Psychologia i szachy

Blog Krzysztofa Jopka

23 kwietnia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Słaby start Wojtaszka w Shamkir. W dwóch "białych" pojedynkach zdobył tylko 0,5 pkt. z 2 pkt!

Jestem pełen najgorszych przeczuć przed dzisiejszym pojedynkiem Wojtaszka z So Wesleyem. Przeciwnikowi Radka Wojtaszka piękną passę bezceremonialnie przerwał Mamedjarow i jestem tego pewien, dziś będzie chciał się odegrać na blado grającym Polaku. No, nie ma miodu kochani, fakty są jakie są. Patrzeć się na grę Radka Wojtaszka nie da z satysfakcją. Widząc taką grę i odczuwać radość to pierwszy krok do zdiagnozowania u siebie masochistycznych zapędów. Takowych nie posiadam, dlatego źle mi się ogląda, nie specjalnie kibicuje, jeszcze gorzej komentuje. Ostatnio na spacerze pomyślałem sobie nawet czy to zawsze tak będzie, że najlepszymi chwilami w tego typu zdarzeniach będą momenty samego oczekiwania na nie?

Z Kramnikiem Wojtaszek odrzucił szybkie powtórzenie posunięć, choć mało kto zwrócił na to uwagę. Radek Wojtaszek chciał podejść do sprawy ambitnie, jednak wpadł pod długotrwałą presję ze strony byłego mistrza świata. Powstał dość typowy scenariusz w partiach Radka Wojtaszka, czyli energochłonna wielogodzinna batalia. Była to gra pod napięciem na dwa rezultaty. Radek zachował zimną krew, wybronił tę, według mnie remisową pozycję, ale musiało to go kosztować dużo sił. W sumie też się zmęczyłem przy tym pojedynku. Z kolei mecz z Topałowem był zagrany przez naszego arcymistrza fatalnie. Dodajmy, że w obu pojedynkach miał białe, a przeciwnicy nie napracowali się z nim przy przejmowaniu inicjatywy, która po paru posunięciach była przez naszego arcymistrza oponentom sprezentowana.

Dziś po wczorajszym ciosie mecz Wojtaszka z So. Skłamałbym, jeślibym napisał, że zasiadam w niezłym nastroju do tej partii. Przeciwnie. Jestem pełen obaw, złych przeczuć i ogólnie nie jestem w szampańskim nastroju. Zobaczymy jak nasz szachista się zachowa, bo sytuację ma już mocno skomplikowaną – przez resztę turnieju będzie już na liście przyszłych „ofiar”, tych, do których należy się w grze przyłożyć.

Monika Soćko, choć przegrała z Dzagnidze w partii, do której podeszła bardzo ambitnie, to jednak należą się jej słowa pochwały za waleczność. Zdecydowanie lepiej ogląda mi się grę Moniki i reszty naszych pań, niż „Cierpienia Młodego Wertera” w niewielkiej miejscowości, leżącej w północnej części Azerbejdżanu.

 Za chwilę Wojtaszek gra z So. Ma czarne i choć czarno tego nie widzę (choć są to minorowe kolory) to powody do zmartwienia mam. Z ciężkim sercem więc zasiadam do rozpoczynającej się właśnie transmisji.


21 kwietnia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

W Rydze Monika Soćko powalczy na pierwszej desce z Gruzinką Naną Dzagnidze, a w Shamkir Radek Wojtaszek zagra z Władimrem Kramnikiem!!

Uwielbiam takie dni. Są orzeźwiające niczym zimna lemoniada w upalny, letni dzień. Oto mamy zbieg okoliczności co się zowie, wielką koniunkcję, która zdarza się tak rzadko. Mianowicie w dwóch różnych miejscach globu dojdzie do dwóch bardzo ważnych z punktu widzenia kibica spotkań. W Rydze Monika Soćko robi wszystko by nie można było oderwać się od transmisji. Nasza arcymistrzyni wciąż trzyma się w czołówce szerokiej stawki zawodniczek, które jeszcze mają szanse zamieszać, jeszcze mają szanse na medal mistrzostw Europy. Monika zagra czarnymi z Dzagnidze i będzie to mecz o wszystko, przynajmniej dla naszej zawodniczki. Celem Dzagnidze, choćby z racji prowadzenia na pewno jest – nie przegrać. Ma jednak białe, więc z pewnością zechce, oczywiście przy nadarzającej się okazji, pokusić się o postawienie tzw. „kropki nad i”. Remis nie przekreśla szans Gruzinki na złoto on by tylko przeniósł ciężar walki o pierwsze miejsce na ostatnią, jedenastą rundę. Monice remis mniej pasuje, o przegranej w ogóle nie ma co rozmawiać, przydałoby się po prostu wygrać. Tyle o kulisach zbliżającego się pojedynku Nany Dzagnidze z Moniką Soćko.

 Powiem tak – Monika Soćko odkąd zacząłem się interesować szachami (Uwaga, krótki moment retrospektywy: były to czasy, kiedy magazyn „Szachista” wydawano w małym, zeszytowym formacie i próbowałem go co miesiąc ustrzelić w pobliskim kiosku, a Monika była jeszcze Bobrowska, nie Soćko) była dla mnie ideałem sportsmenki. Zawsze ją podziwiałem, a najbardziej dla mnie rzeczą niepojętą jest, jak w domu pełnym dzieci można utrzymywać tak wysoką formę sportową. No bo kiedy tu trenować, kiedy każdego dnia mało, a doba jest źle coś pomyślana z tymi swoim 24 godzinami? Muszę o to kiedyś dopytać naszej mistrzyni!

