Psychologia i szachy

Blog Krzysztofa Jopka

20 marca 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Komu kibicuję w rozpoczynających się Indywidualnych Mistrzostwach Polski w szachach klasycznych?

Ostatnio wiele się działo na naszym, krajowym podwórku. Wczoraj, w Ustroniu, zakończyły się ostatnie pojedynki o prymat pomiędzy juniorami i juniorkami w szachach klasycznych. Temu turniejowi, a właściwie – turniejom, przyglądałem się z dużym zaciekawieniem. W grupie najstarszej pewnie wygrał Igor Janik, który większości pojedynków „grał z ręki” deprymując tym samym swoich przeciwników. Jego przewagi czasowe nad oponentami niejednokrotnie były ogromne! Przede wszystkim grał mocno, a rywale nie potrafili znaleźć na niego sposobu. Ten zawodnik jest obecnie najsilniejszy w swoim przedziale wiekowym. W morzu różnych pojedynków można było wyłowić naprawdę ciekawe spotkania, jednak moje wrażenia ogólne nie są zbyt optymistyczne. Juniorzy, jak to juniorzy, preferowali ataki na króla, o losach większości pojedynków przesądzała taktyka. Strategii była szczypta, głębokich zamysłów mało, z grą pozycyjną na wysokim poziomie raczej się nie spotkałem. U dziewczyn wygrała Oliwka Kiołbasa, która już jutro zagra z seniorkami. Jest rzeczą interesującą jak młoda szachistka po dość trudnym turnieju poradzi sobie w morderczej walce wśród seniorek, gdzie potrzebna jest przede wszystkim świeżość, siła, wytrzymałość itd. Oliwii zamierzam kibicować w MP, choć z wyżej wymienionych przyczyn obawiam się jej występu. Generalnie w obu turniejach stawiam na młodość. Oprócz Oliwki zamierzam kibicować najmłodszej uczestniczce kobiecego turnieju, debiutantce, Ali Śliwickiej. Chciałbym, żeby młode zawodniczki mocno zamieszały w kotle! 

W turnieju męskim podobnie: biorę na celownik młodość i stawiam na Łukasza Jarmułę. Chciałbym, żeby wyszły mu te zawody, żeby skutecznie włączył się do walki ze „starymi lisami”. Nie zamierzam też owijać w bawełnę – lista startowa turnieju panów nie wywołuje przyspieszonej akcji mojego serca. W tabeli brakuje tylu fajnych nazwisk! Jeśli nie ma trzech reprezentantów Polski: Wojtaszka, Dudy, Świercza, który wczoraj zakończył turniej w Saint Louis, to o czym my tu rozmawiamy? Za to gra Bartosz Soćko, choć jest trenerem kadry, czy dawno nie oglądany Michał Krasenkow (akurat tutaj się cieszę na jego start). Nie jestem od układania grafików naszych sportowców, jednak swoje zdanie muszę wyrazić. Zgodzicie się, czytelnicy, że niespecjalnie to wszystko wygląda. Piękna pula nagród, ciekawe miejsce rozgrywek, tymczasem dyskutujemy o wielkich nieobecnych.

 Janek Duda zagrał w ten weekend w Bundeslidze pokonując Fellera oraz Wojtaszka i kręci już ranka w okolicach 2700 +. Chłopak wstał znad stolika zawalonego książkami, pojechał, sprał kogo miał sprać, spokojnie wrócił i usiadł do lekcji jakby nigdy nic. Szkoda. Naprawdę szkoda, że nie zobaczę Janka w Warszawie! Będzie mi brakowało jego orzeźwiających, dynamicznych szachów. Pokonany przez Janka Radek Wojtaszek zagra z kolei w silnym openie w Sharjah. Zebrała się tam naprawdę fajna paczka, kilku ponad 2700 elo oraz mnóstwo równie silnych poniżej tego rankingu. Ciekawe zawody przed Radkiem Wojtaszkiem, choć jego też mi będzie brakowało na turnieju mistrzowskim w Polsce. Będzie mi na tym turnieju brakowało też sympatycznego Dragunika, ot co. I tak się ustawiam do tej listy startowej i tak, patrzę na nią z ukosa i z boku i z góry i nie mogę się do niej przekonać. Hmm… może te zawody będą tak ciekawe, że uda mi się zapomnieć o moim składzie marzeń? Nie wiem. W każdym razie czekają nas i tak ciekawe pojedynki. A nasze sreberka karnie stawiły się w Warszawie! Na naszych Lwicach 64 pól zawsze można polegać! No, ale może już dość tego kwękolenia. Powiedzcie lepiej autorowi strony jakie są wasze typy? Kto według was wystrzeli z formą? Komu kibicujecie w obu turniejach mistrzowskich??

10 marca 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Klasyka znana czy nieznana?

W oczekiwaniu na IMP w szachach, które tym razem zostaną rozegrane w Warszawie, chciałbym kontynuować na blogu kilka wątków, które od pewnego czasu rozpracowuję na czynniki pierwsze w myślach.

 Tym kibicom, którzy ostatnio nie mają w co wbić zęby, bezskutecznie szukając jakichś atrakcyjnych zdarzeń na krajowym podwórku jako preludium przed turniejem w stolicy, polecam MP juniorów do lat 16 i 18, które zostaną przeprowadzone w Ustroniu. Sporo gorzkich słów padło z moich ust w kierunku juniorów, których ostatnie występy na arenie międzynarodowej nie należały do udanych. Faktem jest, że ostatnimi czasy przywozimy znacznie mniej medali, wygląda na to, że świat nam odskoczył (sądzę, że nie niepostrzeżenie) a szanse na doszlusowanie do najlepszych nie jest rzeczą prostą.

 Warto jednak powiedzieć o miłym akcencie, czyli fenomenalnym występie Mikołaja Tomczaka w Grazu. Na openie w Grazu młody zawodnik z Polski (z tytułem FM!) po prostu ograł wszystkich, meldując się na mecie pierwszy i pozostawiając w tyle wielu rasowych, utytułowanych arcymistrzów! Przyglądałem się partiom naszego zawodnika – Mikołaj grał złożone partie, grał dojrzale, potrafił wytrzymywać naciski oraz świetnie poradził sobie z napięciem ostatnich rund. Daje to świetne perspektywy na przyszłość. Nie wiem, co Mikołaj Tomczak robił ostatnimi czasy, choć nietrudno zgadnąć, że musiał trenować, trenować, trenować w wolnych chwilach… trenować. Tylko tak można wytłumaczyć tę erupcję formy, która najprawdopodobniej znajdzie potwierdzenie w zbliżających się za kilka dni MP juniorów. Postęp w szachach to efekt wielu, wielu miesięcy siermiężnego treningu i nie ma tutaj przypadku. Dróg na skróty w szachach nie ma. Wszechstronne wykształcenie szachowe ma szansę zaistnieć gdy odbędziemy głębokie studia nad całą historią naszego sportu, gdzie jednym z ważniejszych punktów jest znajomość klasyki. Wrócę na moment do książki Gelfanda, którą studiuję. Tam partie klasyczne przeplatają się z tymi rozegranymi sprzed kilku lat, czy nawet miesięcy i okazuje się, że idee generalnie są te same, choć współcześnie gra nieco inaczej wygląda. Klasyka może juniorów nudzić, te szachy różnią się znacznie od tych współczesnych. Szachiści sto lat temu w defensywie grali twardo, jednak ogólnie rzecz ujmując nie szukali aktywnej kontrgry w krytycznych momentach i przegrywali. Nie czuli tak dynamiki, która w tamtych latach dopiero się kształtowała. Te szachy są bardziej statyczne, jednak nie sposób, po prostu nie sposób stać się klasowym graczem bez wiedzy o tamtych latach. Nie mam wątpliwości, że nie jest rzeczą możliwą wychowanie silnego gracza, którego nie interesują partie Capablanki czy Flohra, tylko pierwsza linia Komodo 8.

