Psychologia i szachy

Blog Krzysztofa Jopka

17 maja 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Przed Indywidualnymi Mistrzostwami Europy w Mińsku!

Posucha zbliża się do końca. Choć faktem jest, że w obecnych czasach fani, całkowicie zaprzedani naszej dyscyplinie tzn. śledzący każdy turniej, zbierający wszystkie ważniejsze wyniki i tak mogą, jeśli chcą, nie odrywać się od transmisji z turniejów, których na całym świecie jest wielka mnogość. Na mojej stronie siłą rzeczy muszę przeprowadzać selekcję i pisać o rzeczach naprawdę ważnych. Wychodzę z założenia, że szachiści, którzy pragną być z wynikami różnych turniejów na bieżąco i tak wiedzą gdzie je znaleźć, dla tych z kolei, którzy nie siedzą do końca w szachach relacje ze zdarzeń mniej znaczących mogą być po prostu mało ciekawe. Wreszcie, na koniec: autor tych słów – też człowiek – lubi pożyć swoim życiem, oddając się innym niż szachy przyjemnościom (na przykład długim wiosennym wędrówkom po lasach!) za co nie można do niego mieć pretensji ;). Jednak czas względnego spokoju ma się ku końcowi, gdyż od końca maja aż do samych wakacji będziemy kibicować naszym reprezentantom, którzy na początku pojadą do Mińska na IME, a potem zagrają w elitarnych Drużynowych Mistrzostwach Świata w Chanty-Mansyjsku.

Niestety, nie znam odpowiedzi na wasze pytania dotyczące absencji kilku naszych czołowych graczy na tak ważnym turnieju jak IME. Fakty są takie, że zagrają ci, którzy nie znaleźli czasu by wystąpić w Mistrzostwach Polski. Z kolei nie zobaczymy w Mińsku tych, którzy najważniejszego turnieju w Polsce nie ominęli.

 Nasi szachiści najczęściej decydują się równolegle grać i studiować co wydaje się, z punktu widzenia optymalizacji szans w dalszym życiu, wyborem jak najbardziej logicznym. Przynajmniej w naszym kraju. Przyczyn takich a nie innych wyborów upatrywałbym w niewydolnym systemie finansowania profesjonalistów szachowych w Polsce. Ścieżka polskiego szachisty, który zamyśla zostać zawodowcem nie jest łatwa już od samego początku, a wszystko rozbija się o pieniądze. Jestem zdania, że w Polsce utalentowany zawodnik, pochodzący z rodziny nisko sytuowanej ma niewielkie szanse, żeby w tym sporcie zaistnieć – jemu rodzice nie sfinansują wyjazdów, trenera, całej infrastruktury potrzebnej, by od samego początku z niczym nie odstawał od reszty. Po prostu rodzice nie dadzą rady, choćby zaharowali się na śmierć. W Rosji dla najlepszych są bardzo duże stypendia, zawodnicy dostają mieszkania, aby być blisko dużych miast gdzie są najsilniejsze kluby z fantastycznymi pedagogami i trenerami. Warto brać na to poprawkę przy ocenie naszych młodych szachistów z ich rówieśnikami z innych krajów, którzy otrzymują nieporównywalnie większą pomoc. W innych krajach duży talent ma szanse na tzw. „awans społeczny”, u nas nic nie jest pewne i trudno się dziwić, że młody człowiek chce mimo wszystko spaść, jak kot, na cztery nogi, gdy przygoda szachowa nie do końca mu się uda. Nie chciałbym, żebyście zarzucili mnie teraz komentarzami, jak to jest źle itd. Jest źle bo sami nie bierzemy sprawy w swoje ręce. Nasza dyscyplina jako sport nie olimpijski nie otrzymuje dużych środków z budżetu państwa, o sponsorów też jest bardzo trudno bo nie jesteśmy aż tak medialni jak siatkówka, czy piłka nożna. Jednak gdy usiłuję rozmawiać o tym, abyśmy spróbowali się sami współfinansować (a jesteśmy jednym z najliczniejszych związków w Polsce!), to spotykam się w najlepszym razie z niechęcią. Centralny Rejestr Szachistów liczy ponad 70 tys. członków. Gdybyśmy zapłacili rocznie „na szachy” 50 zł, zakładam, że połowa z tego by zapłaciła (bo tam są i dzieci) to z prostych obliczeń wynika, że mamy na koncie około 2-3 mln złotych! Byłoby co podzielić? Stać nas by było na wiele więcej? Pewnie, że tak! Ale to jest czyste fantazjowanie nie mające umocowania w rzeczywistości. W naszym indolentnym, bardzo mocno roszczeniowym środowisku coś podobnego nigdy nie przejdzie. I tak – Asia nie dostanie laptopa i pozostanie przy swoim starym ledwo już ciągnącym, Kamilek nie pojedzie na MŚ bo samolot za drogi, Honoratka pozostanie przy swoim trenerze, którego za chwilkę przeskoczy, bo na lepszego szkoleniowca nie dostanie pieniążków. Nie. Nie piszcie mi, proszę nic w związku z tym wyżej akapitem – niech każdy sam w duchu sobie tę sprawę przemyśli, mnie nie odpowiadając.

Miało być o IME w Mińsku i teraz będzie. Bardzo cieszę się na start Janka Dudy, który, mam nadzieję pomyślnie zakończył maturalną przygodę. Wiele sobie obiecuję jeśli chodzi o jego występ. Sądzę, że rzuci się zgłodniały gry na swoich rywali i wreszcie zagości w klubie 2700 +. Sądzę, że obecność Janka w tym klubie jest kwestią czasu, jestem też zdania, że stanie się to już w tym roku! Według mnie, Janek ma papiery na pierwszą dwudziestkę świata. Przemawia za tą prognozą jego fenomenalny talent oraz wiek. Przecież Janek ma jeszcze tyle lat, by się szlifować! Zobaczymy jak mu pójdzie w Mińsku – osobiście jestem pełen najlepszych przeczuć. O reszcie naszych reprezentantów trudno się wypowiadać – w każdym razie będzie komu kibicować za niecałe dwa tygodnie. Zagra Darek Świercz, Mateusz Bartel, Olek Miśta, Jacek Tomczak, Daniel Sadzikowski a nawet Bartłomiej Macieja. Nie wiem jak wy, ale ja biorę na celownik Janka Dudę w szczególności – jestem bardzo ciekawy jego występu po dłuższej przerwie. Tuż po IME w Mińsku elitarna drużynówka w Chanty-Mansyjsku przykuje naszą uwagę. To będzie turniej marzenie. Polskie drużyny wśród najlepszych zespołów świata! Zapolujemy (z wzajemnością) na: Chińczyków, Rosjan, Ukraińców, szachistów U.S.A, Indii, Turcji, Norwegii i Egiptu. To będzie wielka uczta dla nas, kibiców, jednak preludium do tego wspaniale zapowiadającego się turnieju będzie miało miejsce 29 maja w Mińsku. Piszcie więc o waszych prognozach. Analizujmy składy, oceniajmy szanse Polaków – przed nami pełen emocji, szachowy czerwiec!! 



5 maja 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Internauci pytają – Radek Wojtaszek odpowiada! Część II.

1. Czy żona Alina, po ślubie zapewne z podwójnym obywatelstwem, nie planuje w przyszłości reprezentowania naszego kraju?
Radosław Wojtaszek: Na obywatelstwo Alina musi jeszcze poczekać, natomiast na dzień dzisiejszy takiego tematu nie ma. Zresztą nasze Panie osiągają tak dobre wyniki drużynowo, że i bez wzmocnień spokojnie mogą walczyć z najlepszymi kobietami na Świecie.


2. Z jaką częstotliwością arcymistrzowie przypominają sobie niektóre charakterystyczne końcówki np. matowanie skoczek+goniec, niektóre typowe wieżówki itp.? Jeśli odpowiedź była pozytywna, to robią to: samodzielnie, z komputerem, z książką, czy sparingpartenrem? Czy mają coś w rodzaju spisu tego, co trzeba co jakiś czas odświeżać w pamięci? – Jacek Haja.

                                                                                                          
R. W: To zależy, ja odświeżam sobie klasyczne końcówki jak np. W+G na W albo wieżówki od czasu do czasu, nie jest to główna część mojego treningu dlatego, że prawdopodobieństwo powstania takiej wieżówki jest niewielkie. Posiadam bazę klasycznych końcówek, którą stworzyliśmy kilka lat temu na jednej z sesji treningowych z Michałem Krasenkowem, skądinąd chyba jednym z największych ekspertów od końcówek obecnie na Świecie.


3. Radku, jaki wpływ na twój rozwój szachowy miały partie Akiby Rubinsteina i na którym ze ,,starych” mistrzów się najbardziej wzorowałeś? – Krzymionka Karol.
                                                                                                         
R. W: Nie jestem wielkim fanem klasyki, choć nie twierdzę, że jest ona bezużyteczna. Jeśli już miałbym wymienić kogoś to byłby to chyba Capablanca z łatwość z jaką ogrywał swoich przeciwników. Z jednej strony brało się to oczywiście z jego geniuszu, ale trochę też ze słabości przeciwników.


4.  W jednym z wywiadów mówi pan: „Przyznam się, że już w ubiegłym roku sam rozważałem kupienie sobie porsche (…)”.
Otóż jak wiadomo kariera sportowca nie trwa wiecznie. Jedni potrafią zarobione w tym czasie pieniądze zainwestować (Boniek, Fibak, Pudzianowski, Lewandowski, Gołota) a inni przepuścić fortuny (Paul Gascoigne, George Best Diego Maradona, Riddick Bowe).
Jak pan, panie Radku myśli? Do której z tych grup pan należy? – Radek Sroczyński.

                                                                                   
R. W: Jeśli dobrze kojarzę tamtą rozmowę o Porsche to zdanie jest trochę wyjęte z kontekstu. Porsche rzeczywiście było w pewnym momencie moim marzeniem, ale wtedy poznałem Alinę i priorytety się przewartościowały:) Porównywanie się z tymi sportowcami jest trochę nie na miejscu, bo zrobili oni zdecydowanie większe kariery w sportach, w których są dużo większe pieniądze niż w szachach. Na pewno jednak, jak każdy zdroworozsądkowo myślący człowiek chciałbym mieć jakieś zabezpieczenie na przyszłość, więc oczywiście część zarobionych pieniędzy oszczędzamy i inwestujemy.