Generalnie rzecz ujmując nasza szachistka ma bardzo interesujący sezon. Najpierw jedzie na MŚ, tam odpada w pierwszej rundzie, choć jest faworytką (spada na nią fala nieuzasadnionego hejtu za nakrycie głowy, obowiązujące w krajach muzułmańskich). Następnie udaje się z mężem na turniej do Grazu, gdzie wyżywa się, dając upust swojej sportowej złości, kosi słabych, a ze znacznie silniejszymi rywalizuje jak równy z równym. Wreszcie w cuglach wygrywa tytuł MP, a teraz jest bardzo blisko kolejnego medalu. Blisko-daleko, ktoś powie. To prawda, jednak Monika tam w czołówce jest i ważne, że gra o medal, że wypracowała sobie mówiąc żargonem piłkarskim tzw. „stówę”. Trzymam mocno kciuki!

Druga część dzisiejszej wielkiej koniunkcji szachowej będzie miała miejsce w Shamkir, niewielkiej mieścinie leżącej w północno-zachodnim Azerbejdżanie. Tam nasz arcymistrz, Radek Wojtaszek, jest już po losowaniu numerów startowych i w pierwszej rundzie zagra białymi z samym Władimirem Kramnikiem. Jest to turniej, w którym bardzo często będzie się używało zwrotu „z samym”. To jest turniej elitarny, w Shamkir nie ma nawet jednego przypadkowego nazwiska, kogoś słabszego z nadania organizatorów. Myślę, że kojarzenia Wojtaszek ma bardzo dobre. Białymi zagra z Kramnikiem, Karjakinem, Mamedjarowem to chyba najgroźniejsi oprócz So Wesleya, więc lepiej dysponować atutem pierwszego posunięcia. I to chyba tyle. Czekamy aż ruszą zegary szachowe w Shamkir, a potem w Rydze.

O godzinie trzynastej ustawiam transmisję i kibicuję. Zapowiada się dzień jak nigdy. Oby bańka nastrojów nie prysła późnym popołudniem!

19 kwietnia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Za dwa dni Radek Wojtaszek rozpoczyna superturniej w Shamkir!

Będzie to drugie w tym roku starcie Wojtaszka z elitą, a jeśli dodamy do tego jego czerwcowy start w DMŚ, gdzie na pewno spotka się z najlepszymi, to spokojnie można oznajmić, że w 2017 roku turniejowo darzy mu się znakomicie. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdybyśmy zobaczyli bardzo dobry występ Wojtaszka w zbliżającym się  Memoriale Gaszymowa jak i potem, w czerwcowym turnieju. Nie powinno być tak, żeby przeszło to wszystko bez echa w sensie mało przekonującej gry naszego zawodnika. Wijk aan Zee był turniejem-maratonem: a to z powodu ilości rund, a to z powodu przemieszczania się z miejsca na miejsce po terytorium Holandii. Były to dość poważne niedogodności i choć warunki dla wszystkich były takie same, to jednak moje wrażenia dotyczące holenderskiego turnieju każą mi o nim sądzić jako o czymś dość specyficznym na mapie superturniejów.

 W Shamkir, niewielkim, spokojnym miasteczku, liczącym niespełna 30 tys. mieszkańców, arcymistrzowie otrzymają komfortowe warunki gry, dużo ciszy i spokoju, który dla wielu szachistów ma kolosalne znaczenie. Poza tym w Memoriale Gaszymowa uczestników jest dziesięciu, rund dziewięć oraz jeden dzień przerwy po rundzie piątej, czyli wszystko według klasycznych reguł, bez żadnych udziwnień. Dziewięć rund pozwala w każdej z partii dać z siebie wszystko, na tym dystansie problemy kondycyjne nie powinny się zawodnikom zdarzać, słowem możemy się spodziewać pojedynków na najwyższym, światowym poziomie. Co musi zrobić nasz arcymistrz, żeby w tym turnieju zaistnieć, po prostu przełamać się? Pytanie zasadne, ponieważ w turniejach XXI kategorii dotychczas zajmował miejsca odległe. Na jego temat raczej sądzi się, że może być groźny w pojedynczych meczach, zwłaszcza jeśli ktoś wpadnie mu w przygotowania, których ma niezliczoną ilość. Aby wiedzieć czego mniej więcej się spodziewać, należałoby zapytać naszego zawodnika wprost, jak zamierza zagrać, jaką ma strategię na ten turniej. Czy zamierza skorzystać z tego co latami mozolnie budował, czy dalej konsekwentnie pod ostrzałem wroga wprowadzać nowe elementy. Przeciwników ma Wojtaszek znakomitych. So w dalszym ciągu gra jak w transie, Kramnik cały czas jest na samym szczycie i jest piekielnie mocny. Były Pretendent Sergiej Karjakin całkiem niedawno walczył o tytuł mistrza świata. W tym turnieju ta trójka to są absolutni pewniacy, zdecydowani faworyci. Mamedjarow, zeszłoroczny zwycięzca Shamkir jest zawodnikiem, który jest niezwykle trudny do zatrzymania, zwłaszcza jeśli jest w formie. Z resztą uczestników boje nie będą wyglądały specjalnie lżej. W wywiadzie udzielonym przez Kramnika dla: http://shamkirchess.az/ru/news/120/78 , dowiadujemy się, że były mistrz świata chce te zawody wygrać, podobnie do tej kwestii odnosi się Karjakin w wywiadzie dla azerskiej strony, do Azerbejdżanu przyjechał po zwycięstwo:
Obaj nie są nawykli do przegrywania, każdą porażkę mocno przeżywają. Ich życiowa droga w sporcie to przede wszystkim pasmo zwycięstw. Z takim nastawieniem właśnie przyjadą do tej niewielkiej miejscowości, chcą te zawody wygrać. Nie chciałbym, żeby ten turniej Wojtaszek potraktował jako zawody jedne z wielu. Warto skorzystać z uczestnictwa w tym wielkim święcie szachów i zagrać zdecydowanie, odważnie, z wolą walki, wreszcie uzyskując satysfakcjonujący wynik. Tych otrzymywanych szans nie ma aż tyle, żeby tego nie próbować wykorzystać w stu procentach. 