 Jaki jest poziom znajomości klasyki u młodego pokolenia? Nikt tego jeszcze nie sprawdził, choć byłby na to sposób.. Sposób na rozpoznanie poziomu znajomości klasyki u juniorów i juniorek jest i, według mnie, wygląda całkiem atrakcyjnie. Ostatnio wydumałem, że można by zrobić ogólnopolski konkurs wiedzy z klasyki szachowej. Byłyby tam partie bez nazwisk do odgadanięcia, kombinacje, pozycje z końcówek itd. Można to jeszcze bardziej uatrakcyjnić robiąc pojedynek zespołu seniorskiego, (na przykład kadrowiczów) z teamem juniorskim. Kto więcej wie, ile kto punktów zdobył? Ta zabawa, pożyteczna sama w sobie, dałaby nam wiele ciekawych danych. Dzięki tego typu konkursom dość łatwo się zorientować co wiedzą młodzi szachiści o klasyce, czyli o przeszłości naszego sportu. Karkołomny pomysł ominięcia klasyki w szachach wygląda jak próba zrozumienia teorii względności Einsteina bez znajomości praw Newtona. Taka metodyka nie może zaprowadzić daleko.

 Warto przyjrzeć się partiom tych mistrzostw i obiektywnie ocenić jakość gry poszczególnych zawodników. W końcu te zawody, to turniej bezpośredniego zaplecza kadry, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało. Za lat „X”, gdy obecni kadrowicze podziękują za grę dla Polski, wykruszą się, zawodnicy, którzy zagrają w Ustroniu zastąpią ich. Jak będzie wtedy wyglądała rywalizacja „pierwszego garnituru” z resztą świata? Boję się odpowiadać na te pytania.

Łukasz Jarmuła zadebiutuje w IMP w szachach w Warszawie i wypada trzymać za niego kciuki. Ciekawe czy spotka go zimny prysznic, czy uda mu się skutecznie rywalizować z czołówką?

Zachwycam się więc książką Gelfanda, a w kolejce stoi u mnie na półce jeszcze wiele, wiele książek, które muszę przestudiować. Jeśli trafię na jakąś perłę od razu dam wam znać! Na koniec moje pytanie do was – kto według was jest faworytem turnieju juniorskiego, kobiet oraz wśród seniorów? Macie już swoje typy?


6 marca 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Za dwa tygodnie, w Warszawie, ruszają Indywidualne Mistrzostwa Polski w Szachach!!

Efektem wielu ponagleń z waszej strony, abym wreszcie dał jakoweś znaki życia jest mój powrót do pióra po stosunkowo niedługiej przerwie. Oderwany od lektury fantastycznej książki Borysa Gelfanda „Принятие позиционных решений в шахматах”, książki roku według Angielskiej Federacji Szachowej, rozglądam się po naszym szachowym Uniwersum z zainteresowaniem, chłonąc niczym meduza plankton wszelkie informacje, wieści, ciekawostki, czytam też wywiady i na różne sposoby sobie myślę.

 Na przykład jestem pod wrażeniem wywiadu z aktualnym triumfatorem Aeroflot Open 2017 r. Władimirem Fjedosjejewem z Sankt-Petersburga http://www.chess-news.ru/node/22829. Ten 22 – letni arcymistrz osiągnął niebywały sukces otrzymując przepustkę do gry w elitarnym turnieju w Dortmundzie, natomiast sposób jego wypowiedzi, poglądy, wskazują na ciekawy niepospolity intelekt co jest o tyle intresujące, że ten młody człowiek jest dopiero na styku junior-senior. Bardzo miły, dojrzały chłopak. Po tym wywiadzie ze znacznie większym zainteresowaniem zacznę śledzić jego karierę, a w szczególności start w Dortmundzie.

Wracając do książki Gelfanda, myślę, że jest ona wielkim hołdem dla naszego legendarnego Akiby Rubinsteina, którego pretendent do tytułu MŚ uważa za swojego głównego nauczyciela szachów z wszystkich wielkich tego sportu. W książce, którą wam gorąco polecam, Gelfand wspomina turnieje, które grał w Polanicy-Zdroju jako jedne z lepszych w całej jego karierze! Co się porobiło z tym turniejem na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat? W książce Gelfand analizuje swoje partie z turnieju polanickiego przełomu wieków, a tam… gwiazda obok gwiazdy, legenda obok legendy szachów. Taki to był turniej! Teraz organizatorzy mają kłopot, żeby skompletować w miarę sensowną mieszankę GM i IM, aby można było zrobić potrzebne normy. Przywrócenie blasku temu elitarnemu turniejowi z lat poprzednich jest sprawą mocno skomplikowaną, na obecną chwilę rzekłbym, niemożliwą. Książka Gelfanda napisana we współpracy z Jacobem Aagaardem porywa głębią analiz jest napisana z iście literacką swadą, co nie jest rzeczą aż tak częstą w dziale „szachy”.

Monika Soćko chyba do końca nie przeczuwała co może ją spotkać w związku ze startem na MŚ w Iranie. Fala nienawiści jaka spadła na naszą sportsmenkę za założenie nakrycia głowy obowiązującego w Iranie była wprost niewyobrażalna i choć środowisko szachowe stanęło na wysokości zadania stając murem za Moniką, to całe to zdarzenie pozostawiło we mnie duży niesmak. W tej sytuacji jest wiele interesujących momentów, sama rzecz jest jednak bardzo zagmatwana. Wojna kulturowa cywilizacji zachodniej ze światem islamu trwa w najlepsze, choć odnoszę wrażenie, że media nie przyczyniają się do wyedukowania ludzi, czym tak naprawdę jest islam. Teraz głęboki namysł nad daną kwestią zastępowany jest jakimś błyskiem, flashem, szybkim newsem, który ma mieć możliwie jak największy zasięg. Tak teraz wygląda współczesne dziennikarstwo, a przynajmniej jego znaczna część. Taka była mniej więcej geneza newsa o polskiej szachistce, która „zdradziła”, zakładając nakrycie głowy na turnieju szachowym w Iranie. Ten news zaczął żyć swoim życiem i w krótkim czasie obiegł wszystkie ważniejsze stacje telewizyjne jak i portale społecznościowe. Zastanawia mnie skąd w ludziach bierze się tyle negatywnych emocji w stosunku do osoby, której de facto nie znają. Jakoś trudno mi uwierzyć w nienawiść do kogoś kogo się nie zna, sądzę, że ci, którzy z takim zaangażowaniem zaatakowali Monikę mają problem z rozpoznaniem w sobie negatywnych emocji wraz z przyczynami i stosując mechanizm przeniesienia kierują je poza siebie. A cel może być dowolny. Za tym wszystkim zapewne czają się ogromne pokłady lęku.

Czasy są takie trochę jakby wojenne, sprzyjające jasnym deklaracjom czyś jest swój, czy wróg. Najciekawsze jest to, że te wezwania aby określić swoją przynależność religijną (a tym samym etniczną) płyną ze strony osób, które mają kłopoty z zastosowaniem podmiotu i orzeczenia w zdaniu w języku polskim, zdarza im się napisać „ktury”, broń Panie Boże sklecić jakieś trudniejsze zdanie złożone. Jestem ciekaw, jak by wypadł ich test na polskość, gdyby tak zapytać o autora „Balladyny”, czy „Ziemi Obiecanej”, zacząć ich po prostu dopytywać. Monika Soćko rozsławiła nasz kraj zdobywając w zeszłym roku olimpijskie srebro, o większości hejtujących wiemy tyle, że są. Ciekawe, czy ktoś z atakujących Monikę wiedział, jaką utytułowaną sportsmenką jest? Zresztą, czy dla tych ludzi ma to jakiekolwiek znaczenie? 