5.  Jakie otwarcie dla białych i jakie dla czarnych pan najbardziej lubi :-).? – R. Sroczyński.


R. W: Białymi nie mam preferencji, a czarnymi na pewno był to mój ukochany Najdorf, może dlatego tak opornie szło mi wprowadzanie zmian po 1.e4;)


Foto: http://shamkirchess.az/content/138
6. Jak panie Radku wygląda pomoc w pana przygotowaniach do silnego turnieju, czy i jak korzysta pan z pomocy silnych szachowych kolegów i czy gdyby pan dostał bogatego sponsora coś by pan zmienił w swoich przygotowaniach, treningach, co ? – Tzbych

R. W: Tak, wymieniamy się informacjami, bo to działa w dwie strony, pomaga zarówno mnie jak i osobom, z którymi współpracuję. Bogaty sponsor na pewno by dał nowe możliwości, jeśli miałbym taką możliwość, to na pewno chciałbym posiadać stałego sekundanta, bo to ogromny komfort szczególnie w zakresie debiutów. Nie szukając daleko, partię z Mamedyarovem wygrałem w wariancie, który analizowaliśmy z Grześkiem Gajewskim jeszcze za czasów programu Wojtaszek Comarch Team.


7. Ciekawią mnie zarobki naszego lidera? ile wpadło za Wijk aan Zee,a ile za Shamkir? Jakie euro za bBundesligę? A ile za 1 szachownice na olimpiadzie? Jak wysokie jest kadrowe? Czy są jakieś premie za wyniki od Pzszach?czy są jacyś sponsorzy dający coś ekstra?


R. W: Większość z kwot, o które Pan pyta jest objęta klauzulą poufności, więc nie mogę się do tego odnieść. Nie gram w szachy głównie dla pieniędzy, ale uważam, że czołówka światowa pracuje tak ciężko i dużo, że po prostu zasługuje na docenienie i wysokie honoraria czy nagrody.

8. W jaki sposób am. Wojtaszek stawia sobie przed turniejem cele do osiągnięcia, np. z Iksem i Igrekiem remis, ale z Kowalskim raczej wygram (itd.)czyli w sumie wychodzi mi, że powinienem wyjść np. na +3 na koniec?


R. W: Raczej nie, z tego względu, że nie da się przewidzieć jak pójdzie turniej, za dużo jest zmiennych. W Shamkirze mógłbym mieć rozpisany nawet najlepszy plan, a po dwóch partiach białymi miałem 0,5/2 pkt. i wszystko by wzięło w łeb:)


9. Czy am. ma jakieś „zobowiązania debiutowe” i w związku z tym nie zawsze gra nowinkę lub silne posunięcie?


R. W: Nic takiego nie ma. Ale jasne jest dla mnie, że w partii z 2300 elo nie zastosuję głównej idei, bo lepiej zaskoczyć nią zawodnika 2700+. Z drugiej strony obecnie trudno „chować” dobre idee – cały Świat pracuje i jak Ty nie zagrasz czegoś dzisiaj to jest spora szansa, że ktoś inny wpadł na ten sam pomysł i zagra tą ideę np. za 2 tygodnie.


10. Jaka była filozofia gry am. w Shamkir? Moim zdaniem była to strategia dusiciela – spokojnie zaciskać, powoli zbierać plusy w pozycji. Czy am. zgadza się z takim opisem i czy jest zadowolony z turniejowego wyniku?


R. W: Wynik, tak jak mówiłem jest względnie dobry, tzn. trudno uznać 50% za sukces, ale z drugiej strony trzeba też docenić kto jeszcze brał udział w tym turnieju. Nie do końca się zgadzam z taką opinią, moją grę bym opisał banalnym „gra się tak jak przeciwnik pozwala”, a przy takim przygotowaniu białymi nie za bardzo mogłem liczyć na więcej. Czarnymi z kolei nie miałem większych problemów. Oczywiście, mogłem białymi grać np. 1.b3, a czarnymi np. królewsko-indyjską, ale obawiam się, że mój wynik znacząco by na tym ucierpiał.


Ciężka batalia Radka Wojtaszka z W. Kramnikiem w rundzie I. – Foto: http://shamkirchess.az/content/138
11. Panie Radku, jakich narzędzi używa Pan do treningu? Czy dostrzega Pan lukę na rynku narzędzi webowych/desktopowych do treningu, studiowania szachów, których chciałby Pan używać a nie są dostępne? Pozdrawiam i gratuluje znakomitego ratingu szachowgo utrzymywanego stabilnie przez tak długi czas oraz życze 2800+!


R. W: Wszyscy w czołówce korzystamy raczej z tych samych narzędzi, tzn. Chessbase, programy analizujące itd. Oczywiście idzie to w parze z szybkim komputerem. Nie odczuwam, żeby czegoś mi brakowało w tym zakresie.


12. Proszę o uchylenie „rąbka” tajemnicy, jak wygląda trening naszego topowego arcymistrza. Ile czasu poświęca na debiuty, grę środkową, końcówki, a może na inne elementy ?
Kiedy planuje przeskoczyć barierę 2800 pkt. elo i dostać się do turnieju pretendentów ?
Co sądzi o rozwoju programów szachowych i przyszłości szachów
w następnych dekadach. – Robert Karpeta

R. W: Oczywiście na tym poziomie najwięcej czasu poświęca się na debiuty, bez dobrego zaskoczenia ciężko oczekiwać sukcesów, co pokazał po części mój występ w Shamkirze. Ogólnie, im szachista silniejszy tym debiut ma większe znaczenie, bo na poziomie np.2000 elo debiut ma znaczenie praktycznie żadne. Oczywiście dbam o formę fizyczną i wydaje mi się, że bardzo poprawiłem się w tej kwestii ostatnio, głównie dzięki Bartoszowi Soćko, który bardzo mnie do tego zmobilizował.
Nie wiem czy kiedykolwiek przekroczę 2800 elo, czy awansuję do turnieju pretendentów, obecnie muszę stale poprawiać swoją grę, a czas pokaże do czego to starczy.


13. Mam pytanie do naszego arcymistrza.
Jak ważny jest odżywianie przed, podczas i po partii. Co pan Radosław spożywa przed partią(ile h wcześniej) i podczas partii. Jak się nawadnia(analogicznie ile co pije i ile przed partią i podczas samej gry).
Jeśli wie jak odżywiają się inni to proszę, aby się tym z nami podzielił. – Z pozdrowieniami.
R. W: Oczywiście zwracam uwagę na odżywianie, jest to niby detal, ale uważam, że jest to jeden z czynników, który ma wpływ na wynik. Zależy to od miejsca, ale staram się jeść na 1,5 godziny przed partią, a w trakcie już same przekąski, jak suszone owoce itp. Czasem dojdzie do tego kawa w trakcie partii, choć wiadomo, że działa ona krótkotrwale, więc trzeba z nią uważać.


14. Do ilu posunięć(mniej więcej), opiera Pan się na analizy najlepszych silników?


R. W: Nie ma dobrej odpowiedzi – zależy od pozycji, przeciwnika na którego się przygotowuję. Czasem jest tak, że już w trzecim ruchu będę grał bez przygotowania, bo uznam, że z danym przeciwnikiem jest to wskazane, a czasem będzie tak jak z Mamedyarovem, czyli dyskusja teoretyczna w okolicach 15 ruchu.


15. W wywiadzie dla portalu sportowego powiedział Pan, że do sięgnięcia po tytuł mistrza świata potrzebuje Pan „dużego wsparcia finansowego”. Jaka to kwota w ujęciu rocznym? Na jakiego rodzaju działania przeznaczyłby Pan te środki?


R. W: Żadne pieniądze nie dadzą gwarancji, że byłbym w stanie walczyć o ten najwyższy cel, ale na pewno każde wsparcie dałoby mi większe szanse na rywalizację z najlepszymi. Tak, jak już mówiłem przeznaczyłbym je na stałego sekundanta, a jeśli środków byłoby więcej to mógłbym mieć ich nawet dwóch. Ciężko powiedzieć jakie to kwoty, ale wiadomo, że im silniejszy zawodnik tym więcej kosztuje. Tak naprawdę z każdego dodatkowego wsparcia staram się zrobić odpowiedni użytek, jeśli nawet nie mogę mieć sekundanta stałego to staram się, żeby ktoś mi pomagał podczas tych najważniejszych startów. Zdarza się też dość często, że inwestuję swoje własne środki, ale traktuję to jako inwestycję w siebie.


Foto: http://shamkirchess.az/content/138



16. Czy dobrze myślę, że partie szachowe wśród 2700+ to pojedynki głównie na temat „kto ma lepszą pamięć”?


R. W: Zdecydowanie nie. Oczywiście rozległa wiedza debiutowa jest ważna, ale mimo wszystko nie rozstrzyga ona jeszcze partii. Trend w szachach się zmienia, pojawia się coraz więcej „grywalnych” debiutów, jak np. 1.d4 d5 2.Gf4, gdzie teoria kończy się szybko.


17. Mam wrażenie, że odkąd Carlsen więcej czasu zaczął poświęcać na debiuty, to mu się wyniki pogorszyły (bo to nie jego styl). Twoje zdanie?


R. W: Nie zaobserwowałem, żeby Magnus zaczął więcej czasu poświęcać na debiuty. Myślę, że jego problemy zaczęły się od kiedy musi łączyć udział w turniejach z przygotowaniami i udziałem w meczach o MŚ. Mecz o MŚ to wielkie przedsięwzięcie, wymaga wielkich przygotowań i trudno połączyć to z sukcesami w turniejach. Do tego dochodzi fakt, że kilku zawodników, jak np. Wesley czy Fabiano grają co raz silniej i skracają dystans do Magnusa.


18. Kto ma najlepszą/najgorszą pamięć wśród 2700+?


R. W: Nie wiem, bo nie znam wszystkich, ale mogę powiedzieć, że Vishy ma pamięć kapitalną. Nieskromnie powiem, że u mnie też nie jest najgorzej:)


19. Czy interferencja jest dużym problemem? (nakładanie się nowych informacji na stare w pamięci, np. gdy wychodzi jakaś nowinka)


R. W: Na pewno tak, ilość wiedzy, która jest do przyswojenia jest ogromna, ale nie ma co narzekać, taka praca:)


20. Czy do obliczeń wariantów korzystasz z chmurowych maszyn typu Amazon EC2/MS Azure?


R. W: Nie.


21. Kto jest największym jajcarzem/smutasem wśród elity, jakaś anegdota?


R. W: Fantastycznie rozmawia się z Vishym, bo ma niesamowicie rozległą wiedzę. Bardzo lubię także Kramnika i jego poczucie humoru. Tak naprawdę czołówka światowa to wszystko bardzo sympatyczni ludzie. I jest jeszcze Svidler, który mógłby gadać godzinami i nikogo by nie zanudził. Co zresztą widać po sposobie jak komentuje niektóre superturnieje – według mnie jest po prostu genialny!