Przed Memoriałem Gaszymowa nie mam żadnych konkretnych przeczuć. Mam za to oczekiwania jak kibic. Chciałbym zobaczyć dobrą, waleczną postawę naszego zawodnika, chcę by włączył się do walki o wysokie miejsca. Jak będzie naprawdę, pokażą nadchodzące dni.

18 kwietnia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

IME kobiet w Rydze – po siedmiu rundach Soćko i Zawadzka bardzo blisko liderek!

Do końca turnieju mistrzowskiego kobiet w stolicy Łotwy, Rydze, pozostały tylko cztery, decydujące rundy. Mawia się, że w turniejach szwajcarskich i tak o wszystkim przesądzają ostatnie trzy rundy, reszta jest tylko wypracowaniem dogodnej do strzelenia bramki, sytuacji. To właśnie osiągnęły Monika Soćko oraz Jola Zawadzka, których sytuacja jest wciąż otwarta – do liderującej czwórki z Dzagdnidze na czele mają pół punktu straty. Dziś mamy dzień przerwy, który trafia się w samą porę, można odpocząć, oderwać się na moment od rywalizacji, a przede wszystkim dobrze przygotować do przeciwniczek. Jola z Moniką mają w rundzie ósmej rywalki bardzo silne i nie trudno się domyślić, że dojdzie do bardzo ostrych starć. Miejmy nadzieję, że nasze będzie na wierzchu!

Pozostałe nasze reprezentantki grają dużo gorzej:

SNo Name Rtg FED 1 2 3 4 5 6 7 Pts. Rk. Rp
9 GM Socko Monika 2462 POL 1 0 1 1 ½ 1 ½ 5,0 14 2503
15 WGM Zawadzka Jolanta 2449 POL 1 ½ 1 ½ ½ ½ 1 5,0 17 2465
27 IM Szczepkowska Karina 2414 POL ½ 0 1 ½ 1 ½ 0 3,5 86 2210
57 WIM Warakomska Anna 2343 POL 1 ½ 0 1 0 1 ½ 4,0 49 2352
89 WIM Kantane Anna 2230 POL 0 1 0 1 0 1 1 4,0 61 2248
90 WGM Toma Katarzyna 2229 POL 0 ½ 1 ½ 0 ½ 1 3,5 90 2157
Karina Szczepkowska zajmuje bardzo odległe miejsce i to nie jest jej turniej. U Kasi Tomy widać brak rozegrania, jeszcze na dobry wynik mają szanse Anny, Warakomska oraz Kantane. W końcówce turnieju na pewno będzie bardzo ciekawie. Szachistki z całą pewnością zechcą bardziej ryzykować, bo remisy są niemile widzianymi gośćmi. Przede wszystkim liczę na świetny finisz Zawadzkiej, która jeszcze w Rydze nie przegrała, oraz Soćko, która rzadko kiedy schodzi poniżej swojej klasy gry.

Kacper Piorun zeserwował przede wszystkim sobie, ale i kibicom nie turniej, a „Koszmar z Ulicy Wiązów”. Po pewnym czasie wyłączyłem się i już nie oglądałem. Nie dało się. W końcu są pewne granice, ale przede wszystkim trzeba się też szanować. Nie chcę nic pisać nie wiedząc czegoś więcej, bo łatwo coś niezobowiązującego powiedzieć nie znając faktów, przyczyn tak słabego występu. No bo gdzie może leżeć przyczyna, że  facet wygrywa jakby nie było silną kołówkę w Polsce, by za kilka dni zagrać coś z gatunku sennego koszmaru? Jeśli jest jakaś jasno określona przyczyna zewnętrzna np. choroba, gorączka, długo utrzymująca się biegunka itd, to wtedy nie ma o czym rozmawiać. Jeśli nie ma takiej przyczyny zewnętrznej, to naprawdę jest coś bardzo nie tak. Warto poczekać z wyrobieniem sobie zdania w tej sprawie, bo coś mi się nie chce wierzyć, że bez jakiejś konkretnej przyczyny można zagrać tuż po sobie tak różniące się od siebie turnieje.

Tymczasem za trzy dni Radek Wojtaszek skrzyżuje oręż z So, Kramnikiem i resztą piekielnie silnej paki w Shamkir. Zapowiada się kawał fantastycznych zawodów i już teraz zapraszam was do wspólnego komentowania na mojej stronie. To kolejna szansa i duże wyzwanie przed Radkiem Wojtaszkiem, któremu ostatnio ranking stopniał do „zaledwie” 2729,7 elo. Zobaczymy czy nasz arcymistrz będzie w stanie włączyć się do walki o wysokie miejsca, czy będziemy świadkami czegoś odwrotnego. Kibicujemy Polkom oraz Wojtaszkowi. Ten zimny, rzekłbym zimowy koniec kwietnia ma szansę stać się naprawdę gorący, czego sobie oraz wam, kibicom, życzę.

11 kwietnia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

W Rydze, na Łotwie, ruszają Indywidualne Mistrzostwa Europy Kobiet! Nasze szachistki poznały już rywalki w rundzie pierwszej!