Media dają jasny przekaz, że świat islamu jest dla nas zagrożeniem. Mam z tym duży problem, bo moje relacje z muzułmanami są bardzo dobre i moje władze poznawcze  doznają niezmiennie poważnego uszczerbku, gdy porównuję przekazy medialne z moimi osobistymi doświadczeniami. Może kilka przykładów. W obecnie zaanektowanym przez Rosję Krymie, w Symferopolu, znalazłem się sam, wieczorem, na mało przyjaznej dzielnicy, (plecak miałem schowany na dworcu). Zaszedłem, więc, do zabytkowego meczetu, w którym spotkałem się z zarządcą świątyni. Ten oprowadził mnie po całym terenie, na koniec zapytał czy mam gdzie spać, bo zbliża się noc. Powiedziałem, że średnio to widzę, a ten oznajmił mi, że wedle Koranu mogę spać w meczecie, gdyż jestem wędrowcem, który jest w drodze. Przyniósł mi jedzenie, przykryłem się kawałkiem jakiegoś dywanu i usnąłem pojedzony, a wcześnie rano obudził mnie głos muezzina, wzywającego do modlitwy. 

Na granicy marokańsko-algierskiej, właściwie na pustyni zatrułem się czymś strasznie, leżałem przez kilka dni bez pamięci w domu Hassana, który dbał o mnie jak matka, żebym wydobrzał (takich opowiastek mam znacznie więcej). Chodzi o to, że przeciętny muzułmanin jest osobą bardzo religijną, odda ci pokój, nakarmi itd. media jednak wolą sprzedawać wersję o tym, że każdy ma ochotę wysadzić się w powietrze w twoim towarzystwie. No i co ja mam zrobić z tymi moimi wszystkim doświadczeniami? Zanegować je? Do teraz piszę z wieloma znajomymi, którzy marzyliby, żebym do nich przyjechał. Wielu pewnie uzna, że jestem naiwny, że nie widzę zagrożenia itd. Oczywiście widzę, jestem świadom czym jest fundamentalizm, nie mający zakorzenienia tylko w jednym wyznaniu, oraz zagrożeń z tego płynących, wiem co potrafi zrobić mały promil ludzi naprawdę złych, ale jestem też świadom naszej hipokryzji. Cywilizacja chrześcijańska od setek lat nie zajmowała się niczym innym, tylko pacyfikowaniem całych kontynentów, trup słał się gęsto na każdej z szerokości geograficznych, do których kultura zachodnia dotarła. Robiliśmy dokładnie to, co od jakiegoś czasu mniej lub bardziej skutecznie próbują zrobić z nami, jednak rodzi się w nas tak wielkie, święte oburzenie. Jest to nic innego tylko łagodny uśmiech prawa karmy, które mówi, że za każdy nasz czyn czeka na nas kara lub nagroda…

Zbliżają się Indywidualne Mistrzostwa Polski w Szachach. Lista startowa turnieju mężczyzn delikatnie rzecz ujmując nie wzbudza mojego entuzjazmu. Bez Wojtaszka, Dudy, Świercza, który Moskwy ostatnio nie podbił, Draguna, tabela wydaje się świecić pustkami. Po prostu nie ma fajnych nazwisk, które powinny za dwa tygodnie w Warszawie zagościć. Radek Wojtaszek zagra w kwietniu w Memoriale Gaszymowa, a turniej ten ma piekielnie mocny skład! To kolejna superkołówka z udziałem naszego reprezentanta, chyba zaczyna się ruch w interesie. I dobrze! Bardzo, bardzo się cieszę na ten turniej i kolejne wielkie wyzwanie jakie stoi przed naszym arcymistrzem! Jednak najpierw musi się rozstrzygnąć walka o prymat na krajowym podwórku!

1 lutego 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Radosław Wojtaszek specjalnie dla "Psychologii i Szachów" analizuje swój występ w Tata Steel Chess!

Krzysztof Jopek: Przygotowania do superturnieju Tata Steel Chess zajęły ci kilka miesięcy. Jakim aspektom treningu poświęciłeś najwięcej uwagi?
Radosław Wojtaszek: Akurat mój start w Wijk aan Zee zbiegł się z faktem, że ostatnio zmieniłem trochę swój trening, staram się wprowadzać do niego nowe elementy. Na pewno więcej czasu poświęciłem na praktyczną grę, rozwiązywanie kombinacji i trening ogólno szachowy, czyli tym razem trochę mniej uwagi poświęciłem debiutom. Bardzo mocno też popracowałem nad kondycją i chyba w tej sferze najbardziej się poprawiłem, fizycznie wytrzymałem ten turniej bardzo dobrze. Niestety, jak to czasem bywa z wprowadzaniem nowości, odbyło się to trochę kosztem moich wcześniejszych silnych stron, czyli debiutów. Tutaj też chciałem wprowadzić kilka nowych rzeczy, najbardziej radykalną zmianą dla mnie było zagranie dwóch partii po 1.e4 e5. Uważam, że debiuty dalej stały na wysokim poziomie, ale niestety kilka razy też zapomniałem swoich analiz co drogo mnie kosztowało w partiach z Wesleyem i Magnusem. Obaj zagrali ze mną warianty, które miałem przeanalizowane wcześniej, ale ostatnio akurat jakiś czas ich nie powtarzałem. Mimo wszystko liczę, że te zmiany w treningu i otwarcie się na nowe rzeczy jakoś uda mi się połączyć z ciągle dobrym przygotowaniem debiutowym i na dłuższą metę da to dobre efekty.
K. J: Kto ci pomagał w rozpracowaniu rywali przed turniejem oraz w jego trakcie?
R. W: Jak zawsze wspierali mnie w przygotowaniach Mateusz Bartel i Grzesiek Gajewski. Tym razem pomagali mi także Marcin Dziuba oraz Kamil Dragun, jeszcze przed wyjazdem do U.S A na studia. Bardzo pomógł mi też Bartosz Soćko, mobilizując mnie cały czas do wysiłku fizycznego i to głównie dzięki niemu tak dobrze to wyszło od tej strony. Wszystkim im chciałbym bardzo podziękować za pomoc. 
K. J: Zanim przyjrzymy się bliżej twojej grze warto, tytułem wstępu, spojrzeć na rezultaty twoich przeciwników. Który z uczestników holenderskiego „Wimbledonu” zaskoczył cię bardzo dobrą postawą? Po kim spodziewałeś się dużo lepszego startu?
R. W: Na pewno na plus wszystkich zaskoczył Adhiban, niestety po części  dlatego, że otrzymał prezent ode mnie… In minus, hmm… ciężko powiedzieć, nie zastanawiałem sie nad tym kto jakie będzie miał oczekiwania.
K.J: Rzeczywiście, Adhiban był rewelacją tego turnieju. Jakoś podświadomie dzielę twój start na „do i od” tej niezwykle emocjonującej partii z Hindusem, którą przegrałeś. To była bardzo dziwna partia. Tuż po kontroli czasu wypuściłeś całą przewagę, wydawało się jakby zabrakło  ci sił, mówisz jednak, że z kondycją było o.k. Co się właściwie działo z tobą podczas tego meczu?
W. R: Myślę, że ta partia idealnie podsumowuje mój cały turniej: brakowało mi w tym turnieju stabilności. Nie był to problem fizyczny, bo przecież potem także grałem długie partie, a partia z Wei Yi była ostatnią, zakończoną w całym turnieju. Od początku partii z Adhibanem miałem problemy z czasem, popełniłem w grze środkowej kilka błędów i dostałem dość nieprzyjemną pozycje. W niedoczasie to przeciwnik popełnił jednak dwa grube błędy i w rezultacie, mimo przeciętnej gry, po kontroli, otrzymałem wygraną pozycję. Przeoczyłem jednak łatwą wygraną i pozycja się dość mocno skomplikowała. W środku byłem bardzo poirytowany tym i zacząłem popełniać kolejne błędy co w końcu skończyło się przegraną. Za wolna gra to problem, który prześladował mnie w wielu partiach. Do tego w tej partii doszły bardzo poważne podstawki, które normalnie mi się raczej nie zdarzają, a na pewno juz nie w takich ilościach. Bardzo głupia przegrana, która w dużej mierze zaważyła na ocenie mojego turnieju – jeśli przegrywa się z najniższym rankingiem to ciężko uznać takie zawody za udane…

Radek Wojtaszek w remisowym pojedynku z Anishem Girim. Foto: Organizatorzy.