22. Czy masz tajemną procedurę przed partią, aby się mentalnie wzmocnić (mantra, oddechy)?


R. W: Mam swoje tricki, ale nie jest to nic nadzwyczajnego. Głównie chodzi o to, żeby zachować balans, tzn. żeby była motywacja, ale nie może ona być nadmierna, bo wtedy zamienia się w stres.


23. W której partii byłeś najbardziej w tzw. zone.?


R. W: Wszystkie partie staram się traktować jednakowo.


24. Ile godzin/km biegasz tygodniowo? Interwały czy wolne wybiegania?


R. W: Różnie, zależy to głównie jak łączę to z treningiem czysto szachowym i startami. Natomiast według założonego planu powinno to być 3-4 razy w tygodniu po około 45 minut. Oczywiście jest to bieganie amatorskie, choć nieśmiało myślę o postawieniu sobie jakiegoś bardziej ambitnego celu, ale jeszcze za wcześnie, by o tym mówić.


25. Z kim z elity najbardziej się kolegujesz? – Pozdrawiam i życzę wejścia do 2750+. Tom K.


R. W: Tak naprawdę z każdym mam dobre kontakty, ale najbliższa jest, z wiadomych względów, oczywiście relacja z Vishym.


Foto: http://shamkirchess.az/content/138
26. W jakim stopniu u zawodnika tego poziomu szachy to pasja, a w jakim zawód? Czy gdybym był ekscentrycznym milionerem i zaproponowałbym panu Radkowi nieograniczony budżet na naukę i grę w warcaby oraz obiecał 30 mln $ za mistrzostwo świata powiedzmy za trzy lata to czy pan Radek zrezygnowałby z szachów na rzecz warcabów?


R. W: Szachy to dla mnie przede wszystkim pasja i uważam się za szczęściarza, że może to być także mój zawód. Nie ukrywajmy jednak, że zawsze znajdzie się kwota, której się nie odmówi. Na szczęście nie zapowiada się, żebym miał podobne dylematy w przyszłości i mogę w pełni poświęcić się szachom:)


27. Chciałbym zapytać co Pan Radek sądzi o gambicie królewskim i czy kiedykolwiek przyglądał mu się bliżej?


R. W: Przy poprawnej grze obu stron może białe wyrównają:)


28. W dość już dawno udzielonym przez Pana wywiadzie nie wymienił Pan jako swych trenerów Włodka Szyszkina i Jerzego Konikowskiego. Jaki był ich wpływ na Pana rozwój szachowy?Jak wyglądała współpraca z nimi?


R. W: W swojej karierze współpracowałem z bardzo wieloma trenerami, z niektórymi dłużej, z niektórymi krócej, od jednych nauczyłem się więcej, od innych mniej, dlatego ciężko jest mi wymienić ich wszystkich, a nie chciałbym o kimś zapomnieć. Jednak jasne dla mnie jest, że najważniejszymi byli: mój pierwszy trener Marian Wodzislawski i potem Artur Jakubiec, pod okiem którego zrobiłem ogromny skok i zacząłem zdobywać medale Mistrzostw Świata i Europy Juniorów. Ostatnio bardzo dużo dała mi także pomoc Bartosza Soćko, głównie pod względem przygotowania fizycznego i mentalnego. Odnośnie trenerów, o których Pan wspomniał to na pewno bardzo miło wspominam także współpracę z Włodkiem Szyszkinem, którego uważam za bardzo dobrego trenera, zresztą fakt, że tak wyszkolił Kamila Mitonia też o tym świadczy. Z Panem Jerzym Konikowskim także pracowałem przez pewien czas, był zresztą ze mną m.in. podczas MŚ do lat 20 w Indiach, dzięki niemu przez pewien czas miałem też dostęp do programów Chessbase co także ułatwiało trening w tamtym czasie. Miałem także wielu trenerów w ramach sesji Akademii Szachowej. Tak jak jednak wspomniałem, Pan Marian Wodzisławski i Artur Jakubiec dali mi zdecydowanie najwięcej w okresie juniorskim, za co oczywiście im bardzo dziękuję.


29. Witam! Radku, jak wygląda Twoja praca z silnikami szachowymi (Stockfish, Komodo, Fritz), czy służą Ci tylko do szlifowania debiutów (szukanie nowinek, sprawdzanie interesujących posunięć), czy też rozgrywasz z nimi normalne partie szachowe – wiem, że żaden człowiek nie ma dzisiaj szans z komputerem, ale jak to mawiają – graj z lepszymi, może czegoś się nauczysz.


R. W: Zdecydowanie służą tylko do analizy, uważam, że nie ma sensu gra z komputerami, nie bardzo widzę w czym miałoby to pomóc.


30. Jak wygląda Twoja praca z książkami? Jaką ostatnio książkę studiowałeś? Jaką książkę wydaną po polsku uważasz za najlepszą? Czy zdarza się Tobie wracać do jakiejś książki i studiować ją jeszcze raz kierując się taką oto zasadą: mając ELO, np. 2000 studiując książki Kasparowa „Moi wielcy poprzednicy” nauczę się tego i tamtego. Mając rozumienie szachów na poziomie ELO 2400 studiując raz jeszcze powyższe książki nauczę się czegoś nowego, a mając ELO >2700? No właśnie czy mając Radku rozumienie szachów na poziomie 2700 jest sens ponownego studiowania książek z serii „Moi wielcy poprzednicy”? Czy czegoś nowego się nauczy arcymistrz który ma ELO > 2700 ? Książki Kasparowa podałem jako przykład. – Pozdrawiam, Maksymilian Pietras.


                                                              
R. W: Nie, chyba nigdy nie studiowałem żadnej książki więcej niż raz. Kultową książką jest oczywiście „Mój System”, którą wszystkim polecam. Lubię książki z dobrze zebranymi kombinacjami, np. książka Cshaby Balogha z kombinacjami z niedawno rozegranych partii. Polecam też książki B. Gelfanda, szczególnie ta o strategii jest bardzo dobra. „Poprzednicy” Kasparova podobają mi się, ale głównie jako  książka o historii szachów, a nie ze względu na walory edukacyjne. Mam wrażenie, że Kasparov za dużo używa komputerowych wariantów. Tutaj właśnie za dużo lepsze uważam książki B. Gelfanda, który tłumaczył, dlaczego zagrał dany ruch, o czym akurat myślał w danym momencie. Jest to dużo bardziej wartościowe niż styl książek Kasparova.


31. Radku, na początek dziękuję w ogóle, że zgodziłeś się poświęcić czas na nasze pytania!
Chciałbym, żebyś naświetlił 2 kwestie: Przygotowanie psychiczne – co robisz, żeby w dniu partii czy też w trakcie całego turnieju mieć dobry nastrój i zupełnie czystą głowę, tak, by przy szachownicy myśleć tylko o grze, by żadne zmartwienia nie zaprzątały Ci umysłu?


R. W: Myślę, że najważniejsze jest ustabilizowane życie pozaszachowe. Dużo łatwiej skupić się na treningu i grze, jeśli nic nie odwraca uwagi. A w trakcie turnieju to już tylko odpowiedni sen i skupienie się na następnej partii.


32: Przygotowanie fizyczne – Karpow podobno był fanem tenisa, mówi się, że Bartosz Soćko kiedyś biegał po 5 km dziennie. A co Ty sam robisz, by być w formie fizycznej? Czy sądzisz, że są formy aktywności fizycznej, które szczególnie można zalecić szachistom? Jakie krążą na ten temat poglądy wśród czołówki światowej? – Powodzenia we wszystkim! SP.

R. W: Tak jak już wcześniej pisałem, biegam, ostatnio więcej własnie za namowa Bartosza Socko. Myślę, że nie ma jednej aktywności fizycznej, ważne żeby wybrać taką, którą się lubi i którą będzie się uprawiać systematycznie, nieważne czy to pływanie, bieganie czy gra w tenisa.

3 maja 2017
by krzysztofjopek
0 comments

" W Shamkir biały kolor po prostu nawalił" – Radek Wojtaszek w obszernym wywiadzie opowiada o niedawno zakończonym superturnieju w Azerbejdżanie!


Krzysztof Jopek: Jak wrażenia po meczu Lech – Arka? Chyba wychodzi cała prawda, że sport jest totalnie nieprzewidywalny: oto broniąca się przed spadkiem Arka Gdynia triumfuje po emocjonującym spotkaniu nad faworyzowanym Kolejorzem..
Radosław Wojtaszek: Oczywiście wielkie rozczarowanie. Lech nie wykorzystał wielu świetnych sytuacji i głównie dlatego przegrał. Inna sprawa, że piłkarsko to był słaby mecz. Arka ograniczała się do obrony, a Lech też grał dużo słabiej niż normalnie. No nic, teraz zostaje im tylko wywalczyć podium, a najlepiej Mistrzostwo w Ekstraklasie, bo inaczej sezon będzie po prostu stracony.

K. J: Dla wielu silnych arcymistrzów udział w Memoriale Vugara Gashimova jest jednym z ich sportowych marzeń. Niestety, muszą czekać, zapewne większość w ogóle nie doczeka się zaproszenia na podobny superturniej. Jak było w twoim wypadku: zabiegałeś o ten start, czy propozycja przyszła bez specjalnego zaangażowania z twojej strony?

R. W: Oczywiście jest to jeden z najsilniejszych turniejów na Świecie, dlatego udział w nim jest tak ekscytujący. Nie zabiegałem o udział w nim, na początku dostałem informację od organizatorów, że jestem na ich liście rezerwowej. Po dwóch dniach okazało się, ze mogą zaproponować mi miejsce w turnieju. Nie ukrywam, że były to bardzo długie dwa dni oczekiwania.

K. J: Które czynniki zatem są decydujące przy podziale zaproszeń przez organizatorów tego typu superturniejów?

R. W: Nie mogę się wypowiadać za organizatorów, ale wszędzie głównym kryterium będzie ranking. Na pewno organizatorzy turnieju w Shamkirze chcieliby mieć samych zawodników Top-10, ale w tym czasie nałożyło się na siebie wiele supertuniejów np. Baden-Baden, czy wcześniej Zurich. Dlatego też musieli oni schodzić niżej, a ja wtedy byłem akurat bodajże 18 na świecie na live liście. Pod nieobecność zawodników z wyższym rankingiem byłem więc raczej naturalnym wyborem. Jeśli chodzi o pozostałe kryteria, to często organizatorzy decydują się na zaproszenia lokalnych zawodników, bo to zawsze przekłada się na większe zainteresowanie (np. Loek van Wely w Wijk aan Zee, czy swego czasu Vallejo w Linares). Na zaproszenia mogą liczyć też szczególnie wybitni juniorzy jak Wei Yi (choć on teraz już praktycznie wszędzie będzie się łapał rankingiem) czy Hou Yifan jako najlepsza i praktycznie jedyna kobieta, która ma względne szanse na rywalizację z czołówką męską. Ja w tym roku mam to szczęście, że grałem już w Wijk aan Zee, Shamkirze, a czeka mnie jeszcze czas w Dortmundzie. Po części jest to pochodna mojego wysokiego rankingu, ale też faktu, że terminarz od marca do września jest niesamowicie wypełniony superturniejami i zawodnicy z Top-10 nie mogą się rozdwoić i grać wszędzie. Dlatego też organizatorzy muszą zapraszać trochę niżej notowanych zawodników, jak ja się śmieję, tych „gorszego sortu”:) Swoją drogą śmiesznie się złożyło, że ilość zaproszeń zwiększyła się w momencie kiedy skończyłem 30 lat. Życie zaczyna się po 30-stce!:)

K. J: Jak wyglądał turniej w Shamkir od strony organizacyjnej? Masz jakieś zastrzeżenia co do warunków pobytu, hotelu, kuchni itp?