Sześć naszych szachistek wybrało się na Łotwę aby powalczyć o tytuł IME Starego Kontynentu. Większość naszych mistrzyń całkiem niedawno uczestniczyła w IMP kobiet, dlatego mamy dość solidne przesłanki by sądzić, że forma dopisze, że nasze panie wejdą w turniej rozegrane. Bycie „rozegranym” w szachach to jeden z ważniejszych elementów, o którym mówi się mało, choć jego rola w sukcesie często jest znacząca. Długotrwały brak kontaktu z żywym przeciwnikiem, z emocjami podczas rywalizacji, może (choć nie musi) skutkować grą niepewną, czego oczywiście naszymi reprezentantkom nie życzę.  W szachowym slangu, naszym tajemnym języku, na brak rozegrania mawia się często, że „nie czuje się drewna”, „nie czułem (czułam) drewna w rękach”. Wielu szachistów niejeden raz z winy własnej nadziało się na problemy spowodowane treningowym błędem, polegającym na dysproporcji czasu poświęconego na trening, a grę praktyczną. Potem czują się zawiedzeni swoimi wynikami bo „przecież tyle godzin tygodniowo trenowali!!” i nie dopuszczają do siebie myśli, że cnota tylko w czynie się doskonali. O nasze szachistki nie obawiam się zatem, no  może najmniej pewnie czuję się jeśli chodzi o  Kasię Tomę, która pod powyższe rozważania najbardziej podpada. Jestem bardzo ciekaw startu Kasi Tomy, wielkiej obieżyświatki i niezwykle sympatycznej osoby, z którą przeprowadziłem kiedyś wywiad o jej zapierających dech w piersiach przygodach. Kasia Toma to idealny materiał na rozmówczynię – nie trzeba było z niej wyciągać „zeznań” jak od słusznie oskarżonego o morderstwo, była to swobodna rozmowa, z której można się było wiele dowiedzieć o szachach na kontynencie afrykańskim i nie tylko. Zamierzam mocno Kasi kibicować i będę cieszył się każdą jej wygraną. Żeby było ciekawiej dodam, że Kasia Toma w pierwszej rundzie od razu trafia na potężną przeszkodę, nie żaden tam pagórek Beskidu Śląskiego i Żywieckiego, a co najmniej potężną górę z masywu Andów, samą Alisę Galliamową z Rosji! No, ciekawie to wszystko się prezentuje, choćby z tego względu, że inne nasze szachistki też dostały przeciwniczki, które za deską nie zamierzają przepraszać, że żyją. W Rydze czas lokalny jest o godzinę przesunięty, dlatego początek rund przewidziano na godzinę 14.00 czasu polskiego. Akcja „Ryga” rozpoczęta!

Od mojego wywiadu z Radkiem Wojtaszkiem nieco minęło, jednak nasza obszerna rozmowa nie wywołała wielkiej lawiny komentarzy, zresztą w naszym środowisku niezwykle rzadko zdarzają się zarówno same wywiady jak i gorące debaty pod nimi. U Rosjan dzieje się dokładnie odwrotnie. Nie dość, że przeprowadzanych wywiadów jest u Rosjan bez porównania więcej, to same reakcje czytelników są zdecydowanie bardziej intensywne, spontaniczne, po prostu ciekawsze. Nie wiem dlaczego tak dzieje się w Polsce. Bieda naszej blogosfery jest porażająca, większość stron to rodzaj jakichś „wyklejanek” a to z wynikami turniejów, fotkami, tabelkami. Inne strony zażarcie walczą, ale o co? Sądzę, że wojna, której końca nie widać, nie przyczynia się do popularyzacji naszego sportu. Przeciwnie, robimy się coraz mniej zjadliwi dla tej części społeczeństwa, która ma ochotę właśnie z szachami się zaprzyjaźnić. Tym bardziej zaskakuje mnie fakt, że długi wywiad z jakby nie było, szachistą pierwszej dwudziestki rankingu światowego, nie wywołał interesującej, merytorycznej rozmowy. Oczywiście ci co zawsze pisali o Wojtaszku, choć po tym wywiadzie napisali dokładnie to samo co przed nim, właściwie cokolwiek by nie powiedział ktokolwiek, mówione i sądzone jest dokładnie to samo. Pierwszy stereotyp dotyczący Wojtaszka, to jego brak uczestnictwa w elitarnych turniejach. To było faktem, ale do niedawna. Teraz zaproszeń ma znacznie więcej, a niektóre naprawdę bardzo interesujące. Jego start w Holandii na początku roku, za parę dni występ w Shamkir, to grafik jak na Wojtaszka fantastyczny. Nie zauważyłem, żeby ktoś zwrócił uwagę, że nasz arcymistrz mając ranking oscylujący w granicach 2730-2750 elo, wciąż nie czuje się zadowolony ze swojej pozycji, wciąż nie czuje się usatysfakcjonowany tym, co osiągnął. Wojtaszkowi jest ciągle źle, właśnie jest na etapie rozszerzania swojego repertuaru debiutowego, zna swoje niedostatki, a trenując ciągle sobie tylko coś dokłada, mało co zdejmując. Nie doczytałem, aby ktoś pisząc o jego „schematycznej grze”, z czym częściowo można się zgodzić, dodał, że ową „schematyczną grą” doszedł do dość wąskiego zaplecza elity światowej. Muszą to być naprawdę ciekawe schematy, sądzę, że wielu chciałoby sobie tak niezbyt porywająco, schematycznie grać. Pozostali polscy szachiści grają od Wojtaszka znacznie ciekawiej, jednak bariera 2700 + wciąż stanowi dla nich granicę nieprzekraczalną, a przecież w sporcie liczy się skuteczność. Skuteczność to podstawowy wyznacznik poziomu sportowego zawodnika, czy zespołu. Wojtaszek wie jak gra i na tym nie poprzestaje. Chce grać aktywniej, przygotowuje nowe debiuty, na nowo mebluje swój szachowy byt, jest na etapie pewnego projektu, eksperymentu, którego efekty niebawem zobaczymy. Dyskusja o Wojtaszku to dalsza część wymienionych przeze mnie „wyklejanek”, przyznaję się bez bicia, że od pewnego czasu coraz mniej czytam po polsku o szachach, nie widząc ciekawych propozycji. Przyznaję też, że czuję się rozżalony. Szczególnie nie mogę zrozumieć milczenia utytułowanych szachistów z Polski. No tak nic nie chcieć napisać, nie mieć nic do powiedzenia na temat pasji swojego życia? W Polsce szachistów jest trochę, tymczasem, mało kto daje jakiekolwiek znaki życia, a przecież siłą jakiegoś środowiska jest otwarta rozmowa, jakiś przepływ myśli. Gdy nasi sportowcy grają, generalnie medialnie jest coraz lepiej, mnie jednak zawsze brakowało rozmów, dyskusji, chciałbym aby ten nasz świat zakwitł i tętnił życiem.