 R. W (kontynuując): Z drugiej strony nie dzielę turnieju na „przed i po” tej partii. Była to ogromna wpadka ale nie jest tak, że przed nią grałem dobrze, a po niej źle.  Przez cały turniej, wydaje mi się, że grałem ciekawie, walecznie, dużo bardziej otwarcie niż wcześniej. Z drugiej strony ilość popełnianych przeze mnie błędów też była większa niż jestem przyzwyczajony. Myślę, że taka właśnie gra to trochę pokłosie zmian jakie wprowadziłem. Przy tylu nowych zmianach trochę posypała się gra, tzn. odchylenia od normalnej formy były większe niż normalnie, było trochę fajnych rzeczy, ale niestety dużo też złych. Mam nadzieję, że to kwestia czasu i wszystko zacznie działać jak najszybciej. Mimo słabszego wyniku ten turniej dał mi wiele nadziei i będę chciał zrobić wszystko (pracować jak najwięcej), żeby ustabilizować  trochę swoja grę, ale już z nowymi aspektami, czyli na wyższym poziomie. Tak jak już wspominałem, chodzi o to, żeby wcześniejsze pozytywy czyli np. dobre przygotowanie debiutowe połączyć z tymi nowymi takimi jak przygotowanie fizyczne czy wprowadzenie do repertuaru nowych otwarć.

K. J: Trzymajmy się konsekwentnie przegranych. Jakie były kulisy twoich dwóch spotkań z prawdziwymi gigantami, czyli Magnusem Carlsenem i zwycięzcą turnieju Wesleyem So?
 R. W: Przegrane z Magnusem i Wesleyem są bliźniacze: zaskoczony w debiucie, czego mogłem uniknąć (oba warianty miałem przygotowane jakiś czas temu) potem wolna gra i w kluczowych momentach nie miałem czasu. W obu partiach nie nawiązałem walki i tego mi szkoda. Z takimi zawodnikami przegrać można, ale nie tak jednostronnie. I w obu partiach byłem mocno zdeprymowany. Myślałem, że ten problem mam za sobą, ale jednak znowu w partiach z tymi najlepszymi stresuje mnie stawka. Co ciekawe, w partiach z Karjakinem czy Girim tego nie było. Jest to następny problem do wyeliminowania. A te zmiany w treningu – uznałem, że to jedyny sposób, żeby zrobić jeszcze jeden krok do przodu i rozwijać się.
K.J: Dużo mówisz o zmianach, a zwykle wprowadzanie nowego, pójście inną drogą, wynika z pewnego niezadowolenia z aktualnej sytuacji. Co w takim razie najbardziej ci przeszkadzało w twojej grze do teraz i jak to będzie wyglądało po zmianach?
R. W:  Przede wszystkim chcę być bardziej elastyczny i być w stanie grać więcej debiutów. Na przykład do tej pory na 1.e4 grałem głównie Najdorfa, co sprawiało, że było na mnie się stosunkowo prosto przygotować. Na Wijk aan Zee przygotowałem także Partię Hiszpańską. Trzeba jednak zrozumieć, że na tym poziomie odpowiednie przygotowanie debiutu to cały proces: analiza, ale potem zrozumienie struktur wynikających z danego debiutu, partie treningowe. To wszystko jest bardzo czasochłonne, ale liczę, że na dłuższą metę wyjdzie mi to na dobre. Najważniejsze dla mnie będzie zachowanie równowagi między wprowadzaniem zmian, a nie utraceniem wypracowanych do tej pory silnych stron. W uproszczeniu liczę, że za jakiś czas mój repertuar debiutowy będzie równie dobry jak do tej pory, ale po prostu bogatszy. Grając nowe debiuty automatycznie powstają inne struktury, co przekłada się na większą wiedzę w grze środkowej i potem w końcówkach. Do tego planuję dalej poprawić kondycję fizyczną.

Medytacje przed walką. Foto: Organizatorzy.
K.J: Wspomniałeś, że w partiach z Magnusem i Wesleyem byłeś mocno zdeprymowany, że stare błędy się odezwały. Problem dostrzegłeś, a znasz jego przyczynę? Masz pomysł w jaki sposób wyeliminować tą przypadłość tak, aby bez żadnych kompleksów siadać naprzeciwko tych najlepszych?
R. W: Przyczyna jest jasna – nie gram z nimi codziennie, dlatego przy każdej takiej sytuacji może pojawić się myślenie typu „teraz jest szansa, teraz jest okazja się pokazać”, a to tylko dodatkowy stres, presja. Myślę, że znajdę odpowiednie nastawienie przed takimi partiami, czyli żeby traktować je jak każde inne. Skoro nauczyłem się już normalnie traktować partie np. z Karjakinem i Girim to myślę, że uda mi się to także w przyszłych partiach z Wesleyem i Magnusem.
K. J: Znasz chyba moją ocenę twojego startu w Wijk aan Zee, sądzę, że to nie były udane zawody w twoim wykonaniu, choć mając już świadomość, że turniej ten był dla ciebie swoistym poligonem, gdzie testowałeś nowości pod ostrzałem najmocniejszych armat, byłbym skłonny nieco złagodzić ocenę (ale tylko nieco). Czy mógłbyś ty sam ostatecznie ocenić i podsumować twój występ w Holandii?
R. W: Jedenaste miejsce na czternastu startujących zawsze będzie porażką. Ok, zrobiłem -1, co nie wygląda tak źle jak to 11 miejsce, ale też nie jest żadnym powodem do dumy. Nawet nie było tak, że nie trafiłem z formą, po prostu na dzień dzisiejszy odstaję od najlepszych na świecie. Były rzeczy z których byłem zadowolony, jak wcześniej wspomniana kondycja czy walka do końca. Zdecydowanie jednak brakowało mi stabilności i popełniłem za dużo błędów, a na tym poziomie to niewybaczalne.
K.J: Za kilka dni lecisz do Zjednoczonych Emiratów Arabskich zaproszony przez tamtejszą federację na treningowy mecz z Salemem. Opowiedz jak to będzie wyglądało…
R.W: Zagramy mecz treningowy złożony z 4 partii klasycznych i 12 błyskawicznych. Mecz nie będzie liczony do rankingu i partie z niego nie zostaną opublikowane. Salem będzie grał w Grand Prix, które odbędzie się za około 3 tygodnie także w Sharjah i federacja chciała, żeby dobrze się do niego przygotował. Dość szybko się zgodziłem. Dla mnie to też dobre rozwiązanie, bo będę mógł przetestować nowe debiuty w poważanych partiach, a jednocześnie nie zostaną one pokazane.
K. J: A czemu ty nie grasz w Grand Prix?
R. W: Do GP można było się zakwalifikować na podstawie średniego rankingu bodajże wszystkie listy czerwiec 2015 – czerwiec 2016, co dla mnie było zabójcze bo obejmowało listy po fatalnych dla mnie DME w Reykjaviku. Z obecnym rankingiem raczej bym uzyskał kwalifikację. Do tego 9 miejsc zostało przeznaczonych dla zawodników i federacji, którzy opłacą wpisowe (z tego właśnie punktu gra Salem). Wiem, że do PZSzachu trafiła taka oferta, ale kwota wpisowego była po prostu horrendalnie wysoka. Na dzień dzisiejszy w polskich szachach takich pieniędzy po prostu nie ma, dlatego nie winię nikogo, że takie pieniądze się nie znalazły.
K. J: Kolejne twoje starty w tym półroczu to…
R. W: Jestem w trakcie ustalania swojego kalendarza. Ogólnie chciałbym zagrać jak najwięcej partii w tym roku. Pod koniec marca są Mistrzostwa Polski, ale jeszcze nie podjąłem decyzji o udziale. W tym samym czasie są dwa openy w Emiratach z bardzo dobrymi warunkami i wysokimi nagrodami, które mogą się okazać bardzo dobrze obsadzone, a to zawsze okazja do partii z 2700+. Z ciekawszych planowanych startów mogę wymienić Drużynowe Mistrzostwa Świata, Puchar Świata i Drużynowe Mistrzostwa Europy. DMŚ są dla nas o tyle ciekawe, że zadebiutujemy na nich, należy pochwalić PZSach, że udało się wywalczyć miejsce, co na początku wcale nie wydało się oczywiste. Nie do końca wiadomo w jakich składach przyjadą najlepsze drużyny, bo w tym samym czasie odbywają inne ważne turnieje i np. Amerykanie mogą przyjechać osłabieni. Mimo tego drużyny jak Rosja czy Ukraina na pewno przyjadą w najsilniejszych zestawieniach i będzie to dla nas bardzo wymagający(i przez to też ciekawy!) turniej.
K.J: Przed tobą wiele pracy i wyzwań. Na twoim poziomie jeśli chodzi o trening więcej się dokłada niż ujmuje, dlatego życzę ci wytrwałości. Bardzo dziękuję za rozmowę!
R. W: Dziękuję!