R. W: Organizacja turnieju była niesamowita, ale dla nikogo nie było to zaskoczeniem, bo od pewnego czasu Azerbejdżan inwestuje w szachy ogromne środki, a za tym idzie poziom organizowanych imprez, żeby tylko wspomnieć tak dla nas szczęśliwą Olimpiadę w Baku, która była najlepsza w historii i pewnie jeszcze długo się to nie zmieni. Mieszkaliśmy w bardzo dobrym hotelu, świetna kuchnia. Organizatorzy bardzo szybko rozwiązywali problemy, jeśli tylko takowe się pojawiały. Mnie szczególnie bardzo imponowało to, jak zorganizowany był ten turniej od strony medialnej – wiele banerów w mieście, wielu dziennikarzy na konferencjach prasowych, legendarny Ljubomir Ljubojevic w roli komentatora. Widać, że nie jest to turniej w stylu „sponsor wyłożył środki, robimy turniej i koniec”, ale naprawdę jest to bardzo dobrze przemyślane przedsięwzięcie. Turniej poświecony jest pamięci Vugara Gashimova – młodo zmarłego bardzo silnego azerskiego szachisty i ten akcent też jest bardzo widoczny i akcentowany przy wielu okazjach, co uważam za bardzo właściwe.

K. J: Przejdźmy do twojego występu. Początek był dla ciebie bardzo ciężki. W pierwszej rundzie od razu wpadłeś pod dużą presję ze strony Kramnika. Na drugi dzień było jeszcze gorzej, bo przegrałeś z Topałowem, który zaskoczył cię nowinką, a ty niezbyt dobrze reagowałeś. Opowiedz o tych partiach i o tym w jakim nastroju się znajdowałeś mając 0.5 pkt z 2 pkt.

R. W: To prawda, start miałem fatalny i po słabych 2 rundach (i w perspektywie partii czarnymi z Wesleyem So) wiedziałem, że muszę bardzo uważać – w przypadku złego wyniku z Wesleyem byłoby już bardzo źle, a co gorsza wszyscy mieliby mnie za „klienta”, widzieliby, że jestem w złej formie i szukaliby każdej możliwej okazji do ogrania mnie. Jeśli chodzi o partię z Kramnikiem, to ona dobrze obrazuje jak ciężka jest gra z zawodnikiem tego pokroju. W debiucie nie dostałem przewagi i miałem możliwość 3-krotnego powtórzenia pozycji. Stwierdziłem, że chcę grać, mimo że nie miałem raczej racjonalnych przesłanek ku temu i pragmatyczne raczej byłoby po prostu zrobienie remisu. Po jednej niedokładności dostałem trochę nieprzyjemną pozycję, którą musiałem bronić i partia trwała ponad sześć godzin. Mimo, że turniej fizycznie wytrzymałem bardzo dobrze to jednak takie „dodatkowe” ubytki energii nigdy nie są wskazane. Przeciwko Topałowowi nie miałem wiele do powiedzenia, tzn. dostałem bardzo silną nowinkę, mimo że już przed tym jak ją zagrał, zapytałem w myślach siebie „a co jak zagra ten ruch?”. Było to na tyle naturalne posunięcie, że mogłem, i powinienem, mieć je przeanalizowane w domu. Znowu zabrakło mi pragmatyzmu, tzn. widząc, że partia nie idzie po mojej myśli powinienem jakoś uprościć albo przynajmniej zagrać spokojniej. A ja zdecydowałem się na słaby, ale wyglądający agresywniej plan Sa4-Sc5, dostałem silne d4! i pozycja była już ciężka. Inna sprawa , że Topałow grał tę partię rewelacyjnie, a uderzenie Wxb2! to był Topałow z najlepszych lat. Podsumowując, początek nieudany, ale starałem się nie załamywać, tzn. zdawałem sobie sprawę, że w takim turnieju porażka może się zdarzyć i nie ma co jej wyolbrzymiać, a po prostu być gotowym na następny dzień.

K. J:  Jednak mecz z Wesleyem So czarnymi nie ułożył się źle dla ciebie, w ogóle można było odnieść wrażenie, że czarnymi dostajesz niezłe pozycje, natomiast biały kolor w tym turnieju „nawalił”. Z czego ta, dość nieoczekiwana sytuacja wynika?

R. W: Partia z Wesleyem była ciekawa, ale raczej nie miałem w niej problemów, zagrałem porządną partię na wysokim poziomie. Co do kolorów, uważam, że czarnymi był to dla mnie turniej bliski perfekcji, w żadnej z partii nie miałem większych problemów. Jedynie z Harikrishną musiałem się bronić, ale było tak mało materiału, że nie było to trudne. Z So, Eljanovem i Adamsem praktycznie ani przez moment nie byłem zagrożony. Białymi z kolei było zupełnie inaczej. Poza partią z Mamedyarovem, w żadnej innej partii nie byłem w stanie postawić przeciwnika pod presją. Miałem pewne szanse z Radjabovem, ale nie wynikały one raczej z przygotowania. Tak jak mówisz, biały kolor po prostu nawalił. Wynika to z dwóch rzeczy – w przygotowaniach do turnieju zdecydowanie skupiłem się na czarnych, między innymi musiałem załatać dziury debiutowe powstałe po Wijk-u. Druga kwestia jest taka, że sytuacja kiedy białymi nie ma się przewagi, a czarnymi się wyrównuje nie jest niczym szczególnym – dużo trudniej znaleźć przewagę białymi niż wyrównać czarnymi. W tak silnym turnieju uważałem, że podstawą jest posiadanie stabilnego i pewnego repertuaru czarnymi – jeśli nie pójdzie coś białymi to przeciwnik wyrówna i tyle, ale jeśli nie pójdzie czarnymi to po od razu jest się pod presją przegrania partii. Kolejna sprawa jest taka, że rozbudowuję repertuar czarnymi, zacząłem ostatnio grać dużo więcej debiutów po 1.e4 i między innymi dlatego mam stosunkowo mniej czasu na białe. Potrzebuje trochę czasu, żeby to wszystko zbilansować. Nie ma też co ukrywać, nie jestem takim wirtuozem szachownicy jak Carlsen czy Mamedyarov, że zagram cokolwiek i wykreuję sobie multum szans już w trakcie partii. Podejrzewałem to już przed turniejem, a jego przebieg tylko mnie w tym utwierdził. Jeśli mam mieć szanse wygrywać z najlepszymi to oczywiście muszę rozwijać się wszechstronnie, ale w przygotowaniu debiutowym muszę być od nich po prostu lepszy.

Foto: http://shamkirchess.az/content/138

K. J: Ile w takim razie czasu minie zanim wszystko zbilansujesz w sensie zasymilowania nowych debiutów ale tak aby inne sprawy nie leżały odłogiem? Odnoszę wrażenie, że wziąłeś na swoje barki naprawdę duże zobowiązania!

R.W: Musiałem rozbudować repertuar po 1.e4, bo grałem głównie Najdorfa, a to było za mało, żeby móc  grać z najlepszymi – jeśli ktoś gra 1.e4 to miał na mnie za łatwe przygotowanie – tylko Najdorf. Teraz jest zupełnie inaczej, bo dodatkowo zacząłem grać Partię Hiszpańską, Caro-Canna czy nawet Obronę Francuską. Szczerze powiem, że nie wiem kiedy to wszystko się zbilansuje, inna sprawa, że nad debiutami trzeba pracować non-stop bo przepływ informacji jest ogromny, nowe idee pojawiają się cały czas. Może i są to duże zobowiązania, ale uważam, że to jedyna droga do stworzenia sobie szansy, żeby w turniejach pokroju Shamkiru walczyć o coś więcej. Ograniczają mnie trochę dwie sprawy. Po pierwsze, nie współpracuję już na co dzień z Vishym, a było to najlepsze co spotkało mnie na wcześniejszym etapie kariery. Pomijając fakt, że mogłem uczyć się i pracować dla Mistrza Świata, to po każdym jego meczu mieliśmy multum idei, które mogliśmy grać w swoich partiach. Ok, nie było tak, że pokazywaliśmy najlepszą ideę w losowej partii, ale nie było żadnego zakazu, po prostu zdroworozsądkowo staraliśmy się zachować najlepsze idee na najważniejsze partie. Reasumując – po każdym takim meczu miałem praktycznie gotowy repertuar debiutowy na najsilniejszy turniej w jakim występowałem. Teraz Vishy nie gra meczów o MŚ, więc takiego luksusu nie mam. Druga sprawa to fakt, że niestety nie  do końca mam warunki, żeby samemu móc sobie pozwolić na posiadanie sekundanta przez cały czas. Oczywiście, współpracuję z kilkoma innymi szachistami, ale co innego kiedy ktoś mi sekunduje i pracujemy typowo na mnie, a co innego kiedy jest to wymiana informacji. To oczywiście trochę spowalnia wszystko, ale mimo to jestem dobrej myśli i sądzę, że na Dortmund będę gotowy i uzbrojony w ciekawe idee:)

K. J: A kto tym razem sekundował ci przed i w trakcie turnieju w Shamkir?

R. W: Wiele się nie zmieniło w tym względzie, tak jak podczas Wijk aan Zee pomagał mi Marcin Dziuba, zawsze mogę też liczyć na pomoc Grześka Gajewskiego, który co prawda teraz pomaga Vishemu, ale zawsze znajdziemy debiuty, które interesują nas obu. Nie ukrywam jednak, że dalej szukam kolejnych osób, z którymi mógłbym współpracować. Efekt synergii zawsze jest w cenie:)

K. J: W trakcie nazwijmy to – shamkirskiej remisowej „smuty” – wielu kibiców ( w tym ja!) pisało, że nie mogą twoich partii obejrzeć do końca, bo czują się znudzeni, mówili, że grasz defensywnie, sucho i schematycznie: „W partiach Wojtaszka niewiele się dzieje!”. Co byś im na te uwagi odpowiedział?