 No dobra, ale po co ja to wszystko piszę? Spodziewanego efektu moimi wynurzeniami raczej nie osiągnę, to pewna, jednak dziad do obrazu od czasu do czasu coś tam pogadać musi. Oglądamy transmisję i kibicujemy Polkom! Biało Czerwone: życzę wam, żebyście rozwaliły system w tej Rydze oraz powrotu z wynajętym tragarzem-pomocnikiem, którego rola będzie polegała na dźwiganiu wielkiego worka z waszymi medalami i kasą! Powodzenia!!


30 marca 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Monika Soćko i Kacper Piorun zdobywają Mistrzostwo Polski w Szachach A.D 2017 r.! Gratulacje!!

W zakończonych Mistrzostwach Polski w Szachach, w turnieju męskim, swój pierwszy tytuł mistrzowski zdobył Kacper Piorun, wśród pań zawody zdominowała multimedalistka MP, Monika Soćko. Były to jednak dwa, bardzo różniące się od siebie sukcesy. Monika Soćko turniej wygrała w cuglach, w ostatnich trzech rundach tracąc zaledwie „połówkę”, sukces Kacpra Pioruna opierał się na jego doskonałej grze w pierwszej fazie turnieju, końcówka zawodów w wykonaniu Mistrza Polski wyglądała jednak mało przekonująco. W ostatniej rundzie Kacper szybko zremisował z Danielem Sadzikowskim, czyli musiał przed rundą przeprowadzić symulację wyników przy najgorszej dla niego konfiguracji. Nie jest to dla mnie jakaś nowość, coś o czym wcześniej bym nie wiedział, czy, uchowaj Boże, coś zdrożnego. Nie. Profesjonalista grając ostatnią rundę właściwie powinien mieć pewność, które z wyników go interesują, a które są dla niego niekorzystne. Tutaj remis dawał Kacprowi tytuł i wedle tej wiedzy, mógł pokierować grą. Inna sprawa, że to nie był porywający finisz na miarę Bobby’ego Fischera, który będziemy jeszcze długo wspominać. To było zwycięstwo osiągnięte „rzutem na taśmę”. W żadnym wypadku nie piszę tego w kategoriach jakiejś pejoratywnej oceny, choć może tak to zabrzmieć. Według mnie każdy, sportowy sposób osiągnięcia celu, jest dobry.

Choćbyśmy nie wiem jak zakrzykiwali rzeczywistość, musimy zdać sobie sprawę, że na tych mistrzostwach padł cień ważnych nieobecnych. Na mojej stronie znacznie więcej komentowano start Radka Wojtaszka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich niż interesującą intrygę w obu turniejach warszawskich. Brakowało też Janka Dudy, o którym wiemy tyle, że utonął w stercie książek, szykując się do egzaminu dojrzałości. Brakowało mi Dragunika oraz Darka Świercza, którzy, z tego co wiem, studiują w U.S.A. Arcymistrzowie są jak koty, chadzają własnymi drogami, jednak prestiż najważniejszej imprezy szachowej w Polsce znacznie na tym traci.

 Warto na moment powrócić do dyskusji o formule MP. Ogólnie zawsze byłem zwolennikiem „szwajcara”, gdyż naiwnie wierzyłem, że szachiści tłumnie zjadą się walczyć w tak prestiżowej imprezie, a byłoby komu grać, to nie podlega dyskusji. Niestety, rzeczywistość okazała się bardzo prozaiczna. Szachiści z sobie wiadomych przyczyn nie chcieli uczestniczyć w MP i tworzyło się coś na kształt „kołowko-szwajcara”, czyli ni to konkretny szwajcar, ni to kołówka. Wydawało mi się to dziwne, że tylu szachistów nie chce nawet podjąć próby. W sumie ten system (właściwie nie system, a ludzie) mocno mnie zawiódł. Gdy wróciła elitarna kołówka byłem skłonny nawet uznać, że jest lepsza, tymczasem i tutaj aż tylu graczy nie stanęło na starcie. Problem chyba nie leży w systemie, tutaj trzeba szukać przyczyn dlaczego tylu silnych arcymistrzów woli zostać w domu, aniżeli przyjąć wyzwanie. Jak myślicie, dlaczego tak się dzieje?

Drugie miejsce w turnieju panów zajął Arcymistrz Jacek Tomczak (to on fantastycznie finiszował 3 z 3!!) brąz przypadł Grzegorzowi Gajewskiemu. W turnieju kobiecym srebro wywalczyła nieobliczalna czy też niepoliczalna niczym talowska kombinacja Klaudia Kulon ;), a trzecie miejsce zajęła Karina Szczepkowska.

Zarówno juniorki, jak i junior Łukasz Jarmuła nie włączyli się do walki o medale i najczęściej padali łupem doświadczonych rywali (rywalek). O ile w przypadku pań ta różnica nie jest aż tak duża, to w przypadku turnieju męskiego widzieliśmy przepaść. Łukasz Jarmuła to obecnie nasz najlepszy zawodnik młodego pokolenia, reszta jego rocznika jest od niego dużo słabsza. To dlatego tak bardzo martwi mnie późniejsza zmiana warty w Reprezentacji Polski. Nie wiem jak to będzie wyglądało, ale jestem bardzo sceptyczny. Liczę, że obecna kadra będzie w stanie grać na wysokim poziomie jak najdłużej, aby w dole mogło się zakotłować, by pojawiły się nowe talenty na miarę tych światowych. O najbliższą dekadę jestem względnie spokojny, co potem się wydarzy – strach pomyśleć.