30 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

W zakończonym Tata Steel Chess pewnie wygrywa So Wesley! Radek Wojtaszek na odległej, jedenastej pozycji! Rozstrzygnięcie konkursu Psychologii i Szachów!

So Wesley bierze Wijk aan Zee odrywając się od drugiego Carlsena na cały punkt! Faktycznie, ostatnia partia z „Nepo” była swoistym kuriozum, zdarzającym się niezwykle rzadko na arenach sportowych wśród szachistów tak wysokiej wiedzy. Poziom demoralizacji grającego fatalne zawody Rosjanina musiał być niemały jeśli nie potrafił ustawić czegokolwiek grywalnego na desce, a wpadł niczym roztrzepany dziesięciolatek w potrzask już w debiucie tuż przed dziesiątym posunięciem. Taki finał Wimbledonu to swoisty zgrzyt, ciekawa intryga załamała się na początku ostatniej rundy, która zapowiadała się bardzo interesująco. Gdybym był kibicem „Nepo” (A nie jestem, choć lubię człowieka) z całą pewnością zahaczyłbym o szynk i nie wychodził z niego do późnych godzin wieczornych…

Pojawiają się już pierwsze oceny występu naszego reprezentanta i ja pozwolę sobie dorzucić kilka słów od siebie. Trzeba mi też ustosunkować się do kilku teorii czy ocen innych internautów. Na serwisie http://turnieje.chessbrains.pl/2017/01/13/wijk-aan-zee-2017/, „januszasj” napisał tak:

Pan Krzysztof Jopek, którego poetyzujące komentarze bardzo cenię, zauważył onegdaj, że oglądając na żywo partie naszego arcymistrza potrafi przewidzieć jego posunięcia. I to jest clou problemu: jeśli potrafi przewidzieć, to znaczy – myśli szybciej niż Wojtaszek ! 

Panie Januszu nie ma takiej możliwości żebym myślał szybciej od Wojtaszka. Podczas transmisji stosuję zasadę aktywnego kibicowania, mianowicie nie siedzę i nie czekam na rozwój wydarzeń, a sam oceniam pozycję, wybieram ruchy kandydaty, coś tam przeliczę, jest to według mnie bardzo fajna forma treningu, którą można nazwać: „Trenuj z arcymistrzem podczas jego gry”. Inne partie również mam otwarte i nie patrząc na oceny komputera oceniam je i dopiero potem patrzę co mają do powiedzenia krzemowe monstra. Pisząc, że z dużą regularnością przewiduję ruchy jakie zagra Wojtaszek, mam na myśli sam wybór ruchów kandydatów. Powiedzmy stoi pozycja, są trzy, cztery sensowne kontynuacje i wtedy często bez liczenia wariantów intuicja mi dobrze podpowiada co zagra nasz arcymistrz. Chodziło mi o wybór posunięć w pozycji do przyszłego liczenia, a nie samo liczenie. Wojtaszek w partii swój wybór musi poprzeć dokładnymi obliczeniami, ja w domowym zaciszu mam sytuację komfortową. A to, że udaje mi się przewidywać ruchy Wojtaszka, które zostaną zagrane nie jest niczym dziwnym, w końcu od wielu lat wiszę przyczepiony do niego jak, nie przymierzając, rzep do psiego ogona to i przychodzi mi to coraz łatwiej ;).

Wielu komentujących nagminnie powtarza zdanie kalkę-zarzut, mianowicie chodzi o bardzo popularny pogląd, że Wojtaszek doszedł do 2750 w oparciu o pojedynki ze słabszymi zawodnikami. Ciekawe, czy ktoś w ogóle zastanawia się co pisze? Jeśli Wojtaszek ma od ładnych paru lat ranking ponad 2700 elo, a ponad nim jest od dłuższego czasu dwudziestu paru szachistów z rankingiem wyższym, to jeśli w ogóle chce grać, musi grać ze słabszymi bo jest ich więcej. Sekretem osiągnięcia 2750 elo to utrzymanie dużej skuteczności z szachistami niżej notowanymi i minimum nie przegrywanie z lepszymi, a to Wojtaszkowi się od wielu lat udaje. Poza tym co złego w graniu ze słabszymi jeśli się ma takie elo? Droga do owego słynnego nabijania rankingu na słabszych przecież jest wolna dla każdego, dlaczego więc arcymistrzowie nie korzystają z niej? Nie chcą mieć 2750 elo, że tego rankingu nie nabijają? Mocny żart. Może to zrobić każdy, jednak mało komu to się udaje, do tego potrzebna jest klasa gry. Daleko nie szukając: Kacprowi Piorunowi niedawno brakowało kilkanaście elo do 2700 + i gdzie teraz jest? Wypadł z setki, wrócił do niej ale jest w jej dole, gra teraz w Gibraltarze, kibicujemy mu mocno, ale z tymi 2700 elo przegrywa, odkuwając się na słabszych. Można by przytaczać tutaj każdą indywidualną historię arcymistrza pretendującego do 2700 elo, który odbija się głową od niewidzialnej bariery. Poza tym Wojtaszek grał ze ścisłą światową elitą, co prawda spadł mu ranking, ale nie na tyle, żeby mówić o jakiejś katastrofie, nadal mocne 2740 plus ma. Teoria nadmuchanego rankingu wskazywałaby, że Wijk aan Zee powinno się zakończyć katastrofą, ale czy ten turniej był katastrofą? Dla jasności, bo się zacznie zaraz idiotyczne łapanie za słowa: uważam, że to był zły turniej Wojtaszka, to nie podlega dyskusji, ale katastrofy nie było. Dalej, idąc takim tokiem myślenia, Carlsen w ogóle powinien zrezygnować z gry w Wijku bo byli zawodnicy, którzy mieli od niego blisko 200 elo mniej itd. Kompletny absurd. Ranking jest wypadkową gry z szachistami gorszymi, równorzędnymi i lepszymi. Magnus musiałby tylko stawać do obrony tytułu w takim razie i nic poza tym. Nie ma chyba sensu ciągnąć tego wątku dłużej…

Absolutną rewelacją turnieju był Hindus Adhiban, który zajął trzecie miejsce. Tego szachistę wielu do tego turnieju nie rozpoznawało, teraz już wszyscy o nim wiedzą. Adhiban zagrał naprawdę kapitalne zawody, a jego szachy również mogły się podobać.

