za ciebie kciuki! Powodzenia! Nie daj się Magnusowi!!!

12 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Już za dwa dni Radek Wojtaszek zagra w elitarnym turnieju Tata Steel Chess!

Nie ma to jak urodzić się w kraju, w którym rozgrywane są elitarne turnieje, nie ma to jak być Loekiem van Welym na przykład. Choćby z racji samej tradycji, bo w tym momencie raczej nie siły gry, miejsce w fantastycznym holenderskim turnieju zawsze ma zaklepane i może się do zawodów przygotowywać całymi miesiącami. Z tym większą radością i satysfakcją przyjąłem wiadomość o zaproszeniu przez organizatorów naszego Radka Wojtaszka do Tata Steel Chess. Wielu arcymistrzów szerokiej czołówki światowej bez wahania przyjęło by zaproszenie do zmagań z elitą światową, a nie dostało takiej możliwości.

Kilka dni temu udało mi zamienić kilka zdań z Radkiem, u którego widać już pewne podekscytowanie zbliżającym się turniejem. Radek oznajmił, że poznał swoje błędy z poprzedniej edycji i nad tym pracował, natomiast ciężko mu cokolwiek przewidzieć, gdyż na wynik tego typu turniejów ma wpływ zbyt wiele czynników. Zauważyłem też, że nasz arcymistrz zwyczajnie cieszy się na grę z arcymistrzami ze ścisłego „topu”.

 Reasumując: mogę po tej rozmowie spokojnie snuć rozważania o nadchodzących pojedynkach naszego gracza, gdyż nie ma innych, niepokojących przesłanek, które zakłócałyby radość oczekiwania na turniej. Warto dodać, że aktualnie Polak ma najwyższy ranking na przestrzeni całej swojej sportowej kariery. Ranking Wojtaszka jest przedmiotem marzeń reszty polskich szachistów, jednak owo mityczne 2700 + jest dla nich jak jakieś tajemne zaklęcie, jak mantra, która odrzuca od siebie niegodnych. Wszyscy liczyli na Kacpra Pioruna, tymczasem ten, już był w ogródku, już witał się gąską, brakowało mu z tego co kojarzę kilkanaście punktów, a teraz jest już poza pierwszą setką z 2651 elo. Z kolei Janek Duda nie gra dużo ostatnio (był poza podium na MP w szachach aktywnych w Zgierzu), jednak nasz talent ma jeszcze czas, by zrobić skok na 2700 elo. Z tego co słyszałem, na razie szykuje się do matury, i jeśli ją pomyślnie zda, czego mu w tym momencie życzę, zapewne znów zanurkuje w szachy i odda się bez reszty treningowi i turniejom. Czy wśród naszych pozostałych juniorów widzę potencjał na gracza 2700 +? Nie. Nie widzę. Mam wątpliwości, czy komuś uda się wskoczyć na 2600 elo…

A na świecie dzieje się. Kolejna szachistka z federacji U.S.A, Irina Kush, dołączyła do grupy Nazi Paikidze oraz Marii Muzyczuk, które nie zamierzają jechać w lutym do Iranu na Grand Prix FIDE. Problemem jest ich bezpieczeństwo, a właściwie jego brak, problemem są też stroje. Szachistki mają, jak nakazuje prawo szariatu, grać z zasłoniętymi twarzami. Cała ta sytuacja wpisuje się w modny ostatnio temat gender, słowa odmienianego przez wszystkie przypadki i bardzo wykoślawionego przez wielu dziennikarzy i komentatorów. To jak wygląda, jak jest postrzegana społeczna rola kobiety w poszczególnych kulturach należy do obszaru gender. W islamie rola kobiety jest czymś zupełnie innym, niż w cywilizacji zachodniej i trudno się dziwić, że szachistki naszego kręgu kulturowego buntują się przeciwko narzucanym im ograniczeniom. Ja tutaj symetrii pomiędzy naszymi kulturami nie widzę, a w pojedynku politologów Huntington vs. Fukuyama już od dawna gra toczy się do jednej bramki. Szachistki islamu, grające w Europie nie są do niczego zmuszane i nikomu nic do tego jak one się ubierają, jak spędzają czas itd. Tymczasem mające całkiem odmienne przekonania szachistki spoza tego kręgu kulturowego muszą coś robić wbrew sobie by zagrać. FIDE na takie kwestie zasadniczo jest głucha, zresztą na co FIDE zwraca uwagę? Chyba na to, żeby kasa się zgadzała. Szkoda, że to tak wygląda, nie odnoszę też wrażenia, żeby obecny stan rzeczy miał w najbliższym czasie ulec zmianie. 

Wasyl Iwanczuk udzielił blisko dwugodzinnego wywiadu dla portalu http://www.chess-news.ru/node/22596, w którym jak zwykle można się rozsmakować. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak wyglądały treningi genialnego szachisty ze Lwowa z legendarnym Wiktorem Lwowiczem Korcznojem, który w trakcie analiz uczył Iwanczuka niemieckich słówek, czy też posłuchać o jego partii z Azmajparaszwilim, w której poszedł damą z „a3” na „g4” oraz wielu innych, ciekawych anegdotkach, koniecznie musicie posłuchać lub przeczytać ten wywiad. Warunkiem jest znajomość języka rosyjskiego.

Kibicujemy Radkowi Wojtaszkowi. Trzymamy za niego mocno kciuki i czekamy na kojarzenia turnieju Tata Steeel Chess. Jutro oficjalne otwarcie, pierwsza runda w sobotę w porze obiadowej. Do uruchomienia zegarów w holenderskim superturnieju pozostało jeszcze kilkadziesiąt godzin macie jeszcze możliwość wzięcia udziału w konkursie „Psychologii i Szachów”. Szczegóły znajdziecie w poprzednim moim poście, tam też głosujemy. Mam nadzieje, że Radek dostarczy nam w nadchodzących dniach wielu niezapomnianych emocji!