R. W: Nie jest łatwo odnieść się do tego zarzutu, bo wiem, że kibice chcieliby, żebym wygrał ten turniej i do tego zagrał „nieśmiertelne” partie. Takie prawo kibica i nic mi do tego. Sam dziś tak kibicowałem Lechowi:) Prawda jest jednak trochę bardziej złożona. Po pierwsze, nie zgadzam się, że mój styl jest „suchy” czy „schematyczny” – to zależy wszystko od przeciwnika, turnieju itd. Nie bierze się pod uwagę skali, tzn. że grałem teraz z najlepszymi na świecie. Zobacz jak wyglądał np. mój start w MP w 2016 roku – 5 wygranych, 3 remisy i jedna porażka. Po prostu, to co np. działa w Polsce, nie działa już w kołówce pokroju Shamkiru, to zupełnie inny poziom. Zgadzam się, że nie jestem zawodnikiem pokroju Mamedyarova, Jobavy, Rapporta czy innych, którzy sami w sobie są agresywni i dążą do komplikacji. Ja nie unikam komplikacji, ale dążę do tego, żeby mieć je na swoich warunkach, tzn. uprzednio przygotowanych np. jak w partii z Mamedyarovem. I to jest podstawowa różnica. Doskonale zdaję sobie sprawę, że dobijając do 2750 muszę potrafić tak naprawdę wszystko, co nie znaczy, że sam muszę forsować losowe pozycje, których wcześniej nie widziałem na oczy. Mój styl charakteryzuje się dobrym przygotowaniem i jest tutaj dość cienka granica. Jak wszystko idzie po mojej myśli to zdarzają się perełki jak z Mamedyarovem, natomiast jeśli jestem w gorszej formie albo jestem słabiej przygotowany to może się kończyć „drętwymi” remisami. To tak trochę jak w tenisie – czy jak ktoś gra z Federerem czy Nadalem to czy bez dobrego serwisu może wygrać? Kolejna sprawa, to moja gra czarnymi – ciężko mnie obwiniać, że w moich partiach nie działo się wiele jak zrobiłem w nich 2/4 bez większych problemów. Oczywiście, mogłem zagrać jakieś niestandardowe debiuty, ale pewnie skończyłoby się to gorszym wynikiem i komentarzami typu „Wojtaszek nie nadaje się na takie turnieje” nie mówiąc o gorszych:) Przyznaję, że nie funkcjonował mój biały kolor, ale tak jak mówiłem, nie jest o to łatwo w partiach z Kramnikiem czy Karjakinem. Sam Magnus miał ogromne problemy aby przebić Karjakina, więc myślę, że to dość sporo tłumaczy jak ciężko dostać z nim grę.
K. J: Gdzie byśmy nie szukali przyczyn twoich remisów, kibice bardzo szybko puścili wszystko w niepamięć widząc, jak zmasakrowałeś Shakha! Opowiedz o tym  zjawiskowym meczu coś więcej!

R. W: Łaska kibica na pstrym koniu jeździ:) Ta partia pokazuje jak jedna partia może zmienić postrzeganie całego turnieju. Akurat Shakh jest bardzo fajnym przeciwnikiem, bo nie dość, że sam gra, to jeszcze daje przeciwnikowi pograć. Była to moja ostatnia partia białymi i wiedziałem, że to pewnie ostatnia szansa na spróbowanie czegoś specjalnego, czegoś, co pozwoli mi zaznaczyć swoją obecność na tym turnieju. Shakh grał bardzo szybko w debiucie i nie ukrywam, dość mocno mnie to zaniepokoiło, tym bardziej, że nie do końca spodziewałem się tego wariantu. Po 15…Hd7 nie byłem w stanie przypomnieć sobie konkretnych wariantów, ale pamiętałem jeszcze rozmowę sprzed kilku lat z Grześkiem Gajewskim, który mówił mi w stylu: „jeśli czarne nie grają Sbd7, to ofiarowujesz wieżę na a1 i masz silny atak na królewskim”:) Po 16.Hh4 Mamed zamyślił się na prawie godzinę, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że jego pozycja jest ciężka. 17…Sxd4 było moim zdaniem bardzo dobre z praktycznego punktu widzenia, ale nie ratowało czarnych.  Wygrana pozwoliła mi wyjść na 50% oraz dodać trochę dramaturgii do końcówki turnieju.

Partia Wojtaszka z Mamedjarowem lotem błyskawicy obiegła cały szachowy świat! Foto:http://shamkirchess.az/content/138

K. J: Szóste miejsce, 4,5 pkt z 9 pkt, jedna bajeczna wygrana, jedna przegrana przy reszcie remisów. Jak oceniasz swój występ, czego nowego dowiedziałeś się o sobie, swojej grze, dzięki występowi w Memoriale Gashimova?

R. W: Start uważam za poprawny, ciężko uznać 50% za wielki sukces, ale biorąc pod uwagę z kim przyszło mi się zmierzyć to uważam, że nie było źle. Na pewno dowiedziałem się, że mogę rywalizować z najlepszymi na świecie na względnie równych prawach. Utwierdziłem się także w przekonaniu, że w turniejach tego pokroju nie można sobie pozwolić na żaden gorszy dzień, bo od razu odbije się to na wyniku. I chyba to najbardziej odróżnia ten start od poprzednich – grając z choć trochę słabszymi (choć dalej przecież silnymi arcymistrzami z rankingiem w granicach 2600) chwila nieuwagi czy słabsza forma nie kosztuje aż tak wiele, bo potencjalne straty łatwo nadrobić w kolejnych rundach. W Shamkirze po przegranej na początku musiałem czekać praktycznie do samego końcu, żeby w ogóle dostać szanse odbicia się. No i to co zawsze przeczuwałem – jeśli kiedykolwiek mam odnosić sukcesy w takich turniejach to wszystko musi się zgrać idealnie, począwszy od dobrego przygotowania debiutowego, przez dobrą formę, aż do idealnego przygotowania fizycznego. W Shamkirze zawiódł mnie biały kolor i od razu było widać jak moja gra na tym cierpi.

K. J: Zaproszenia ostatnio sypią się jak z rękawa, zaczął się ruch w interesie. Po dwóch wielkich superturniejach zagrasz w DMŚ w Chanty-Mansyjsku, potem w Dortmundzie i tyle wiadomo. Jakie plany masz na drugą połowę 2017 roku?

R. W: Po Dortmundzie zagram jeszcze w lidze hiszpańskiej, która będzie idealnym przetarciem przed Pucharem Świata, który odbędzie się we wrześniu w Gruzji. Wiadomo, że jest to tak nieprzewidywalna impreza, że ciężko wiązać z nią jakieś konkretne oczekiwania, ale docelowo powinien być to mój najważniejszy start w tym roku. A potem zobaczymy co dalej.

K. J: Bardzo ci dziękuję za rozmowę, życzę powodzenia i zapraszam do odpowiedzi na pytania Czytelników  przewidzianych jako część druga!

R. W: Również dziękuję!:)



1 maja 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Szóste miejsce Radka Wojtaszka na superturnieju w Shamkir! Wygrał po raz drugi Shakhriyar Mammadyarov!

Azerbejdżan jest krajem, gdzie szachy są wielką narodową pasją, gdzie zorganizowanie superturnieju z wielkimi pieniędzmi, pokaźnymi gażami dla uczestników, oprawą godną najlepszych zdarzeń sportowych, nie jest żadnym problemem. Na takie coś pieniądze się znajdują i co najważniejsze nikt nie uważa, że zostały źle zainwestowane. Polsce bardzo daleko do Azerbejdżanu w tej materii, jedyny znany turniej kołowy w niewielkim, uzdrowiskowym miasteczku, Polanicy-Zdroju (w którym ostatnio dość często zdarza mi się bywać) przeżywa swój regres, a czasy gdzie wielkie nazwiska zjeżdżały do niewielkiej Polanicy należą już do odległej przeszłości. Niestety, nie mamy nic do zaoferowania superarcymistrzom światowego formatu jako kraj, dlatego musimy liczyć na uprzejmość innych federacji przy rozdziale zaproszeń. Naszemu najlepszemu arcymistrzowi, Radkowi Wojtaszkowi, darzy się w tym roku niebywale. Oto na przestrzeni sześciu miesięcy zagrał i zagra w kilku najwyższej klasy superturniejach, o których niejeden silny arcymistrz mógłby tylko pomarzyć.  Wijk aan Zee, obecnie Shamkir (wcześniej silny open, tam jednak mógł zagrać każdy) za miesiąc reprezentując polskie barwy wystąpi w elitarnych Drużynowych Mistrzostwach Świata, wreszcie wystąpi w bardzo ciekawie zapowiadającym się, bardzo silnym turnieju w Dortmundzie. Po latach chudych nasz arcymistrz wydaje się wstępować w okres lat tłustych.

Jest porządek chłodnej oceny, jest też porządek kibicowania. Te dwa porządki często się ze sobą nie spotykają, ja ostatnio, mam tego pełną świadomość, zdecydowanie bardziej uległem temu drugiemu podejściu kierując w stronę Radka Wojtaszka wiele cierpkich słów. Wcieliłem się bardziej w rolę kibica i to kibica o dość wybujałym ego, który pragnie widzieć krew i same tylko zwycięstwa swojego idola. Niestety, gdy wyłączył mi się „kibic”, a doszedł do głosu chłodny analityk, uświadomiłem sobie czego tak naprawdę wymagałem od naszego reprezentanta w turnieju kołowym o rankingu średnim 2765 elo. Radek Wojtaszek powiedział mi ostatnio, że on w dalszym ciągu jedzie tam uczyć się gry z elitą, wszak tych jego prób nie było aż tak wiele w porównaniu ze starymi wyjadaczami, takimi jak Kramnik czy Karjakin. Jeśli weźmiemy pod uwagę stosunek doświadczenia w turniejach elitarnych Wojtaszka i reszty, to w dalszym ciągu pomiędzy Polakiem, a innymi uczestnikami Shamkir jest przepaść, oczywiście na korzyść przeciwników naszego reprezentanta. Jeśli z tej perspektywy spojrzymy na jego start, wyjście na pewne 50%, oderwanie się od turniejowego ogona, uczestniczenie w intrydze zatrzymania Szacha na jedną rundę w uzyskaniu przez niego pewności wygranej (po genialnej partii!), to dojdziemy do wniosku, że ten turniej może być bardzo dobrym punktem wyjścia do snucia dość optymistycznych wizji na przyszłość. (A wiecie, jakie były kulisy debiutowej wojny Wojtaszka z Mamedjarowem? Na serwisie http://www.chess-news.ru/node/23096, przeczytałem, że sekundant Mamedjarowa pokazał mu cały wariant zagrany w partii… ale do ruchu Wojtaszka 16. Hh4, który to ruch był dla Szacha tak dużym zaskoczeniem, że zużył na jego rozpracowanie blisko godzinę, choć i tak nie poradził sobie przy desce, reagując fatalnie w tej skomplikowanej pozycji.