Medale w Polsce rozdane, czas na sukcesy na arenie międzynarodowej. Już za nieco ponad tydzień nasze szachistki zagrają w Rydze w Indywidualnych Mistrzostwach Europy Kobiet. Oto skład naszych reprezentantek na ten turniej:


Player Overview of a federation

No. Name FideID FED Rtg
8 GM Socko Monika 1106619 POL 2466
19 WGM Zawadzka Jolanta 1122320 POL 2443
26 IM Szczepkowska Karina 1122681 POL 2413
57 WIM Warakomska Anna 1130790 POL 2343
90 WGM Toma Katarzyna 1119907 POL 2239
91 WIM Kantane Anna 1135988 POL 2230


Przerwa potrwa dość krótko, a potem znów zasiądziemy do wspólnego kibicowania, tym razem naszym wspaniałym dziewczynom!

28 marca 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Na dwie rundy przed końcem Mistrzostw Polski prowadzi Kacper Piorun i Monika Soćko!!

Przed nami ostatnie, decydujące rundy Mistrzostw Polski w szachach. Rzeczywiście, wyniki niektórych uczestników mogą zaskakiwać. Wiemy już na pewno, że kolejnego tytułu mistrzowskiego nie zdobędzie Mateusz Bartel, który ma tylko jedną wygraną, dużo porażek, jednak o przyczynach jego gorszej dyspozycji rozmawialiśmy przecież. Gdy pojawia się na świecie mały człowiek następuje zwykle wielkie trzęsienie ziemi, przewartościowanie wielu wartości, radości jest cała moc ale i zaczyna się… ciężka praca :)! Mistrzem Polski w szachach nie zostanie również Bartosz Soćko, którego start nie należy do udanych. Trener kadry ma na swoim koncie też tylko jedno zwycięstwo, a czasy w których zachwycałem się jego grą, gdy wygrywał w pięknym stylu Puchar Rosji, to niestety, muzyka odległej przeszłości. To są moje zaskoczenia „in minus”.

 Pozytywnie oceniam start Michała Krasenkowa, który bez względu na lata wciąż jest bardzo groźny. Michał Krasenkow to ogromna wiedza, doświadczenie, z którego nadal korzysta fantastycznie punktując rywali. Pozostały dwie rundy do końca i, kto wie, czy na jego piersi nie zawiśnie złoto? Do prowadzącego Kacpra Pioruna ma tylko pół punktu, a więc wszystko jest możliwe. Jak w takich sytuacjach zwykł mawiać klasyk „dopóki piłka w grze”. Zerknijmy z kim zagra Kacper Piorun. Lider ma jeszcze przed sobą pojedynki z niezłym Heberlą i słabiej grającym Sadzikowskim. To dobry układ, szanse są naprawdę duże na mistrzostwo, pod warunkiem, że nie dojdzie do głosu syndrom ostatnich partii. W sumie wielu specjalistów daje różne rady jak dobrze się mentalnie przygotować do ważnych pojedynków, jednak w walce, gdy do chodzą do głosu emocje, nieraz cała wcześniejsza praca, zdobyta wiedza, bierze po prostu w łeb. Naprawdę nie jest łatwo się kontrolować podczas najważniejszej, albo jednej z ważniejszych partii w życiu. Zobaczymy jak to będzie.

Michał Krasenkow ma dwóch przeciwników – słabo grającego Bartosza Soćko oraz Grzegorza Gajewskiego, który również jest w czołówce i zgłasza akces do walki o najwyższy tytuł. Mamy jeszcze Aleksandra Miśtę, który też jest tuż za plecami liderującego Pioruna. Olek zagra w ostatnich rundach z Tomczakiem i Soćko. Intryga jest świetna. Nie mogę się doczekać tych ostatnich dwóch rund, które wyglądają z punktu widzenia kibica niezwykle atrakcyjnie.

U kobiet mamy analogiczną sytuację. Nieobliczalna Klaudia Kulon pokrzyżowała plany liderującej Monice Soćko, pokonując ją i tutaj używając szachowego określenia również mamy „niejasną”. Zbyt długo trwałoby analizowanie, kto z kim gra i jakie ma szanse. Wiemy na pewno, że tytułu nie zdobędzie faworyzowana przed turniejem Jola Zawadzka, której ósme miejsce chluby nie przynosi. Dziś pierwsza z dwóch, decydujących rund w obu turniejach. Dziś też wiele się wyjaśni, choć, jak znam życie nie wszystko. Musimy uzbroić się w cierpliwość. Obstawiam, że Monika Soćko da radę, bo jest naprawdę mocna. Nie jestem aż tak pewny, czy u panów Kacper Piorun znajdzie się jako pierwszy na linii mety, niemniej jednak szanse ma ogromne. Trzeba tylko poradzić sobie z psychologiczną presją rund ostatnich. Z wielkim zainteresowaniem zasiadam dziś do oglądania relacji, emocji z całą pewnością nie zabraknie!!

25 marca 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Czwarta runda Mistrzostw Polski w Szachach – Piorun wygrywa z Jarmułą i umacnia się na fotelu lidera! Monika Soćko chyba już poza zasięgiem rywalek!

W takich partiach jak wczorajsza Moniki Soćko z Alą Śliwicką, wychodzą dziesiątki lat doświadczeń gromadzonych na różnych szerokościach geograficznych kuli ziemskiej naszej wielkiej mistrzyni. Niby czarnymi dałoby się do pewnego momentu to ustać, niby wszystko wyglądało normalnie, grywalnie… Niby. W takich momentach dochodzi do głosu doświadczenie, że trzeba wzmagać presję, maksymalizować problemy na szachownicy, stwarzać psychologiczną presję i osiąga się cel. Nie chcę się nic odzywać ale jeśli dziś Monika Soćko zapunktuje, mam na myśli wygraną, to jej droga do złota będzie polegała na kontrolowaniu zdarzeń w dole tabeli. Nie chodzi o to, że spodziewam się po Monice jakichś taktycznych remisów, to nie ta zawodniczka. Monika walczy zawsze do samego końca, ale sama świadomość tego, że remis jest całkowicie akceptowalny, gdy się ma przed półmetkiem zawodów już 1,5 pkt. przewagi nad rywalkami jest to uczucie dość przyjemne. Można by polemizować czy świadomość możliwości remisu jest dla zawodnika korzystna. Sądzę, że to zależy komu ten remis potrzebny. Dla naszej reprezentantki wydaje się to bez znaczenia, natomiast są szachiści, którzy lepiej grają pod presją. Zasadniczo nie powinno się na partię wychodzić ze świadomością, że się chce zremisować, lepiej po prostu grać normalne szachy, czytałem o tym w wielu książkach. Monika Soćko jest jednak typem „walczaka”i dla niej remis jest wynikiem akceptowalnym, ale po walce. Półtorej punktu. To zapas duży, rzekłbym bardzo duży, zważywszy na fakt, że Monika ma już wiele cennych wygranych z kandydatkami do złotego medalu z rokowań przed turniejem. Zobaczymy co się wydarzy w dzisiejszym meczu Moniki z Anną Warakomską, gdy ujrzymy wynik w tabeli, będziemy znacznie mądrzejsi.