Wojtaszek nie zagrał tego turnieju dobrze. Jestem przede wszystkim ciekaw tego co on sam powie o swoim występie. Najprawdopodobniej kluczową była przegrana partia z Adhibanem, choć Radek jednak zaskoczył mnie pozytywnie w końcówce turnieju, chodzi o wolę walki. Chyba jednak nie chodziło o kondycję. Z Adhibanem zabrakło mu pary, następne partie z kolei grał długo i wytrzymał, kończąc turniej bardzo cenną wygraną z Wei Yi. Jeśli nie kondycja to co? Co więc było przyczyną jego słabego występu w Wijk aan Zee? Wojtaszek generalnie jest defensorem, ceni w czasie gry bezpieczeństwo, wybiera raczej spokojne, pozycyjne kontynuacje. Jego poziom gry wystarcza na tych szachistów, na których nabija ranking ;), jednak ze ścisłym topem potrzeba chyba czegoś więcej. Ten turniej nie dostarczył mi zbyt wiele radości, męczyłem się bardzo, zależało mi na tym by nasz arcymistrz się przełamał. Poprzednia edycja była znacznie bardziej barwna, wygrana z Magnusem i Fabiano eech… był czasy, co nie? Zapraszam was do dyskusji. Co sądzicie o występie Radka Wojtaszka? Jak oceniacie innych graczy?

Na koniec pozostało nam rozstrzygnięcie konkursu. Według moich obliczeń wygrał Oskar Włodarczyk, który wytypował, że nasz arcymistrz zajmie miejsce dziesiąte, a z TOP 5 zdobędzie 1,5 pkt. Oskar ma najmniej ujemnych punktów z wszystkich, czyli wygrywa płytę Stashki. Drugie miejsce zajął Łukasz Majchrowski, który również podał, że Wojtaszek zajmie 10 pozycję, a z TOP 5 zdobędzie 1 pkt. Nikomu się nie udało trafić w sam środek tarczy. Łukasz wygrywa nagrodę drugą. Obu typujących proszę o przesłanie mi na priv dokładnego adresu, na który wyślę nagrody. Gratulacje!



26 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

So Wesley o krok od wygrania szachowego Wimbledonu! Wojtaszek nie wykorzystał szansy zawiązanej z występem w Tata Steel Chess!

Komentuje się taki turniej niezwykle trudno: widząc sportową niemoc reprezentanta Polski autor tych słów czuje się podobnie, bez mocy, totalnie rozładowany. A najgorsza jest bezradność, uczucie, którego nienawidzę. Rzeczywiście, chyba najbardziej dla mnie atrakcyjny był czas oczekiwania: analizy tabeli turniejowej, profilowanie przeciwników Polaka, szacowanie szans, ów nastrój podniecenia, po którym nie został nawet ślad…

Z szachistów Top 5 Radkowi Wojtaszkowi pozostał tylko, grający jak na razie bardzo dobre zawody, Lewon Aronian, następnie Dima Andrejkin (obaj zagrają czarnymi), a na końcu fantastyczny Wei Yi. Nie będę już więcej pisał o nadziejach związanych z ostatnimi rundami, gdyż nadzieja na ten moment jest u mnie towarem deficytowym, chcę po prostu na to wszystko popatrzeć możliwie chłodnym okiem. Według mnie Wojtaszek posypał się mentalnie po partii z Adhibanem, zresztą pisałem o tym, ta partia była dramatyczna w przebiegu i nasz arcymistrz musiał odczuć ją boleśnie. Już nie chodzi o to, że zamiast 1-0 w tabeli wpisano wynik odwrotny, chodzi raczej o świadomość niewykorzystania szansy na wygranie wygranej partii. To musiało mocno podkopać pewność siebie Polaka, bo na kolejnych partiach naszego arcymistrza już widać cień porażki z Hindusem. Wcześniej jeszcze jakoś to szło, ale to i tak nie było to, czego ja bym chciał. Z elitą wynik Wojtaszka jest bardzo zły – przegrane z Carlsenem i So, remisy z Karjakinem i Girim, punkt z czterech, jutro dowiemy się pełnego wyniku z całą Top 5. W korzystny obrót spraw w meczu z Aronianem nie wierzę, Aronian jest na fali, ostatnio pokazał fenomenalne taktyczne kopyto z Rapportem, ma nawet szansę wygrać turniej, Wojtaszek duchem chyba jest już w domu.

Poprzednia edycja szachowego Wimbledonu, w której uczestniczył Radek Wojtaszek, dała mi wiele radości, choć wyniku nasz najlepszy szachista nie zrobił, jednak wygrana z Magnusem, a za dwie rundy z Caruaną to było naprawdę coś. Nie jest niczym dziwnym, że odbiło się  to szerokim echem w rodzimych oraz światowych mediach. Tym żyliśmy, to nas w jakiś sposób uskrzydliło. Tymczasem turniej obecny nie dał, bo nie mógł, zbyt wielu okazji do radości. Jedyna wygrana z L. van Welym to dla kibica żadna rewelacja. Pewnie jeszcze będzie okazja przeanalizować to bardzo dokładnie, niechże ten turniej jednak się zakończy, jakoś straciłem ochotę do kilkugodzinnych nasiadówek przed komputerem.

 Coraz częściej spoglądam na Gibraltar, gdzie Kacper Piorun wydaje się wiedzieć po co tam pojechał, jednak odzyskanie wrodzonego optymizmu po Tata Steel Chess zajmie mi pewnie jakiś czas. Nie ma za bardzo czego się uchwycić, człowiek łaknie sukcesu, radości, dobrze się przecież życzy wszystkim naszym zawodnikom, szkoda, że w zamian dostaje tak mało kaloryczny wikt. Czekamy na końcówkę Tata Steel Chess. Radek Wojtaszek, oczywiście jeszcze teraz ma szansę w pewnym stopniu zatrzeć niekorzystne wrażenie, jednak jestem zdania, że cudu w Holandii nie zobaczymy… 

22 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Po wygranej z Wojtaszkiem Adhiban wciąż szaleje! Carlsen przegrywa z Rapportem i spada na piątą pozycję!