Medytacje przed pojedynkiem z Mammadyarovem. Foto: http://shamkirchess.az/content/138

Na co narzekaliśmy? Przede wszystkim na dość suchą grę Wojtaszka, w której nie wiele się działo. Sam Radek Wojtaszek powiedział mi (zresztą o wszystko dopytam go w wywiadzie, który planujemy, a więc czuj duch czytelnicy!), że przeciwnicy byli dobrze przygotowani, nie chcieli złapać się na żadną analizę. Oczywiście (snuł rozważania Radek w rozmowie ze mną), mógłby każdą partię grać ostro, ryzykownie i zbierać baty, ale czy o to chodzi? I co wtedy my, kibice byśmy sądzili, gdyby wrócił z wynikiem „-3”?  Z całego turnieju tylko dwie partie Wojtaszka dość mocno się wyróżniają: przegrana z Topą, gdzie Polak dostał nowinkę i bardzo źle zareagował i analogiczna partia Wojtaszka z Mamedjarowem, który sam dał się złapać w sidła. Ogólnie rzecz ujmując można uznać, że remisy są oznaką stabilności gry. W tak mocnej obsadzie nasz arcymistrz remisował raczej bezproblemowo. Fakty są też takie, że jeśli arcymistrz przedziału 2750 +, nie ma ochoty na grę i wybierze suchy wariant „na remis”, to nie ma najmniejszej szansy żeby zrobić mu krzywdę. W szachach na tym poziomie do tanga trzeba dwojga.

 Wielkiej sensacji nie było, o bardzo dobrym występie też nie może być mowy, ale było nieźle! To była piekielnie mocna kołówka, z której Wojtaszek wyszedł obronną ręką i jak sam to ujął: „nie dał się stłamsić”. On wciąż się tej gry z elitą uczy, każdy turniej to potężny bagaż doświadczeń, który kumulując się daje nadzieję, że za każdym nowym występem, możemy spodziewać się czegoś lepszego.

Na koniec chciałem was zaprosić na coś szczególnego. Mianowicie arcymistrz Radek Wojtaszek zaprasza was do zadawania mu pytań, które możecie dawać w formie komentarzy pod tym właśnie postem. Zebrane pytania wyślę mu, a on odeśle je z odpowiedziami, które dołączę jako część drugą pod naszym wywiadem, który powinien za jakiś czas się ukazać. Sytuacja jest jak widać niepowtarzalna. Oto macie możliwość, nie wychodząc z domu, zapytać się o co chcecie arcymistrza szerokiej czołówki światowej!

26 kwietnia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

W Shamkir po pięciu rudach na prowadzeniu Memedjarow! Wojtaszek w ogonie i bez przełamania!

Piszecie do mnie, że może za bardzo pompuję ten Wojtaszkowy balon przed turniejem, a potem mamy, co mamy. Owszem, pompuję balon ale nie ten, o którym tu mowa. Mianowicie zawsze jestem pełen entuzjazmu z racji rozpoczynającego się bardzo silnego turnieju kołowego z udziałem naszego przedstawiciela, jednak nigdzie nie napisałem, że spodziewam się doskonałego występu Polaka. Gdybyśmy na moment zamienili się rolami i ktoś z was wystąpiłby w roli dziennikarza pytającego autora tej strony o przedturniejowe prognozy dotyczące startu Radka Wojtaszka w Shamkir, to z pewnością byłbym jednym z ostatnich do snucia jakichś fantastycznych scenariuszy. Faktem jest, że nasz arcymistrz nie miał jeszcze elitarnego turnieju, w którym doszłoby do pozytywnego przełamania. Są oczywiście krótkie refleksy świetlne na tej, dość ciemnej drodze. Jednak, generalnie rzecz ujmując, Wojtaszek nigdy nie włączył się do walki o dobre miejsca w turniejach elity. Więc jeśli zapytalibyście mnie o moją ocenę przed turniejem byłbym niezwykle ostrożnym realistą. Natomiast radość, że w ogóle mamy szachistę, któremu zdarza się być zaproszonym na tak klasowy turniej jest uczuciem z zupełnie innego porządku. Cieszę się na start Polaka ponieważ dni, w których gra swoje mecze są znacznie bardziej interesujące w odróżnieniu od okresów długiej turniejowej smuty, gdzie nic ciekawego się nie dzieje. Owszem, można śledzić rozgrywki ligi chilijskiej, można zawiesić oko na turnieju granym na Antypodach, ale robi się to raczej z czysto kronikarskiego, czy też dziennikarskiego obowiązku.


Krótka partia Wojtaszka z byłym Pretendentem. Foto: http://shamkirchess.az/content/138
Od rundy czwartej, niestety, nie siedzę od dechy do dechy na transmisji partii Wojtaszka ze wzrokiem wlepionym w ekran komputera. Wygląda to tak, że w trakcie partii co jakiś czas podchodzę, sprawdzając co się zdarzyło po 4-5 posunięciach, trochę poanalizuję i znów wracam do innych obowiązków. Gdyby naszemu arcymistrzowi ten turniej wychodził bez zastanowienia porzuciłbym mniej ważne zajęcia. Tymczasem Wojtaszek jest w ogonie, na samym końcu tabeli plasuje się tuż przed ostatnim, grającym najsłabiej Harikrishną. Problem jest taki, że przeciwnicy Polaka, choć zdarzają im się dni gorsze, to wygrywają jednak inne spotkania, odkuwają się po prostu. Wojtaszek w Shamkir jeszcze nie wygrał, ma za to jedną porażkę. Nie mogę się też oprzeć wrażeniu, że jego styl gry robi się coraz bardziej defensywny, na nie przegranie i nie wiem też, jaki ma być efekt finalny tego typu gry w perspektywie dalszej. Z szachistami ścisłej elity szanse na zwycięstwo stają się przy takim obrocie sprawy czysto statystyczne. No, chyba, że przeciwnik przegnie, straci głowę, zechce wyciągnąć z pozycji więcej, niż ta jest mu w stanie dać. W sumie jeśli podliczymy ilość zwycięstw Wojtaszka w obu Tata Steel Chess plus turniej w Shamkir, to otrzymujemy wynik: tylko 4 wygrane na 31 partii. Nie ma tego za wiele więc wymienię: wygrane nad Carlsenem i Caruaną w 2015 roku (piękny czas, ale do diabła ile mamy jeszcze to wspominać?), zwycięstwa nad Wan Wely i Wei Yi w roku bieżącym, w Shamkir wygranej jeszcze nie odnotowaliśmy. Mało. Za mało tych wygranych. Inaczej jest, jeśli gra się nawet serię remisów, jednak ogra się kogoś raz na jakiś czas nie zaliczając wpadek. Radkowi Wojtaszkowi pomimo tego „defektu wygranych” wpadki się jednak zdarzają. Te analizy jak widać to nie może być dobry prognostyk na przyszłość, oczywiście jeśli specyfika tych parametrów nie ulegnie zmianie. Coś optymistycznego? No może coś tam znajdę, żebyście nie odchodzili od artykułu z nosami zwieszonymi na kwintę. Pozostały cztery rundy. Jutro Wojtaszek mając białe może pokusić się o dobry wynik z Radżabowem.


Timur Radżabow będzie przeciwnikiem Wojtaszka w rundzie szóstej. Foto ze strony: http://shamkirchess.az/content/138


 Pojutrze czeka na Polaka nie potrafiący się odnaleźć w Shamkir Harikrishna i tutaj Wojtaszek też może spróbować wziąć sprawy w swoje ręce. Potem białymi z Mamedjarowem. Mamedjarow punktuje, jest na fali, w sumie jestem bardzo ciekaw gry Wojtaszka z gospodarzem tych zawodów. A na koniec zostaje powoli zbliżający się do pięćdziesiątki, jak zawsze solidny, Michael Adams. W sumie ten turniej może być jeszcze ciepło wspominany, bo zmagania wciąż trwają. Mało przekonujący ten mój optymizm, nie? Wiem, jednak nic na to nie poradzę. Czekamy na ostatnie, decydujące rundy turnieju w Azerbejdżanie.

23 kwietnia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Słaby start Wojtaszka w Shamkir. W dwóch "białych" pojedynkach zdobył tylko 0,5 pkt. z 2 pkt!

Jestem pełen najgorszych przeczuć przed dzisiejszym pojedynkiem Wojtaszka z So Wesleyem. Przeciwnikowi Radka Wojtaszka piękną passę bezceremonialnie przerwał Mamedjarow i jestem tego pewien, dziś będzie chciał się odegrać na blado grającym Polaku. No, nie ma miodu kochani, fakty są jakie są. Patrzeć się na grę Radka Wojtaszka nie da z satysfakcją. Widząc taką grę i odczuwać radość to pierwszy krok do zdiagnozowania u siebie masochistycznych zapędów. Takowych nie posiadam, dlatego źle mi się ogląda, nie specjalnie kibicuje, jeszcze gorzej komentuje. Ostatnio na spacerze pomyślałem sobie nawet czy to zawsze tak będzie, że najlepszymi chwilami w tego typu zdarzeniach będą momenty samego oczekiwania na nie?

Z Kramnikiem Wojtaszek odrzucił szybkie powtórzenie posunięć, choć mało kto zwrócił na to uwagę. Radek Wojtaszek chciał podejść do sprawy ambitnie, jednak wpadł pod długotrwałą presję ze strony byłego mistrza świata. Powstał dość typowy scenariusz w partiach Radka Wojtaszka, czyli energochłonna wielogodzinna batalia. Była to gra pod napięciem na dwa rezultaty. Radek zachował zimną krew, wybronił tę, według mnie remisową pozycję, ale musiało to go kosztować dużo sił. W sumie też się zmęczyłem przy tym pojedynku. Z kolei mecz z Topałowem był zagrany przez naszego arcymistrza fatalnie. Dodajmy, że w obu pojedynkach miał białe, a przeciwnicy nie napracowali się z nim przy przejmowaniu inicjatywy, która po paru posunięciach była przez naszego arcymistrza oponentom sprezentowana.

Dziś po wczorajszym ciosie mecz Wojtaszka z So. Skłamałbym, jeślibym napisał, że zasiadam w niezłym nastroju do tej partii. Przeciwnie. Jestem pełen obaw, złych przeczuć i ogólnie nie jestem w szampańskim nastroju. Zobaczymy jak nasz szachista się zachowa, bo sytuację ma już mocno skomplikowaną – przez resztę turnieju będzie już na liście przyszłych „ofiar”, tych, do których należy się w grze przyłożyć.