Inaczej mają się sprawy w czołówce tabeli turnieju męskiego. Lideruje Kacper Piorun, który wczoraj otrzymał prezent w postaci miniatury od nie mogącego się odnaleźć, młodego Łukasza Jarmuły. Łukasz odbiera ważną, choć bolesną lekcję szachów i jeśli wyciągnie odpowiednie wnioski, wyjdzie mu to na zdrowie. Wczoraj po biciu pionem na „c5”, co było zaproszeniem do wymiany hetmanów, odniosłem wrażenie, że junior marzył o remisie, a jak to się kończy, przeczytajcie moje przemyślenia w akapicie wyżej. Mark Dworecki całe rozdziały w swoich fantastycznych książkach poświęca temu zagadnieniu jak i psychologicznemu nastawieniu do bardzo ważnych pojedynków. To nie są zawody Łukasza Jarmuły jednak musi walczyć do końca i ewentualnie wypić tę czarę goryczy. Napisałem „ewentualnie”, gdyż nie jest powiedziane, że dalsza część tych zawodów będzie u niego wyglądała tak samo. Szachy to boks. Gdy padają celne razy i zawodnik wisi na linach, nieraz potrzeba czasu, by minęło zamroczenie, a nogi zaczęły znów słuchać.

 Piorun liderem, ale daleko mu do osiągnięć Moniki Soćko, która po prostu urwała się peletonowi. W turnieju męskim walka będzie trwała do końca i kwestia złota zapewne rozstrzygnie się w rundach ostatnich. No to co? Szykujemy się na kolejne emocje, które z całą pewnością przyniesie nam runda numer pięć? Ja już sobie ostrzę zęby na kolejną rundę. Mamy sobotę, weekend, telefony się nie urywają, jest to czas, by oddać się czystej przyjemności kibicowania. Popołudnie spędzę w towarzystwie szachów, a wy??

24 marca 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Po trzech rundach MP kobiet Monika Soćko z kompletem zwycięstw!!

Choć Mistrzostwa Polski nie wkroczyły jeszcze w decydującą fazę warto przyjrzeć się wynikom, które wyglądają dość zaskakująco. Generalnie, turniej może się podobać, mamy wiele rezultatywnych partii, a mecze są naprawdę bojowe. Ciężkie chwile przeżywa debiutant, Łukasz Jarmuła, który mimo wielu usiłowań dotychczas nie może zapunktować. Młody zawodnik gra ambitnie, walczy do samego końca, jednak nie układają mu się dobrze te zawody. Inna sprawa, że przeciwnicy przykładają się do gry z nim, chcąc za wszelką cenę wygrać. Stare lisy wiedzą, że debiutant może mieć kłopoty w tak silnej stawce rywali. Cóż, Łukasz Jarmuła mógł się takiej reakcji przeciwników od samego początku turnieju spodziewać. Po trzech rundach jego rola w tej stawce jest już określona i będzie mu bardzo trudno poprawić aktualne miejsce w tabeli. Takie bywają żywoty debiutantów na turniejach mistrzowskich! Obserwowałem go na transmisji z turniejowej sali i jego mowa ciała też wiele mówiła. W jego zachowaniu widać brak pewności siebie, częste zmiany pozycji przy stole, pewna, z trudem ukrywana nerwowość, to istotne informacje dla uważnego widza ale przed wszystkim dla rywali. Aby mieć jakiekolwiek szanse w tego typu zawodach trzeba podejść do zdarzenia i przeciwników absolutnie bez kompleksów, innej drogi nie ma. Taka postawę w poprzednich latach zaprezentował Maciek Klekowski, który grał w MP rewelacyjnie. Kibicuję Łukaszowi, chciałbym, żeby złapał drugi oddech, choć zdanie będzie należało do bardzo trudnych. Czas jeszcze jest. Do momentu zatrzymania turniejowego zegara tuż po zakończeniu ostatniej partii rundy ostatniej wszystko, absolutnie wszystko jest możliwe!

Mateuszowi Bartlowi wczoraj partia z Aleksandrem Miśtą nie wyszła jednak w takich okolicznościach mało komu by się udała. Mateuszowi Bartlowi urodził się syn, więc i o odpowiedniej koncentracji nie mogło być mowy. W tym momencie składam szczęśliwym rodzicom serdeczne gratulacje!!:) Oby multimedalista MP zebrał się w sobie w następnych rundach i zagrał już na miarę swoich możliwości!

Wśród panów na razie najskuteczniejszy jest Kacper Piorun, który kolekcjonuje skalpy aż miło, a jeszcze dziś zagra z będącym w bardzo nieprzyjemnej sytuacji Łukaszem Jarmułą.

W turnieju pań świeci mocnym blaskiem gwiazda Moniki Soćko, która jest dla swoich przeciwniczek bezlitosna. Monika zmiotła z szachownicy Karinę, Iwetę i Jolę i po tych cennych wygranych jest murowaną kandydatką do złotego medalu. Dziś zagra z młodą Alą Śliwicką i tutaj zapewne będzie chciała wygrać, powiększając swoją przewagę nad reszta stawki.