Niestety, nie wygląda to dobrze. Przeciwnicy Radka Wojtaszka kompletują jak mogą cenne punkty, tymczasem nasz reprezentant wydaje się nadal pozostawać w blokach startowych. Jedna wygrana z outsiderem, Loekiem wan Welym, nie jest tym, czego po nim oczekiwałem, a zbliżamy się niepostrzeżenie do finałowych rund turnieju mistrzowskiego Tata Steel Chess. I jeszcze ta wczorajsza „wygrana-przegrana” partia z Hindusem Adhibanem! Zaryzykuję stwierdzenie, że była to jedna z najbardziej dramatycznych partii w karierze sportowej arcymistrza z Kwidzyna. Każda przegrana w jakimś stopniu podkopuje pewność siebie szachisty, jednak przegrana w kompletnie wygranej pozycji, taka przegrana, to naprawdę mocny cios, to cios-nokaut. Mnie przegrana Wojtaszka mocno przybiła, co tu będę owijał w bawełnę. I jeszcze w jakich okolicznościach o tym się dowiedziałem! Mając inne obowiązki oddaliłem się od ekranu komputera na jakiś czas (byłem wielce rad, wyobrażając sobie wysokie miejsce Polaka po dopisaniu mu w tabeli punktu) tymczasem właśnie wtedy w partii nastąpił straszny kolaps. Nie chcę się nic odzywać, ale wydaje mi się, że zaczynają się pojawiać problemy kondycyjne. No, bo jak wytłumaczyć tak straszną niemoc, zwłaszcza gdy doliczono wystarczającą ilość czasu? U mnie takie partie z powodu kondycji też szły do wora nie raz i nie dwa razy. Ten stan wygląda mniej więcej tak, że mózg odmawia posłuszeństwa, po prostu człowiek gapi się na deskę jak gapa w gnat i nie jest w stanie podjąć obliczeń. Nie sądzę, że Radek Wojtaszek nie liczył ale wyglądało to tak jakby grał na totalnie rozładowanych akumulatorach. Jeśli było tak istotnie, to wesoło nie jest, bo mamy dopiero okolice końca tradycyjnego szwajcara, a gdzie tam do końca turnieju!

Jutro wolne i dobrze. Trzeba ochłonąć. Jest jeszcze szansa na uzyskanie przyzwoitego wyniku, jednak musiałaby nastąpić w Radku Wojtaszku jakaś kolosalna przemiana, śmiem jednak wątpić (choć życzę mu tego z całego serca!), że to nastąpi. Zobaczmy kto następny czeka w kolejce na naszego szachistę. Po dniu wolnym Polak zagra z Karjakinem białymi i czarnymi z aktualnym liderem, So Wesleyem, czyli ścisły światowy top w obu pojedynkach. So ostatnio bardzo się wzmocnił, on naprawdę gra fantastyczne szachy, a jego passa bez przegranej będzie trudna do pobicia przez kogokolwiek. Po tych dwóch meczach znów mamy dzień wolnego i potem trzy partie do końca. Radek zagra dwa razy białymi z Aronianem i Andrejkinem, a na koniec czarnymi z Wei Yi. Gdzie szukać punktów? Szukać punktów należy w każdej partii i walczyć do samego końca. Kiedyś Radek Wojtaszek powiedział, że jest w stanie rywalizować z czołówką światową. Do tego momentu ten turniej pokazuje, że nasz arcymistrz ma poważne kłopoty z punktowaniem ścisłego topu, tutaj wygrane należą do rzadkości. Remisy ze światową czołówką owszem, są, zdarzają się dość często, ale o jakichś passach, czy wygranych zdarzających się z pewną regularnością nie może być mowy. Ale jeszcze przecież nie koniec. Ja zawsze wierzę, zawsze mam nadzieję na odmianę turniejowego losu i kibicuję do końca.

Magnus przegrał z Rapportem i znów ta jego predylekcja do gry czarnym pionem po linii „a”. Mistrz Świata będzie musiał teraz mocno się napracować, żeby wygrać te zawody, jednak w jego przypadku nie ma rzeczy niemożliwych. To wielki mistrz, oszałamiające zjawisko na szachowym firmamencie, człowiek absolutnie nie do podrobienia. U niego cuda zdarzają się znacznie częściej niż u reszty szachowej społeczności…

20 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Breaking News!! Giri wygrywa swój pierwszy mecz w Tata Steel Chess!! Radek Wojtaszek powraca z dalekiej podróży w spotkaniu z Harikrishną!

Gdyby szachy były medialne na tyle, żeby światowe media donosiły o wynikach poszczególnych rund w ważnych turniejach, z całą pewnością informacja o wygranej Giriego szłaby na dole ekranów telewizorów podświetlona na czerwono. Giri zapracował sobie na miano „króla remisów” już bardzo dawno temu, a do kanonu przeszły jego nie doszlifowane, wygrane pozycje. Giri jest jednym z najtrudniejszych do przebicia szachistów współczesnej doby, przegrywa niezwykle rzadko, ale jego wygrane spokojnie można rozpatrywać w kategoriach „breaking news”: „Przerywamy na chwilę wiadomości, bardzo ważna informacja napłynęła do nas z Rotterdamu – Anish Giri wygrał partię rundy szóstej turnieju Tata Steel Chess.”;). Z szachistów przedwojennych, którzy grali solidnie, często remisując, przychodzi mi na myśl postać arcymistrza stosunkowo rzadko wspominanego (A niesłusznie!) Carla Schlechtera. Schlechter, piszę teraz do szachistów nie przepadających za historią naszej dyscypliny, wygrał mecz z Laskerem o tytuł MŚ w stosunku 5,5 – 4,5 pkt. (Wróć: Schlechter zremisował mecz Laskerem, a nie wygrał! Ależ bzdury nieraz ten Internet wyrzuca! Sypę głowę popiołem, następnym razem postaram się dokładniej wszystko sprawdzać. Tak to jest, gdy się chce dużo napisać między rundami!;)) jednak dawniej mistrzowie świata ubezpieczali się jak mogli, żeby nie stracić korony. Jedni chcieli zaporowych kwot od ewentualnych Pretendentów, gdzie znalezienie mecenasa w czasach mocno niepewnych graniczyło z cudem, inni unikali rywali (Alechin!), jeszcze inni, jeśli już dochodziło do meczu zmuszali śmiałków do gry na nierównych warunkach. Reguły meczu Lasker – Schlechter były takie, że aspirujący do korony szachowej Schlechter musiał wygrać dwoma punktami. Schlechter to ciekawa postać – jak na tamte czasy mocno stawiał na strategię, grał manewrując, jakoś tak rozminął się ze współczesnymi, ze współczesną mu modą na szachy kombinacyjne, ostre, taktyczne. Anish Giri – współczesny Carl Schlechter. Brzmi bardzo ładnie.

Pozwoliłem sobie zanurkować nieco w przeszłość coby ciutkę ochłonąć po partii Radka Wojtaszka, który sobie tylko znanym sposobem umknął spod gilotyny w pojedynku z Pentalą Harikrishną. To była typowa partia Wojtaszka, czyli wielogodzinna bitwa w złożonej końcówce. Mnóstwo energii kosztuje taki pojedynek, trzeba też oddać sprawiedliwość naszemu arcymistrzowi, że bronić to on się potrafi jak mało kto, w tej materii nie ustępuje ścisłej czołówce światowej, szkoda jednak, że mówimy tutaj o obronie. Radek tej partii w żaden sposób nie mógł wygrać, mógł tylko się uratować i to zrobił. Wielki szacun za nieustępliwość. A debiut? Jak zobaczyłem hiszpankę strużka zimnego potu potoczyła się po mojej lewej skroni, zaschło mi w gardle, a ręce od razu zrobiły się wilgotne, naprawdę bałem się tego wyboru i tej partii od samego początku.

Jutro Wojtaszek zagra z szalejącym na całego Adhibanem. Hindus zagrał wczoraj po raz pierwszy „francuza” i zainkasował cały punkt u Karjakina, dziś zobaczyliśmy w jego wykonaniu gambit królewski przeciwko So, który nieźle się musiał w tym pojedynku tłumaczyć. Radek ma białe i jestem zdania, że powinien jednak powalczyć o cały punkt z przeciwnikiem z Indii.

Miły dla oka mecz rozegrali Rapport z Wei Yi, lepszym w tym starciu okazał się Chińczyk. Na koniec wreszcie trzeba nam zauważyć, że Magnus znów się w partii z Aronianem nie nasiedział przy desce. Wygląda to tak, jakby kumulował energię na końcowe rundy.  Bardzo mnie te zawody wciągnęły, oglądam je z naprawdę dużym zainteresowaniem. Chciałbym, żeby Radek Wojtaszek sprawił nam prezent, idąc po cały punkt w starciu z Adhibanem. Jak będzie – dowiemy się już jutro!