Monika Soćko, choć przegrała z Dzagnidze w partii, do której podeszła bardzo ambitnie, to jednak należą się jej słowa pochwały za waleczność. Zdecydowanie lepiej ogląda mi się grę Moniki i reszty naszych pań, niż „Cierpienia Młodego Wertera” w niewielkiej miejscowości, leżącej w północnej części Azerbejdżanu.

 Za chwilę Wojtaszek gra z So. Ma czarne i choć czarno tego nie widzę (choć są to minorowe kolory) to powody do zmartwienia mam. Z ciężkim sercem więc zasiadam do rozpoczynającej się właśnie transmisji.


21 kwietnia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

W Rydze Monika Soćko powalczy na pierwszej desce z Gruzinką Naną Dzagnidze, a w Shamkir Radek Wojtaszek zagra z Władimrem Kramnikiem!!

Uwielbiam takie dni. Są orzeźwiające niczym zimna lemoniada w upalny, letni dzień. Oto mamy zbieg okoliczności co się zowie, wielką koniunkcję, która zdarza się tak rzadko. Mianowicie w dwóch różnych miejscach globu dojdzie do dwóch bardzo ważnych z punktu widzenia kibica spotkań. W Rydze Monika Soćko robi wszystko by nie można było oderwać się od transmisji. Nasza arcymistrzyni wciąż trzyma się w czołówce szerokiej stawki zawodniczek, które jeszcze mają szanse zamieszać, jeszcze mają szanse na medal mistrzostw Europy. Monika zagra czarnymi z Dzagnidze i będzie to mecz o wszystko, przynajmniej dla naszej zawodniczki. Celem Dzagnidze, choćby z racji prowadzenia na pewno jest – nie przegrać. Ma jednak białe, więc z pewnością zechce, oczywiście przy nadarzającej się okazji, pokusić się o postawienie tzw. „kropki nad i”. Remis nie przekreśla szans Gruzinki na złoto on by tylko przeniósł ciężar walki o pierwsze miejsce na ostatnią, jedenastą rundę. Monice remis mniej pasuje, o przegranej w ogóle nie ma co rozmawiać, przydałoby się po prostu wygrać. Tyle o kulisach zbliżającego się pojedynku Nany Dzagnidze z Moniką Soćko.

 Powiem tak – Monika Soćko odkąd zacząłem się interesować szachami (Uwaga, krótki moment retrospektywy: były to czasy, kiedy magazyn „Szachista” wydawano w małym, zeszytowym formacie i próbowałem go co miesiąc ustrzelić w pobliskim kiosku, a Monika była jeszcze Bobrowska, nie Soćko) była dla mnie ideałem sportsmenki. Zawsze ją podziwiałem, a najbardziej dla mnie rzeczą niepojętą jest, jak w domu pełnym dzieci można utrzymywać tak wysoką formę sportową. No bo kiedy tu trenować, kiedy każdego dnia mało, a doba jest źle coś pomyślana z tymi swoim 24 godzinami? Muszę o to kiedyś dopytać naszej mistrzyni!

Generalnie rzecz ujmując nasza szachistka ma bardzo interesujący sezon. Najpierw jedzie na MŚ, tam odpada w pierwszej rundzie, choć jest faworytką (spada na nią fala nieuzasadnionego hejtu za nakrycie głowy, obowiązujące w krajach muzułmańskich). Następnie udaje się z mężem na turniej do Grazu, gdzie wyżywa się, dając upust swojej sportowej złości, kosi słabych, a ze znacznie silniejszymi rywalizuje jak równy z równym. Wreszcie w cuglach wygrywa tytuł MP, a teraz jest bardzo blisko kolejnego medalu. Blisko-daleko, ktoś powie. To prawda, jednak Monika tam w czołówce jest i ważne, że gra o medal, że wypracowała sobie mówiąc żargonem piłkarskim tzw. „stówę”. Trzymam mocno kciuki!

Druga część dzisiejszej wielkiej koniunkcji szachowej będzie miała miejsce w Shamkir, niewielkiej mieścinie leżącej w północno-zachodnim Azerbejdżanie. Tam nasz arcymistrz, Radek Wojtaszek, jest już po losowaniu numerów startowych i w pierwszej rundzie zagra białymi z samym Władimirem Kramnikiem. Jest to turniej, w którym bardzo często będzie się używało zwrotu „z samym”. To jest turniej elitarny, w Shamkir nie ma nawet jednego przypadkowego nazwiska, kogoś słabszego z nadania organizatorów. Myślę, że kojarzenia Wojtaszek ma bardzo dobre. Białymi zagra z Kramnikiem, Karjakinem, Mamedjarowem to chyba najgroźniejsi oprócz So Wesleya, więc lepiej dysponować atutem pierwszego posunięcia. I to chyba tyle. Czekamy aż ruszą zegary szachowe w Shamkir, a potem w Rydze.

O godzinie trzynastej ustawiam transmisję i kibicuję. Zapowiada się dzień jak nigdy. Oby bańka nastrojów nie prysła późnym popołudniem!

19 kwietnia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Za dwa dni Radek Wojtaszek rozpoczyna superturniej w Shamkir!

Będzie to drugie w tym roku starcie Wojtaszka z elitą, a jeśli dodamy do tego jego czerwcowy start w DMŚ, gdzie na pewno spotka się z najlepszymi, to spokojnie można oznajmić, że w 2017 roku turniejowo darzy mu się znakomicie. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdybyśmy zobaczyli bardzo dobry występ Wojtaszka w zbliżającym się  Memoriale Gaszymowa jak i potem, w czerwcowym turnieju. Nie powinno być tak, żeby przeszło to wszystko bez echa w sensie mało przekonującej gry naszego zawodnika. Wijk aan Zee był turniejem-maratonem: a to z powodu ilości rund, a to z powodu przemieszczania się z miejsca na miejsce po terytorium Holandii. Były to dość poważne niedogodności i choć warunki dla wszystkich były takie same, to jednak moje wrażenia dotyczące holenderskiego turnieju każą mi o nim sądzić jako o czymś dość specyficznym na mapie superturniejów.

 W Shamkir, niewielkim, spokojnym miasteczku, liczącym niespełna 30 tys. mieszkańców, arcymistrzowie otrzymają komfortowe warunki gry, dużo ciszy i spokoju, który dla wielu szachistów ma kolosalne znaczenie. Poza tym w Memoriale Gaszymowa uczestników jest dziesięciu, rund dziewięć oraz jeden dzień przerwy po rundzie piątej, czyli wszystko według klasycznych reguł, bez żadnych udziwnień. Dziewięć rund pozwala w każdej z partii dać z siebie wszystko, na tym dystansie problemy kondycyjne nie powinny się zawodnikom zdarzać, słowem możemy się spodziewać pojedynków na najwyższym, światowym poziomie. Co musi zrobić nasz arcymistrz, żeby w tym turnieju zaistnieć, po prostu przełamać się? Pytanie zasadne, ponieważ w turniejach XXI kategorii dotychczas zajmował miejsca odległe. Na jego temat raczej sądzi się, że może być groźny w pojedynczych meczach, zwłaszcza jeśli ktoś wpadnie mu w przygotowania, których ma niezliczoną ilość. Aby wiedzieć czego mniej więcej się spodziewać, należałoby zapytać naszego zawodnika wprost, jak zamierza zagrać, jaką ma strategię na ten turniej. Czy zamierza skorzystać z tego co latami mozolnie budował, czy dalej konsekwentnie pod ostrzałem wroga wprowadzać nowe elementy. Przeciwników ma Wojtaszek znakomitych. So w dalszym ciągu gra jak w transie, Kramnik cały czas jest na samym szczycie i jest piekielnie mocny. Były Pretendent Sergiej Karjakin całkiem niedawno walczył o tytuł mistrza świata. W tym turnieju ta trójka to są absolutni pewniacy, zdecydowani faworyci. Mamedjarow, zeszłoroczny zwycięzca Shamkir jest zawodnikiem, który jest niezwykle trudny do zatrzymania, zwłaszcza jeśli jest w formie. Z resztą uczestników boje nie będą wyglądały specjalnie lżej. W wywiadzie udzielonym przez Kramnika dla: http://shamkirchess.az/ru/news/120/78 , dowiadujemy się, że były mistrz świata chce te zawody wygrać, podobnie do tej kwestii odnosi się Karjakin w wywiadzie dla azerskiej strony, do Azerbejdżanu przyjechał po zwycięstwo:
Obaj nie są nawykli do przegrywania, każdą porażkę mocno przeżywają. Ich życiowa droga w sporcie to przede wszystkim pasmo zwycięstw. Z takim nastawieniem właśnie przyjadą do tej niewielkiej miejscowości, chcą te zawody wygrać. Nie chciałbym, żeby ten turniej Wojtaszek potraktował jako zawody jedne z wielu. Warto skorzystać z uczestnictwa w tym wielkim święcie szachów i zagrać zdecydowanie, odważnie, z wolą walki, wreszcie uzyskując satysfakcjonujący wynik. Tych otrzymywanych szans nie ma aż tyle, żeby tego nie próbować wykorzystać w stu procentach. 

Przed Memoriałem Gaszymowa nie mam żadnych konkretnych przeczuć. Mam za to oczekiwania jak kibic. Chciałbym zobaczyć dobrą, waleczną postawę naszego zawodnika, chcę by włączył się do walki o wysokie miejsca. Jak będzie naprawdę, pokażą nadchodzące dni.

18 kwietnia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

IME kobiet w Rydze – po siedmiu rundach Soćko i Zawadzka bardzo blisko liderek!

Do końca turnieju mistrzowskiego kobiet w stolicy Łotwy, Rydze, pozostały tylko cztery, decydujące rundy. Mawia się, że w turniejach szwajcarskich i tak o wszystkim przesądzają ostatnie trzy rundy, reszta jest tylko wypracowaniem dogodnej do strzelenia bramki, sytuacji. To właśnie osiągnęły Monika Soćko oraz Jola Zawadzka, których sytuacja jest wciąż otwarta – do liderującej czwórki z Dzagdnidze na czele mają pół punktu straty. Dziś mamy dzień przerwy, który trafia się w samą porę, można odpocząć, oderwać się na moment od rywalizacji, a przede wszystkim dobrze przygotować do przeciwniczek. Jola z Moniką mają w rundzie ósmej rywalki bardzo silne i nie trudno się domyślić, że dojdzie do bardzo ostrych starć. Miejmy nadzieję, że nasze będzie na wierzchu!