Moje wrażenia ogólne jeśli chodzi o oba turnieje są bardzo pozytywne. Przyznaję, że dałem się wciągnąć w intrygę i z wielką chęcią zasiadam o godzinie 15 – tej do transmisji. Jest jeszcze za wcześnie by rozmawiać o tym, jak będzie wyglądał układ „na pudle” w obu turniejach, choć już teraz stawiam na medal złoty Moniki Soćko. Sądzę też, że z Warszawy nie wyjedzie bez medalu Kacper Piorun. Reszta jest wielką niewiadomą.

Przyszło nam symultanicznie śledzić start Radka Wojtaszka w openie w Sharjah. Radek Wojtaszek zaczyna partię po godzinie trzynastej. Wczoraj nasz najlepszy szachista zremisował z Ukraińcem Neverovem, który choć „pływał” w końcówce, to jednak po niedokładnej grze Polaka szczęśliwie zawinął do remisowego portu. Dziś Wojtaszek zagra z nieznanym mi mistrzem międzynarodowym z Filipin, Pascua Haridasem 2440 elo. Jak widać, do końca marca będziemy świadkami niesamowitego festiwalu szachów, który powinien nam dostarczyć sporo sportowych emocji!


20 marca 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Komu kibicuję w rozpoczynających się Indywidualnych Mistrzostwach Polski w szachach klasycznych?

Ostatnio wiele się działo na naszym, krajowym podwórku. Wczoraj, w Ustroniu, zakończyły się ostatnie pojedynki o prymat pomiędzy juniorami i juniorkami w szachach klasycznych. Temu turniejowi, a właściwie – turniejom, przyglądałem się z dużym zaciekawieniem. W grupie najstarszej pewnie wygrał Igor Janik, który większości pojedynków „grał z ręki” deprymując tym samym swoich przeciwników. Jego przewagi czasowe nad oponentami niejednokrotnie były ogromne! Przede wszystkim grał mocno, a rywale nie potrafili znaleźć na niego sposobu. Ten zawodnik jest obecnie najsilniejszy w swoim przedziale wiekowym. W morzu różnych pojedynków można było wyłowić naprawdę ciekawe spotkania, jednak moje wrażenia ogólne nie są zbyt optymistyczne. Juniorzy, jak to juniorzy, preferowali ataki na króla, o losach większości pojedynków przesądzała taktyka. Strategii była szczypta, głębokich zamysłów mało, z grą pozycyjną na wysokim poziomie raczej się nie spotkałem. U dziewczyn wygrała Oliwka Kiołbasa, która już jutro zagra z seniorkami. Jest rzeczą interesującą jak młoda szachistka po dość trudnym turnieju poradzi sobie w morderczej walce wśród seniorek, gdzie potrzebna jest przede wszystkim świeżość, siła, wytrzymałość itd. Oliwii zamierzam kibicować w MP, choć z wyżej wymienionych przyczyn obawiam się jej występu. Generalnie w obu turniejach stawiam na młodość. Oprócz Oliwki zamierzam kibicować najmłodszej uczestniczce kobiecego turnieju, debiutantce, Ali Śliwickiej. Chciałbym, żeby młode zawodniczki mocno zamieszały w kotle! 

W turnieju męskim podobnie: biorę na celownik młodość i stawiam na Łukasza Jarmułę. Chciałbym, żeby wyszły mu te zawody, żeby skutecznie włączył się do walki ze „starymi lisami”. Nie zamierzam też owijać w bawełnę – lista startowa turnieju panów nie wywołuje przyspieszonej akcji mojego serca. W tabeli brakuje tylu fajnych nazwisk! Jeśli nie ma trzech reprezentantów Polski: Wojtaszka, Dudy, Świercza, który wczoraj zakończył turniej w Saint Louis, to o czym my tu rozmawiamy? Za to gra Bartosz Soćko, choć jest trenerem kadry, czy dawno nie oglądany Michał Krasenkow (akurat tutaj się cieszę na jego start). Nie jestem od układania grafików naszych sportowców, jednak swoje zdanie muszę wyrazić. Zgodzicie się, czytelnicy, że niespecjalnie to wszystko wygląda. Piękna pula nagród, ciekawe miejsce rozgrywek, tymczasem dyskutujemy o wielkich nieobecnych.

 Janek Duda zagrał w ten weekend w Bundeslidze pokonując Fellera oraz Wojtaszka i kręci już ranka w okolicach 2700 +. Chłopak wstał znad stolika zawalonego książkami, pojechał, sprał kogo miał sprać, spokojnie wrócił i usiadł do lekcji jakby nigdy nic. Szkoda. Naprawdę szkoda, że nie zobaczę Janka w Warszawie! Będzie mi brakowało jego orzeźwiających, dynamicznych szachów. Pokonany przez Janka Radek Wojtaszek zagra z kolei w silnym openie w Sharjah. Zebrała się tam naprawdę fajna paczka, kilku ponad 2700 elo oraz mnóstwo równie silnych poniżej tego rankingu. Ciekawe zawody przed Radkiem Wojtaszkiem, choć jego też mi będzie brakowało na turnieju mistrzowskim w Polsce. Będzie mi na tym turnieju brakowało też sympatycznego Dragunika, ot co. I tak się ustawiam do tej listy startowej i tak, patrzę na nią z ukosa i z boku i z góry i nie mogę się do niej przekonać. Hmm… może te zawody będą tak ciekawe, że uda mi się zapomnieć o moim składzie marzeń? Nie wiem. W każdym razie czekają nas i tak ciekawe pojedynki. A nasze sreberka karnie stawiły się w Warszawie! Na naszych Lwicach 64 pól zawsze można polegać! No, ale może już dość tego kwękolenia. Powiedzcie lepiej autorowi strony jakie są wasze typy? Kto według was wystrzeli z formą? Komu kibicujecie w obu turniejach mistrzowskich??