Mała, a właściwie całkiem duża poprawka, na którą mi zwrócił, całkiem słusznie, uwagę pan Jerzy Konikowski z Dortmundu – Schlechter mecz z Laskerem zremisował 5-5, a nie wygrał. Zgadza się, i jeszcze raz dziękuję za uważne czytanie moich tekstów!!:).



19 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Pierwsza wygrana Radka Wojtaszka w Tata Steel Chess! Karjakin przegrywa w miniaturze z najniżej notowanym Adhibanem Baskaranem z Indii!!

To zwycięstwo było nam wszystkim bardzo potrzebne. Już nie chodzi o to, żeby jakoś mega-optymistycznie spoglądać w przyszłość turniejową naszego arcymistrza, jednak zgodzimy się co do tego, że zrobiło się nam nieco lżej na duszy, prawda? Trzeba zakładać, że najgorsze za nami. Każda wygrana uskrzydla, nawet z zawodnikiem niżej notowanym, myślę, że możemy spokojnie przyjrzeć się kolejnym przeciwnikom Polaka.

 Jutro Wojtaszek zagra z Pentalą Harikrishną, który dzisiaj przegrał z So Wesleyem. To jest dość szczególna sytuacja: białymi zagra Hindus po porażce, a czarnymi Polak po wygranej, obaj gracze mają tyle samo punktów, zwycięstw, remisów i przegranych. Harikrishna, z tego co widziałem, białymi intensywnie gra 1.e4 dlatego możemy się spodziewać „sycyla” (Nie zakładam, że Radek Wojtaszek wybierze inne otwarcie, powiedzmy „Caro-cann”, który też wchodzi w skład jego repertuaru debiutowego czarnymi w odpowiedzi na pierwsze posunięcie pionem sprzed monarchy). Po Harikrishnie Wojtaszek spotka się z kolejnym Hindusem, Adhibanem, którego śmiało możemy nazwać bohaterem dnia. Karjakin wpadł mu w analizę, poza tym Pretendent zagrał tę partię… nie jak Pretendent! Jak widać, każdemu zdarzają się gorsze dni. Radek będzie miał w pojedynku z Adhibanem białe bierki. Następnie, przed dniem wolnym Polak dysponując czarnymi, spróbuje sprostać zawsze niebezpiecznemu Eljanowowi, który dziś poległ z Aronianem.

Przydałoby się się z wyżej wymienioną trójką zapunktować, na przykład wygrać białymi z Adhibanem i wziąć dwa remisy czarnymi z Harikirshną i Eljanowem. Niegłupi scenariusz na najbliższe trzy mecze, w ten sposób można sukcesywnie piąć się w górę w turniejowej tabeli. Jestem ciekaw jak to się wszystko potoczy. Magnus dobrze gospodaruje w tym turnieju siłami – gdzie trzeba tam szybko partię zakończy, gdzie się da, pociśnie. Myślę, że już teraz ma zaplanowane z kim i jak grać, gdzie się nie szarpać bez potrzeby, a gdzie wygrywać.

Czekam na kolejny pojedynek Radka Wojtaszka i liczę na jego bardzo dobrą postawę. Czasu co prawda jeszcze dużo, jednak nie chciałbym, żeby ten turniej przeleciał mu przez palce. Byłoby bardzo szkoda, bo ten turniej jest idealny, żeby się świetnie zaprezentować, pokazać wolę walki, a przede wszystkim siłę gry.

18 stycznia 2017
by krzysztofjopek
0 comments

Doskonały początek Eljanowa w Tata Steel Chess, Wojtaszek daleko i jeszcze bez wygranej!

Rozmawiałem ostatnio z moim kolegą Karolem, szachistą rzecz jasna, który skonstatował, że Radek Wojtaszek tak naprawdę pływa w zbiorniku z rekinami. Co fakt, to fakt. Lubię te przyrodnicze porównania, których ostatnio specjalnie nie nadużywałem, jednak dochodzę do wniosku, że jest zasadnym porównywanie turnieju kołowego do watahy wygłodniałych wilków z wyraźnym podziałem na role. Podobieństwa są uderzające. Samcem alfa jest tutaj niewątpliwie Eljanow z Ukrainy, który gra aż miło, po prostu piłuje niczym piła tartaczna, charakteryzuje go bezkompromisowość oraz brak kompleksów. W rzeczonej watasze jest miejsce na osobniki pośrednie, wreszcie na końcu wloką się samce omega. Znalazłem dość interesującą definicję osobnika omega na stronie: Wilki – pedia, opis wygląda dość humorystycznie jeśli przeniesiemy go na ludzi, jednak dobrze pasuje do okupujących ostatnie miejsca zawodników:

„Omega stoi na najniższym szczeblu wilczej hierarchii. To na nim pozostałe osobniki wyładowują swoją agresję, on je ostatni lub w ogóle nie jest dopuszczany do jedzenia. Osobnik alfa traktuje osobnika omegę z pogardą i zupełnie się z nim nie liczy. Można rozpoznać go po wystraszonej postawie ciała: spłaszczonych uszach i sierści oraz podkulonym ogonie. W relacjach z innymi wilkami okazuje uległość…”

W Tata Steel Masters ostatnia trójka, czwórka musi znosić parszywy los samców omega, dopóki owej turniejowej karmy nie odwróci, co nie jest rzeczą łatwą. Hierarchia już się powoli klaruje w tym turnieju, choć to dopiero początek i czeka nas jeszcze niejedno przetasowanie.

Młodego Chińczyka Wei Yi wielu kibiców upatruje jako przyszłego króla globu, tymczasem dla aktualnie urzędującego norweskiego monarchy jest zwyczajnym klientem. Partia z Magnusem pokazała, że jakość gry szachisty z Kraju Środka drastycznie spada, jeśli zaciągnąć go w grę pozycyjną, pełną skomplikowanych manewrów. W takich pozach to już nie jest ten zawodnik. Wei Yi potrafi liczyć piękne rzeczy, jest klasycznym kopyciarzem, ale w strategii po prostu się nie orientuje tak jak powinien kandydat do tytułu MŚ.

Interesujące są statystyki turnieju „Masters”. Rozegrano już 28 partii z czego 64, 3 procent pojedynków zakończyło się wynikiem remisowym. Pozstały procent to wygrane białymi, bądź czarnymi (Stosunek wygranych białymi do czarnych 25 % – do 10,7%).

Po czterech rundach dotarliśmy do pierwszej przerwy. Radek Wojtaszek nie może być na razie zadowolony z wyniku, wszyscy czekamy na jego pierwszą, zwycięską partię, mam nadzieję, nie jedyną. Generalnie bardzo ciężko mi się ogląda jego szachy w Tata Steel Chess. Nasz arcymistrz stara się grać maksymalnie bezpiecznie, kończy się to wszystko, jak na razie trzema remisami i jedną porażką. Turniej jest długi, nie licząc tego co już zostało zagrane przed nami jeszcze dziewięć rund. To jest ogrom gry i cała moc możliwości! W pojedynku z Rapportem, pod sam koniec, miałem ochotę wskoczyć do tego kompa i zagrać ruch, który dawał Radkowi przewagę. Czasami człowiek czuje się naprawdę bezradny, a to jedno z najgorszych doznań w życiu. Jutro Radek białym kolorem zagra z gospodarzem, Loekiem Wan Welym. Holender to typowy samiec omega, jest idealnym przeciwnikiem na zapunktowanie, na odegranie się. No u kogo w tym turnieju można jeszcze szukać punktów? Czekam z wielką niecierpliwością na kolejną rundę i partię naszego reprezentanta!