Pozostałe nasze reprezentantki grają dużo gorzej:

SNo Name Rtg FED 1 2 3 4 5 6 7 Pts. Rk. Rp
9 GM Socko Monika 2462 POL 1 0 1 1 ½ 1 ½ 5,0 14 2503
15 WGM Zawadzka Jolanta 2449 POL 1 ½ 1 ½ ½ ½ 1 5,0 17 2465
27 IM Szczepkowska Karina 2414 POL ½ 0 1 ½ 1 ½ 0 3,5 86 2210
57 WIM Warakomska Anna 2343 POL 1 ½ 0 1 0 1 ½ 4,0 49 2352
89 WIM Kantane Anna 2230 POL 0 1 0 1 0 1 1 4,0 61 2248
90 WGM Toma Katarzyna 2229 POL 0 ½ 1 ½ 0 ½ 1 3,5 90 2157
Karina Szczepkowska zajmuje bardzo odległe miejsce i to nie jest jej turniej. U Kasi Tomy widać brak rozegrania, jeszcze na dobry wynik mają szanse Anny, Warakomska oraz Kantane. W końcówce turnieju na pewno będzie bardzo ciekawie. Szachistki z całą pewnością zechcą bardziej ryzykować, bo remisy są niemile widzianymi gośćmi. Przede wszystkim liczę na świetny finisz Zawadzkiej, która jeszcze w Rydze nie przegrała, oraz Soćko, która rzadko kiedy schodzi poniżej swojej klasy gry.

Kacper Piorun zeserwował przede wszystkim sobie, ale i kibicom nie turniej, a „Koszmar z Ulicy Wiązów”. Po pewnym czasie wyłączyłem się i już nie oglądałem. Nie dało się. W końcu są pewne granice, ale przede wszystkim trzeba się też szanować. Nie chcę nic pisać nie wiedząc czegoś więcej, bo łatwo coś niezobowiązującego powiedzieć nie znając faktów, przyczyn tak słabego występu. No bo gdzie może leżeć przyczyna, że  facet wygrywa jakby nie było silną kołówkę w Polsce, by za kilka dni zagrać coś z gatunku sennego koszmaru? Jeśli jest jakaś jasno określona przyczyna zewnętrzna np. choroba, gorączka, długo utrzymująca się biegunka itd, to wtedy nie ma o czym rozmawiać. Jeśli nie ma takiej przyczyny zewnętrznej, to naprawdę jest coś bardzo nie tak. Warto poczekać z wyrobieniem sobie zdania w tej sprawie, bo coś mi się nie chce wierzyć, że bez jakiejś konkretnej przyczyny można zagrać tuż po sobie tak różniące się od siebie turnieje.

Tymczasem za trzy dni Radek Wojtaszek skrzyżuje oręż z So, Kramnikiem i resztą piekielnie silnej paki w Shamkir. Zapowiada się kawał fantastycznych zawodów i już teraz zapraszam was do wspólnego komentowania na mojej stronie. To kolejna szansa i duże wyzwanie przed Radkiem Wojtaszkiem, któremu ostatnio ranking stopniał do „zaledwie” 2729,7 elo. Zobaczymy czy nasz arcymistrz będzie w stanie włączyć się do walki o wysokie miejsca, czy będziemy świadkami czegoś odwrotnego. Kibicujemy Polkom oraz Wojtaszkowi. Ten zimny, rzekłbym zimowy koniec kwietnia ma szansę stać się naprawdę gorący, czego sobie oraz wam, kibicom, życzę.

11 kwietnia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

W Rydze, na Łotwie, ruszają Indywidualne Mistrzostwa Europy Kobiet! Nasze szachistki poznały już rywalki w rundzie pierwszej!

Sześć naszych szachistek wybrało się na Łotwę aby powalczyć o tytuł IME Starego Kontynentu. Większość naszych mistrzyń całkiem niedawno uczestniczyła w IMP kobiet, dlatego mamy dość solidne przesłanki by sądzić, że forma dopisze, że nasze panie wejdą w turniej rozegrane. Bycie „rozegranym” w szachach to jeden z ważniejszych elementów, o którym mówi się mało, choć jego rola w sukcesie często jest znacząca. Długotrwały brak kontaktu z żywym przeciwnikiem, z emocjami podczas rywalizacji, może (choć nie musi) skutkować grą niepewną, czego oczywiście naszymi reprezentantkom nie życzę.  W szachowym slangu, naszym tajemnym języku, na brak rozegrania mawia się często, że „nie czuje się drewna”, „nie czułem (czułam) drewna w rękach”. Wielu szachistów niejeden raz z winy własnej nadziało się na problemy spowodowane treningowym błędem, polegającym na dysproporcji czasu poświęconego na trening, a grę praktyczną. Potem czują się zawiedzeni swoimi wynikami bo „przecież tyle godzin tygodniowo trenowali!!” i nie dopuszczają do siebie myśli, że cnota tylko w czynie się doskonali. O nasze szachistki nie obawiam się zatem, no  może najmniej pewnie czuję się jeśli chodzi o  Kasię Tomę, która pod powyższe rozważania najbardziej podpada. Jestem bardzo ciekaw startu Kasi Tomy, wielkiej obieżyświatki i niezwykle sympatycznej osoby, z którą przeprowadziłem kiedyś wywiad o jej zapierających dech w piersiach przygodach. Kasia Toma to idealny materiał na rozmówczynię – nie trzeba było z niej wyciągać „zeznań” jak od słusznie oskarżonego o morderstwo, była to swobodna rozmowa, z której można się było wiele dowiedzieć o szachach na kontynencie afrykańskim i nie tylko. Zamierzam mocno Kasi kibicować i będę cieszył się każdą jej wygraną. Żeby było ciekawiej dodam, że Kasia Toma w pierwszej rundzie od razu trafia na potężną przeszkodę, nie żaden tam pagórek Beskidu Śląskiego i Żywieckiego, a co najmniej potężną górę z masywu Andów, samą Alisę Galliamową z Rosji! No, ciekawie to wszystko się prezentuje, choćby z tego względu, że inne nasze szachistki też dostały przeciwniczki, które za deską nie zamierzają przepraszać, że żyją. W Rydze czas lokalny jest o godzinę przesunięty, dlatego początek rund przewidziano na godzinę 14.00 czasu polskiego. Akcja „Ryga” rozpoczęta!

Od mojego wywiadu z Radkiem Wojtaszkiem nieco minęło, jednak nasza obszerna rozmowa nie wywołała wielkiej lawiny komentarzy, zresztą w naszym środowisku niezwykle rzadko zdarzają się zarówno same wywiady jak i gorące debaty pod nimi. U Rosjan dzieje się dokładnie odwrotnie. Nie dość, że przeprowadzanych wywiadów jest u Rosjan bez porównania więcej, to same reakcje czytelników są zdecydowanie bardziej intensywne, spontaniczne, po prostu ciekawsze. Nie wiem dlaczego tak dzieje się w Polsce. Bieda naszej blogosfery jest porażająca, większość stron to rodzaj jakichś „wyklejanek” a to z wynikami turniejów, fotkami, tabelkami. Inne strony zażarcie walczą, ale o co? Sądzę, że wojna, której końca nie widać, nie przyczynia się do popularyzacji naszego sportu. Przeciwnie, robimy się coraz mniej zjadliwi dla tej części społeczeństwa, która ma ochotę właśnie z szachami się zaprzyjaźnić. Tym bardziej zaskakuje mnie fakt, że długi wywiad z jakby nie było, szachistą pierwszej dwudziestki rankingu światowego, nie wywołał interesującej, merytorycznej rozmowy. Oczywiście ci co zawsze pisali o Wojtaszku, choć po tym wywiadzie napisali dokładnie to samo co przed nim, właściwie cokolwiek by nie powiedział ktokolwiek, mówione i sądzone jest dokładnie to samo. Pierwszy stereotyp dotyczący Wojtaszka, to jego brak uczestnictwa w elitarnych turniejach. To było faktem, ale do niedawna. Teraz zaproszeń ma znacznie więcej, a niektóre naprawdę bardzo interesujące. Jego start w Holandii na początku roku, za parę dni występ w Shamkir, to grafik jak na Wojtaszka fantastyczny. Nie zauważyłem, żeby ktoś zwrócił uwagę, że nasz arcymistrz mając ranking oscylujący w granicach 2730-2750 elo, wciąż nie czuje się zadowolony ze swojej pozycji, wciąż nie czuje się usatysfakcjonowany tym, co osiągnął. Wojtaszkowi jest ciągle źle, właśnie jest na etapie rozszerzania swojego repertuaru debiutowego, zna swoje niedostatki, a trenując ciągle sobie tylko coś dokłada, mało co zdejmując. Nie doczytałem, aby ktoś pisząc o jego „schematycznej grze”, z czym częściowo można się zgodzić, dodał, że ową „schematyczną grą” doszedł do dość wąskiego zaplecza elity światowej. Muszą to być naprawdę ciekawe schematy, sądzę, że wielu chciałoby sobie tak niezbyt porywająco, schematycznie grać. Pozostali polscy szachiści grają od Wojtaszka znacznie ciekawiej, jednak bariera 2700 + wciąż stanowi dla nich granicę nieprzekraczalną, a przecież w sporcie liczy się skuteczność. Skuteczność to podstawowy wyznacznik poziomu sportowego zawodnika, czy zespołu. Wojtaszek wie jak gra i na tym nie poprzestaje. Chce grać aktywniej, przygotowuje nowe debiuty, na nowo mebluje swój szachowy byt, jest na etapie pewnego projektu, eksperymentu, którego efekty niebawem zobaczymy. Dyskusja o Wojtaszku to dalsza część wymienionych przeze mnie „wyklejanek”, przyznaję się bez bicia, że od pewnego czasu coraz mniej czytam po polsku o szachach, nie widząc ciekawych propozycji. Przyznaję też, że czuję się rozżalony. Szczególnie nie mogę zrozumieć milczenia utytułowanych szachistów z Polski. No tak nic nie chcieć napisać, nie mieć nic do powiedzenia na temat pasji swojego życia? W Polsce szachistów jest trochę, tymczasem, mało kto daje jakiekolwiek znaki życia, a przecież siłą jakiegoś środowiska jest otwarta rozmowa, jakiś przepływ myśli. Gdy nasi sportowcy grają, generalnie medialnie jest coraz lepiej, mnie jednak zawsze brakowało rozmów, dyskusji, chciałbym aby ten nasz świat zakwitł i tętnił życiem.

 No dobra, ale po co ja to wszystko piszę? Spodziewanego efektu moimi wynurzeniami raczej nie osiągnę, to pewna, jednak dziad do obrazu od czasu do czasu coś tam pogadać musi. Oglądamy transmisję i kibicujemy Polkom! Biało Czerwone: życzę wam, żebyście rozwaliły system w tej Rydze oraz powrotu z wynajętym tragarzem-pomocnikiem, którego rola będzie polegała na dźwiganiu wielkiego worka z waszymi medalami i kasą! Powodzenia!!